Menu Zamknij

POBIEDZISKI SŁOWNIK BIOGRAFICZNY

linia-z-ksiazka-zielen

Edmund Bartlitz

1. Edmund Bartlitz

Edmund Bartlitz, fot. ze zbiorów rodziny Bartlitzów

Edmund Bartlitz urodził się 7 listopada 1891 r. w Gruszczynie koło Swarzędza, gdzie jego rodzice Franciszek i Bronisława z Günterów byli właścicielami wiejskiej posiadłości. Miał pięcioro rodzeństwa. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Markowicach, a po jej ukończeniu podjął naukę w Królewskim Gimnazjum Fryderyka Wilhelma w Poznaniu (obecnie III Liceum Ogólnokształcące im. św. Jana Kantego). W 1911 r. zdał maturę, po czym rozpoczął studia medyczne. Najpierw studiował na uniwersytetach niemieckich we Wrocławiu, Berlinie i Greifswaldzie, a następnie na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie w 1921 r. uzyskał tytuł doktora medycyny.

Walczył w I wojnie światowej w szeregach armii pruskiej, brał udział w Powstaniu Wielkopolskim oraz w wojnie polsko-bolszewickiej, po której został mianowany na stopień kapitana. W sierpniu 1921 r. został uhonorowany Odznaką Pamiątkową Wojsk Wielkopolskich.

20 września 1921 r. w Poznaniu zawarł związek małżeński z Zofią Górczyńską, z którą później miał troje dzieci. Na początku października 1921 r. przeprowadził się z żoną do Pobiedzisk i rozpoczął praktykę lekarską. Początkowo mieszkał przy ulicy Poznańskiej (dzisiaj Władysława Jagiełły), potem przy ulicy Kazimierzowskiej (dzisiaj Kazimierza Odnowiciela). Ciągle podnosił swoje klasyfikacje zawodowe, często wyjeżdżał na kursy specjalistyczne i szkolenia. Angażował się w życie społeczne Pobiedzisk. Przez pewien czas był przewodniczącym Rady Miejskiej oraz prezesem Towarzystwa Powstańców i Wojaków. Udzielał się w Radzie Parafialnej i Akcji Katolickiej. Wybrano go również na prezesa Stronnictwa Narodowego i radnego do Sejmiku Wojewódzkiego w Poznaniu.

W sierpniu 1939 roku otrzymał awans na stopień majora Wojska Polskiego i został zmobilizowany do 1. Pułku Radiotelegraficznego w Warszawie. We wrześniu wraz z pułkiem znalazł się w pobliżu wschodniej granicy Polski.

2. Tow. Powst. i Wojaków 1925

Poświęcenie sztandaru Towarzystwa Powstańców i Wojaków w Pobiedziskach, 5.07.1925 r. (czwarty od prawej siedzi Edmund Bartlitz, dalej ks. B. Walich i Zofia Bartlitz - żona Edmunda), ze zbiorów rodziny Bartlitzów

3. E. Bartlitz - zaświadczenie

Zaświadczenie wydane przez dra med. E. Bartlitza 17.06.1922 r, APP, Kuratorium Okręgu Szkolnego Poznańskiego w Poznaniu, sygn. 805/3/343

Andrzej Bartlitz – syn Edmunda – tak wspomina: Pułk ten wycofał się pod naporem wojsk niemieckich w kierunku południowo-wschodnim. Jak mi opowiadali koledzy ojca, którzy uciekając do Rumunii, spotkali go w szpitalu we Włodawie – nie chciał uciekać z nimi, ponieważ był jedynym lekarzem w tym szpitalu, pełnym rannych polskich żołnierzy. Tam też dostał się po 17 września 1939 roku do niewoli sowieckiej i został przewieziony razem z innymi oficerami najpierw do obozu przejściowego w Szepietówce na Ukrainie, a następnie do Starobielska. Stamtąd otrzymaliśmy od niego 2 pocztówki, na które odpisaliśmy kilka listów. Jeden z nich dotarł do mojego ojca. Ostatnią kartkę ojciec wysłał w marcu 1940 roku, a więc prawdopodobnie kilka dni przed zamordowaniem przez NKWD. Ojciec nic nie przeczuwał, ale w jego słowach była niepewność, mimo optymistycznych sformułowań. Potem nasze listy wracały z adnotacją: „Adresat wyjechał”.

Ojciec mój wykonywał swój zawód z poświęceniem i pełnym zaangażowaniem. Ludzie, którzy go znali i których leczył, opowiadali nam potem, że był dobrym i ofiarnym lekarzem, przychodził na wezwania o każdej porze. Myślę, że udzielanie ludziom pomocy, często bezinteresownie, było dla niego, jako głęboko wierzącego katolika, czymś oczywistym.

Był człowiekiem spokojnym i opanowanym, dbał o nas, cieszył się i martwił razem z nami. Często widzę go w myślach, jak w niedzielę – odświętnie ubrany – idzie na ranną mszę świętą. Ojciec bardzo ładnie rysował i malował, szczególnie pejzaże, a ze swoim szkicownikiem nie rozstawał się nawet na polu bitwy.

4. Kartka ze Starobielska

Kartka wysłana ze Starobielska do żony Zofii, z datą 26.03.1940 r., ze zbiorów rodziny Bartlitzów

Tabliczka na Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie

Edmund Bartlitz został rozstrzelany przez NKWD w Charkowie w kwietniu 1940 r. Spoczywa w zbiorowej mogile na Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie. Jego nazwisko figuruje w wykazie akt ewidencyjnych jeńców wojennych, którzy opuścili obóz NKWD w Starobielsku, pod nr. 178.

Decyzją Ministra Obrony Narodowej Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 5 października 2007 r. został mianowany pośmiertnie na stopień podpułkownika Wojska Polskiego.

O zachowanej pamięci o ppłk. Edmundzie Bartlitzu świadczą epitafia na cmentarzu w Charkowie, w Kaplicy Katyńskiej w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie, w kościele Dominikanów w Poznaniu oraz na Krzyżu Katyńskim przed cmentarzem parafialnym w Pobiedziskach. Jego imieniem nazwano jedną z ulic w Pobiedziskach. W 2017 r. przed Szkołą Podstawową nr 3 w Swarzędzu posadzono na jego cześć Dąb Pamięci.

Opracowała Anna Migdałek

linia-z-ksiazka-zielen

Adam Paulin Biedrzycki

ADAM PAULIN BIEDRZYCKI - doktor filozofii i medycyny, burmistrz Poznania, mecenas drukarzy, wydawca.

Urodził się w Pobiedziskach na początku XVI wieku. Kim byli jego rodzice nie udało się ustalić. Brak dokumentów nie pozwala również prześledzić, kiedy opuścił Pobiedziska, gdzie studiował i kiedy zamieszkał w Poznaniu. W poznańskich aktach radzieckich (akta rady miejskiej) odnotowano, że Biedrzycki był radcą i przez pewien czas pełnił funkcję burmistrza miasta Poznania oraz że posiadł tytuł doktora filozofii i medycyny. Ożeniony był najpierw z Jadwigą Schotrchówną, a gdy owdowiał, zawarł ponowny związek z Jadwigą Grodzicką. Kiedy i ona zmarła, sobie i obu żonom w 1580 r. w Poznaniu wystawił pomnik, a na jego cokole umieścił napis wymieniający pełnione przez niego funkcje.

W latach 1578-1583 wspomagał finansowo drukarzy poznańskich, najpierw Melchiora Nechringa, następnie Jana Wolraba. Sam wydał kilka książek o tematyce religijnej. Zmarł po 23 kwietnia 1583 r.

Będąc człowiekiem majętnym, mieszkał w kamienicy przy rynku (obecnie Stary Rynek 58). Pierwotnie była to kamienica wybudowana w stylu gotyckim. Chociaż kilkakrotnie ją przebudowano, w znacznej części przetrwała do naszych czasów. Jej istnienie odnotowano już w roku 1569. Kolejne zapiski w dokumentach miejskich jej dotyczące pochodzą z roku 1778 (że uległa zniszczeniu) i z 1866 (wiadomość o przebudowie). Podczas działań wojennych w 1945 r. spłonęła, ale zachowały się średniowieczne piwnice i mury. Odbudowy dokonano na podstawie ocalałych rynków z roku 1866 (w stylu rokokowym).

Adam Paulin Biedrzycki patronuje ulicom w Poznaniu i Pobiedziskach.

Opracował Tadeusz Panowicz


Literatura:

1. Adam Wrzosek, „Polski słownik biograficzny", t. 2,  1936.
2. Józef  Łukasiewicz, „Obraz historyczno - statystyczny miasta Poznania w dawniejszych czasach" - Poznań 1838.
3. Ludwik Gąsiorowski, „Zbiór wiadomości do historii sztuki lekarskiej w Polsce od czasów najdawniejszych są do najnowszych" - Poznań 1839.
4.  Zbigniew Zakrzewski, „Nazwy osobowe i historyczne ulic Poznania" - Poznań 1971.
5.  „Patroni wielkopolskich ulic" - Poznań 2006.
6.  „Poznań. Spis zabytków architektury" - Poznań 2004.
linia-z-ksiazka-zielen

Maksymilian Jackowski

MAKSYMILIAN JACKOWSKI (1815 - 1905) - działacz społeczno - gospodarczy.

Pomimo wczesnego uwłaszczenia (1823), chłopi wielkopolscy długo jeszcze nie mogli się wyleczyć z niemocy gospodarczej. Postanowiła dopomóc im inteligencja. Założona w 1848 r. przez Augusta Cieszkowskiego - na wzór angielski - organizacja „Liga" z centralą w Berlinie, zaleciła swoim filiom powiatowym, aby zajęły się oświatą ludu wiejskiego. Niestety władze pruskie do tej inicjatywy Polaków odniosły się zdecydowanie wrogo i „Liga" szybko została rozwiązana. Ziarno jednaj zostało rzucone na podatny grunt i w 1866 r. wielkopolski chłop Dionizy Stasiak założył Kółko Rolnicze w Dolsku koło Śremu. Wkrótce zaczęły powstawać następne. Zrodził się też pomysł ustanowienia dla kółek patronatu. Misję tę w roku 1873 otrzymał Maksymilian Jackowski. Zaniechał on dotychczasowego pisania urzędowych odezw do władz i zaczął działać praktycznie. Docierał do najodleglejszych zakątków i przewodniczył zebraniom osobiście. Namawiał chłopów i wyzyskiwał swoje osobiste stosunki, toteż rozwój kółek odbywał się żywiołowo.

Oprócz zebrań wiejskich, wyznaczono coroczne zebrania delegatów w Poznaniu pod przewodnictwem patrona. Jackowski nalegał, aby na zebrania kółek gospodarze przyprowadzali młodzież. Dla zachęty urządzał wystawy, losowania narzędzi rolniczych, zwiedzanie wzorowych gospodarstw, a gdy kasa była pusta, potajemnie zasilał ją z własnej kieszeni. Kółka Rolnicze nie poprzestały jedynie na ulepszeniach gospodarczych, lecz wkroczyły nawet w dziedzinę oświatową i społeczną. Zakładały czytelnie, zamykały karczmy i wyznaczały ceny ziemi.

Poznajemy więc bliżej patrona Kółek Rolniczych, człowieka, dzięki któremu chłopi wielkopolscy tak skutecznie oparli się germanizacyjnej polityce władz pruskich. Urodził się 12 października 1815 r. w Słupi koło Śremu. Najpierw uczył się w domu, następnie w poznańskim Gimnazjum św. Marii Magdaleny, którego jednak nie ukończył. Po odbyciu służby wojskowej w Śremie, praktykował w nowatorskim gospodarstwie rolnym w Turwi. Później pracował w majątku Źrenica w powiecie średzkim, następnie dzierżawił folwark Poberże na Podolu.

Do Wielkopolski powrócił w 1850 r. i zakupił majątek ziemski Pomarzanowice koło Pobiedzisk, w którym gospodarował do roku 1855, równocześnie coraz bardziej angażując się w organicznikowską działalność społeczno - gospodarczą. Wstąpił do ziemiańskiego Towarzystwa Rolniczego. Pisywał także w „Ziemianinie", a w 1861 r. uczestniczył w zjeździe organizacyjnym Centralnego Towarzystwa Gospodarczego. W roku 1863 jako tzw. Komisarz cywilny na powiat średzki (wówczas Pobiedziska i okolice należały do tego powiatu) należał do tajnego komitetu przygotowującego pomoc dla powstańców styczniowych. Komitet wykryła policja pruska, a Jackowski trafił do więzienia, najpierw w Gnieźnie, później w poznańskiej Cytadeli i do berlińskiego Moabitu. W 1864 r. był jednym z oskarżonych w procesie berlińskim, został wówczas uniewinniony. Rok później (1865) wszedł w skład Zarządu Centralnego Towarzystwa Gospodarczego.

Próbował także publicystyki organicznikowskiej i podjął się wydawania „Orędownika". W 1873 r. z ramienia Centralnego Towarzystwa Gospodarczego objął opieką parafialne Kółka Rolnicze. Patronat ten sprawował do 1900r. Stał się on głównym dziełem jego życia, przynosząc ogromną popularność i przydomek „króla chłopów". Jackowski ciągle zachęcał do zakładania Kółek Rolniczych i osobiście opiekował się istniejącymi. Swoimi działaniami liczbę ich podniósł z trzydziestu do dwustu. Prowadził również akcje oświatowe i instruktażowe. Zapoczątkował wydawanie „Rocznika Kółek" (do 1875) i „Poradnika Gospodarskiego"(do 1889). W 1885 r. na stałe zamieszkał w Poznaniu, gdzie zmarł 14 stycznia 1905 r. Po manifestacyjnym pogrzebie spoczął we Wronczynie koło Pobiedzisk.

Ożenił się z Marią z Lichtnekerów, z którą miał troje dzieci: Mieczysława (zginął w powstaniu styczniowym), Tadeusza Kryspiana oraz Józefę.

Opracował Tadeusz Panowicz



Literatura:

1. „Polski słownik biograficzny", t. 1-25 - Kraków 1935-1980.
2. „Wielkopolski słownik biograficzny" - Warszawa - Poznań 1981.
3. „Wielkopolanie XIX wieku", t. 1-2 - Poznań 1966-1969.
4. T.G. Jackowski, „W walce o polskość" - Kraków 1972.
5. T.Panowicz, „Reporter Gnieźnieński" 2006 nr 17.
linia-z-ksiazka-zielen

por. Jan Jankowski

MÓJ KRÓTKI ŻYCIORYS
Wspomnienie z okupacji hitlerowskiej, sowieckiej i mojego udziału w strukturach wojskowych ZWZ, BCh, AK i NSZ

Urodziłem się 10 stycznia 1922 roku w miejscowości Sułoszowa koło Olkusza, w województwie krakowskim. Moimi rodzicami byli Antonina z domu Goraj i Jan Jankowski. Ojciec mój posiadał gospodarstwo rolne, był legionistą.

Mieszkańcy Sułoszowa brali udział w walkach niepodległościowych: pomagali w Powstaniu Listopadowym i Styczniowym. W okresie walki o niepodległą Polskę łącznie z ochotnikami i legionistami walczyło w legionach i wojnie z bolszewikami 260 żołnierzy, natomiast 27 ochotników brało udział w powstaniach śląskich a 9 przedostało się przez kordony pruskie i walczyło w Powstaniu Wielkopolskim. Mieszkańcy wsi Sułoszowa za swą patriotyczną postawę karani byli przez zaborcę konfiskatą swoich majątków ale mimo tych szykan ciągle służyli Kościołowi i Ojczyźnie. Z pośród swoich synów wydali wielu bohaterów uhonorowanych najwyższymi odznaczeniami wojskowymi i państwowymi. Ze wsi liczącej obecnie niecałe 4 tysiące mieszkańców przed wojną dwóch w swej pracy naukowej doszło do tytułu profesorskiego , trzech wykształciło się na pilotów, wyświęcono jedenastu księży a jedenaście sióstr zakonnych trafiło do różnych zgromadzeń zakonnych, natomiast w okresie powojennym wyszło wielu wyższych oficerów i 22 kapłanów, z których jeden został konsekrowany na biskupa. Ze wsi Sułoszowa pochodził senator Osuchowski a pułkownik Wielgus za udział w Bitwie Warszawskiej w 1920 roku otrzymał najwyższe odznaczenie bojowe. W tak patriotycznej atmosferze wzrastałem i nabierałem sił i wiedzy do dalszego życia. Po ukończeniu siódmej klasy podstawowej uczęszczałem do trzyletniej szkoły rolniczej w Trzyciążu. Po ukończeniu szesnastego roku życia wstąpiłem do Polskiego Stronnictwa Narodowego. Prezesem koła w Sułoszowej był Stefan Kołodziejczyk, którego syn został biskupem. Po napaści na Polskę we wrześniu 1939 roku Niemcy wywozili młodych mężczyzn w głąb Rzeszy na roboty w przemyśle zbrojeniowym. W 1940 roku zostałem przewieziony przez Niemców do obozu karnego umiejscowionego w lesie niedaleko naszego miasteczka. Jesienią cały obóz został przeniesiony do Dębicy skąd uciekłem za co byłem później prześladowany przez żandarmerię. Na początku stycznia 1941 roku wstąpiłem do tajnej organizacji wojskowej a następnie krótko należałem do Batalionów Chłopskich. W oddziale ZWZ otrzymałem przeszkolenie wojskowe i pseudonim „Orzeł". Szkolenie odbywały się co tydzień. Przysięgę złożyłem 1. stycznia 1941 roku przed dowódcą oddziału kpt. Janem Pieńkowskim ps. Mochort". Fragment przysięgi brzmiał następująco: „Bóg, Honor i Ojczyzna. W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polskiej kładę rękę na ten Święty Krzyż znak męki i zbawienia i przysięgam być wierny Ojczyźnie mej Rzeczpospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży jej honoru aż do wyzwolenia z niewoli, walczyć ze wszystkich sił aż do ofiary mego życia, służyć rozkazom Dowódcy Armii Krajowej będąc bezwzględnie posłuszny i oddany. Powierzonych mi tajemnic niezłomnie dochować bez względu na to cokolwiek by mnie spotkać miało, tak mi dopomóż Bóg." Po przekształceniu oddziałów ZWZ w organizację wojskową Armii Krajowej, po odpowiednim przeszkoleniu otrzymałem funkcję łącznika dowódcy kompanii (por. „Pokosa"). Jesienią 1942 roku brałem udział w szkoleniu na podoficera. Po ukończeniu szkolenia otrzymałem przydział do plutonu „Warszawa", drugiej kompanii „Jana Sobieskiego" samodzielnego batalionu szturmowego „Suszarnia", który liczył 176 żołnierzy. Samodzielny batalion „Suszarnia" wchodził w skład 116. pułku piechoty „Winnica", którego dowódcą był Jan Kołymon ps. „Teofil". Pułk piechoty wchodził w skład 106 dywizji „Dom". Dowódcą dywizji był gen. Bolesław Michał Nieczuja Ostrowski ps. „Bolko - Grzmot - Tysiąc". Oddział „Suszarnia" brał udział w licznych akcjach bojowych, w których utracił 40% swego stanu osobowego. W tym okresie aż do 1944 roku przechodziłem wiele szkoleń wojskowych, brałem udział w ochronie zrzutów broni. W czerwcu 1944 roku zostałem zmobilizowany do stałej służby w lesie, walczyłem w samodzielnym batalionie „Suszarnia" w rejonie Trzyciąża w obronie sztabu 116. pułku oraz stacji nadawczo-odbiorczej. Radiostacja pozyskana została z samolotu zestrzelonego podczas ostrzału zgrupowania partyzanckiego. Uszkodzony samolot przymusowo lądował na polach Sułoszowej. Za udział w bitwie pod Dziewieciołami otrzymałem awans na stopień kaprala i brązowy krzyż z mieczami za odwagę i męstwo. Walczyłem także w jednodniowej bitwie pod wsią Góry Miechowskiej i w trzydniowej operacji w okolicach Trzonów, Trzonówek Książ Mały, Zarszyn Wały oraz Krzeszów. W bitwie tej po stronie niemieckiej brało udział ponad 1000 żołnierzy z ugrupowania SS i Żandarmerii a po naszej stronie oprócz batalionu „Suszarnia" brał udział oddział „Babinicza", łącznie około 670 partyzantów. Niemcy przeciw nam użyli wozów opancerzonych i samolotów. Po tej bitwie dowódca 116. pułku piechoty awansował mnie na stopień plutonowego i odznaczył krzyżem walecznych. Wraz z oddziałem brałem udział w rozbrajaniu żandarmerii, w Skale, Żarnowcu i Wolbromiu. Sam osobiście rozbroiłem dwóch SS-manów. W czasie trwania akcji „Burza" powiaty pińczowski, miechowski, proszowski i częściowo olkuski wyzwolone były przez oddziały AK i do momentu wkroczenia sowieckich okupantów pozostawały pod naszą jurysdykcją. Zdobycie Pińczowa, gdzie Niemcy mordowali Polaków, doprowadziło do uwięzienia trzystu SS-manów. Był to początek istnienia Rzeczpospolitej Pińczowsko-Proszowskiej, która obejmowała obszar 2000 km ² wolnej ojczyzny. Teren ten kontrolowało 6 tysięcy żołnierzy AK, z czego życie oddało 450 partyzantów. Walcząc w bitwie pod Zarszynem, zostałem ciężko ranny. Walczyliśmy z okupantem niemieckim aż do 17 stycznia 1945 roku. Za udział w walkach zostałem awansowany na stopień sierżanta a dowódca 106. Dywizji AK odznaczył mnie srebrnym krzyżem z mieczami. Otrzymałem także Krzyż Partyzancki i Krzyż Armii Krajowej. Po 17 stycznia 1945 roku nadciągnęły mroki okupacji sowieckiej i okres zdrady rodzimych targowiczan. Wiosną 1945 roku nastąpiły ujawnienia się żołnierzy AK. Ja otrzymałem tajny rozkaz ażeby się nie ujawniać. Nastąpiło polowanie na mnie funkcjonariuszy NKWD i UB. Ukrywałem się trzy miesiące na ul. Stawowej w Katowicach, gdzie wiosną zostałem aresztowany przez UB. Po 48 godzinach przewieziono mnie do aresztu śledczego w więzieniu na Montelupi w Krakowie. Podczas 3-miesięcznego aresztowania i ciągłych przesłuchań traktowano mnie jak bandytę z AK, bito i maltretowano - złamano mi żebra i nos, wybito zęby. W czerwcu 1945 roku zostałem uwolniony przez oddział „Ognia" z ugrupowania NSZ. Po uwolnieniu przystałem do oddziału „Żbika" i z tym oddziałem prowadziliśmy akcję przeciw UB i NKWD. W Wolbromiu w 1947 roku rozbiliśmy sztab NKWD. Jesienią zostałem ponownie aresztowany w Olkuszu przez funkcjonariuszy UB i ORMO. Pojmało mnie i doprowadziło do powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa pięciu ludzi. W areszcie w którym przesiedziałem trzy tygodnie byłem upadlany i bity podczas niekończących się przesłuchań. W jednej z ciemnych i mglistych nocy otrzymałem od plutonowego ps. „Opały" piłkę do metalu, którą przepiłowałem kraty i uciekłem z aresztu. Kierowałem się na zachód aż dotarłem do Jawora. Tam zgłosiłem się do wydziału rolnego poszukując pracę zgodną z moim rolniczym wykształceniem. Zatrudniono mnie jako gminnego instruktora przysposobienia rolniczego we wsi Męcinka powiat Jawor. Tam założyłem rodzinę. Z moją wspaniałą żoną doczekaliśmy się dwójki dzieci, zamieszkaliśmy w agronomówce. Na skutek selekcji, jaką przeprowadziła UB z Wrocławia, zostałem dyscyplinarnie zwolniony z pracy a pod koniec 1954 roku aresztowany i umieszczony w Urzędzie Bezpieczeństwa w Jaworze a następnie po 24 godzinach przewieziony do wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa we Wrocławiu. Tam traktowany przez funkcjonariuszy w sposób bestialski, w nieludzkich warunkach, po kostki w wodzie wraz z pływającymi szczurami, przetrwałem 48 godzin. Następnie umieszczono mnie na miesiąc w izolatce gdzie przeżyłem o czarnym chlebie i wodzie. Po trzech miesiącach przewieziono mnie do więzienia karno-śledczego na ul. Kleczkowski, tam więziono mnie do rozprawy, która odbyła się 23 kwietnia 1956 roku. Zostałem skazany na 5 lat więzienia bez zaliczenia okresu pobytu w więzieniach. Na mocy amnestii zostałem zwolniony ale dalej byłem szykanowany i prześladowany. Przenosiłem się wraz z rodziną z miejsca na miejsce. Przez czternaście lat mieszkaliśmy na Pomorzu w Świeciu nad Wisłą, gdzie prowadziłem małe gospodarstwo ogrodnicze. Nagabywano mnie abym wstąpił do partii, odpowiadałem wtedy, ze dwóm bogom służyć nie będę. Wreszcie w 1972 roku osiadłem na gospodarstwie w Pobiedziskach. Nigdy nie zmieniłem poglądów, nie zatraciłem miłości do Boga i zawsze służyłem umęczonej Ojczyźnie. Zakładałem Związek Solidarność Rolników Indywidualnych. Należę do Związku byłych żołnierzy AK w Poznaniu. Patrząc wstecz, stwierdzam, ze pokolenie Dwudziestolecia Wojennego to najwspanialsze pokolenie w historii naszej Ojczyzny, wychowane na wartościach chrześcijańskich, ukształtowanych w miłości do Boga i Ojczyzny. Na podstawie wieloletnich doświadczeń dochodzę do wniosku, że naród nasz utracił niepodległość ale dzięki niezachwianej postawie wielu zachował niezależność kulturową i duchową, a przede wszystkim wiarę. Naród który zatraciłby swoją chrześcijańską tożsamość, odrzuciłby moralne zasady naszych ojców, niechybnie utraciłby niepodległość. Naród, który nie zna swojej historii, nie ma przyszłości. Naród, który utracił swoją żywotność, wymiera, staje się narodem martwym bez znaczenia. Por. Jan Jankowski Żołnierz AK ps. „Orzeł"

Jan Jankowski został odznaczony:

  • Krzyżem Kawalerskim
  • Krzyżem AK
  • Krzyżem BCh
  • Krzyżem Walecznych
  • Brązowym i Srebrnym Krzyżem z Mieczami
  • Krzyżem Partyzanckim
  • Krzyżem Weteran Walk o Niepodległość
  • Krzyżem Więźnia Politycznego

Jego zawołanie brzmiało „Wolność jest droższa niż życie".

linia-z-ksiazka-zielen

ks. Ludwik Piotr Jarosz

KS. LUDWIK PIOTR JAROSZ (1872-1933) - działacz niepodległościowy, społecznik

Własną dziedziną aktywności kleru w Wielkopolsce była różnorodna praca oświatowo - kulturalna i wydawnicza. Na uwagę zasługuje również działalność księży w upowszechnianiu czytelnictwa i gromadzeniu księgozbiorów. To tylko niewielka działka, jaką uprawiali wielkopolscy społecznicy w sutannach, w tym trudnym dla Polaków okresie. Poza wymienionymi dziedzinami aktywnie uczestniczyli w ówczesnych wydarzeniach politycznych. Organizowali polskie komitety wyborcze na rozmaitych szczeblach, przede wszystkim scalali ruch polski. Tę nieakceptowaną, a wręcz zwalczaną przez władze pruskie aktywność, zauważano zwłaszcza podczas obchodów polskich świat i rocznic narodowych. Także w akcjach protestacyjnych przeciwko szykanom zaborcy. Konsekwencje zazwyczaj były bardzo dotkliwe. Wielu księży wtrącono do więzień lub zapłacili wysokie grzywny. Efekty tej tak potrzebnej działalności ujawniły się szczególnie pod koniec pierwszej wojny światowej, gdy Wielkopolanie zbrojnie wystąpili przeciwko znienawidzonym ciemiężycielom. Jednym z takich wybitnych księży - społeczników był LUDWIK PIOTR JAROSZ.

Urodził się 1 sierpnia 1872 r. w Pobiedziskach w rodzinie poczmistrza Walentego i Walentyny z Kuchowiczów. W Pobiedziskach ukończył szkołę ludową, następnie uczył się w gimnazjum w Gnieźnie. Z tej szkoły jednak został usunięty za konspiracyjną działalność patriotyczną. „Spalony" w Wielkopolsce, udał się do Rzymu, gdzie został słuchaczem na wydziale prawa. Mieszkał wówczas w Kolegium Polskim. Pewnego dnia w Rzymie spotkał się z arcybiskupem gnieźnieńsko - poznańskim Florianem Stablewskim, który poradził mu, aby przerwaną naukę dokończył w Niemczech. Rada poskutkowała i w 1895 r. w gimnazjum Vechte w Wielkim Księstwie Oldenburskim uzyskał świadectwo maturalne. Dokumenty milczą, czy arcybiskup poradził studia teologiczne, bo w latach 1895-1898 studiował teologię w Arcybiskupim Seminarium Duchownym w Poznaniu i Gnieźnie, gdzie 4 grudnia 1898 r. otrzymał święcenia kapłańskie.

Już jako duszpasterz krótko przebywał w Łopianinie, następnie objął wikariat w Bydgoszczy, skąd w 1901 r. został przeniesiony na wikariat do Koźmina. Tutaj po śmierci znanego społecznika księdza dziekana Józefa Ołyńskiego (urodził się w Niechanowie), 6 listopada 1903 r. został administratorem tej parafii. Wówczas dokończył budowę wikarówki i założył bibliotekę parafialną. W Koźminie pozostał jedynie nieco ponad dwa lata, bowiem już 1 stycznia 1906 r. rozpoczął posługę duszpasterską w Tarnowie Podgórnym - najpierw jako administrator, a następnie proboszcz. Tej parafii poświęcił aż 23 lata swojego pracowitego życia. Trudno dzisiaj ustalić co było przyczyną, że 15 kwietnia 1929 r. objął probostwo w Solcu koło Środy Wielkopolskiej. Miał wówczas 57 lat, ale jego życie powoli dobiegało kresu, ponieważ coraz bardziej zapadał na zdrowiu.

Powróćmy jednak do początku działalności tego społecznika w sutannie. Bydgoszcz na przełomie XIX i XX wieku, w której znalazł się jako wikary, była bardzo zniemczona. To wcale nie zraziło młodego pobiedziszczanina, który obok pracy duszpasterskiej, aktywnie zajął się działalnością społeczno- narodową. Opiekował się Katolickim Towarzystwem Robotników Polskich i Towarzystwem Czeladzi Katolickiej, a tamtejsze dzieci uczył języka polskiego. Gdy znalazł się w Koźminie, do 1903 r. należał do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół" - zajmując się należącą do tego stowarzyszenia młodzieżą. „Wywrotową" działalność wikarego szybko wykryły władze pruskie i ukarały wysoką grzywną. Ponadto landrat zagroził mu, że nigdy nie uzyska zatwierdzenia na proboszcza, a takie właśnie miał możliwości ów urzędnik. Pogróżki hakatysty na księdzu Jaroszu nie wywarły żadnego wrażenia. Gdy tylko znalazł się w Tarnowie Podgórnym, natychmiast włączył się w pracę społeczną i 24 listopada 1907 r., wspólnie z miejscowymi gospodarzami, założył kółko rolnicze, a do 1914 był jego wiceprezesem. Nie poprzestał jedynie na tym, i 12 maja 1912 r. w tej wsi założył Towarzystwo Młodzieży Katolickiej (męskie), jednocześnie będąc jego opiekunem. W latach 1907-1915 udzielał się również jako członek zarządu tamtejszego Banku Ludowego.

Tak jak w Koźminie, kiedy „postępek" księdza pilnie obserwowali miejscowi Niemcy - zwłaszcza policja. I tak komisarz obwodowy doniósł landratowi powiatowemu Poznań - Zachód, że ksiądz Jarosz w swoim ogrodzie proboszczowskim urządził „ogród ludowy" wyposażony w kręgielnię, strzelnicę i urządzenia do ćwiczeń gimnastycznych. Znajdował się tam również plac zabaw dla najmłodszych mieszkańców parafii. Niemców najbardziej mierzwiło to, że w ogrodzie, parafianie-Polacy w chwilach wolnych od pracy mogli znaleźć miejsce do kulturalnego wypoczynku i zabaw. Nie uchylał się także od agitacji politycznej. W latach 1907-1912 wchodził w skład polskiego Komitetu Wyborczego na powiat Poznań-Zachód, między innymi uczestnicząc w zebraniach wyborczych w Sadach pod Poznaniem - 29 czerwca 1909 r. i 1 maja 1912. W wolnej Polsce - w 1925 r. - zasiadł w Komisji Wyborczej w okręgu Tarnowo Podgórne. To jeszcze nie wszystko. W 1910 r. wstąpił do Towarzystwa Czytelni Ludowych w Stęszewie, a w latach 1916-1924, jako członek uczestniczył w pracach Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

Zmarł po dłuższej chorobie 12 grudnia 1933 r. w Zakładzie Sióstr Miłosierdzia w Środzie Wielkopolskiej. Spoczywa w Solcu u stóp krzyża cmentarnego.

Opracował Tadeusz Panowicz



Literatura:

1. „Elenchus" 1896-1934.
2. A. Kosmowska-Kowalska, „Kółka rolnicze Poznania i okolicy 1866-1939. Wielkopolskie kółka włościanek 1907-1939 - Poznań 1992.
3. M. Wojciechowska, „materiały di dziejów katolickich towarzystw robotników polskich w Wielkopolsce" - Poznań 1986.
4. „Kurier Poznański" 1933 nr 573.
5. „Orędownik Urzędowy Powiatu Poznańskiego" 1925 nr 4.
6. „Rocznik Kółek Rolniczo-Włościańskich" 1907-1914.
7. „Wiarus Polski" 1903 nr 286.
8. „Sprawozdanie Związku Spółek Zarobkowych i Gospodarczych na Poznańskie i Prusy Zachodnie" 1907 i 1916.
9. „Księga pamiątkowa PTPN" - Warszawa - Poznań 1982.
linia-z-ksiazka-zielen

Jan Jasik

Jan Jasik (1898-1970) – w 50. rocznicę śmierci in memoriam. Pobiedziski ślad w życiu powstańca wielkopolskiego z Ziemi Ostrowskiej 1)

portret jana jasikaDnia 4 listopada 1970 roku w Promnie k. Pobiedzisk zmarł Jan Jasik – nieznany bliżej, pochodzący z Ziemi Ostrowskiej powstaniec wielkopolski, którego los rzucił po II wojnie światowej na Ziemię Pobiedziską. Urodził się 16 czerwca 1898 r. w Sulisławiu, pow. Odolanów, w rolniczej rodzinie Franciszka i Jadwigi z d. Zimniak. Wychowywał się w bardzo patriotycznym otoczeniu, w którym bardzo żywe byłe tradycje polskich powstań narodowych, w tym powstania wielkopolskiego z roku 1848 oraz powstania styczniowego z roku 1863. W obu tych zrywach wolnościowych brali udział jego pradziadkowie i dziadkowie. Od wczesnych lat chłonął rozmowy starszych, w których komentowano, jak dokuczają Polakom niemieckie władze i sprowadzani z głębi Niemiec parcelanci i koloniści, którzy zajmowali wywłaszczone przez komisję kolonizacyjną polskie majątki ziemskie. Wychowywany w takiej atmosferze Jan jako nieletni uczeń pruskiej szkoły uczestniczył w latach 1905-1906 w strajku szkolnym, za co jego rodzice musieli płacić kary, a ojciec trafił nawet do aresztu. Starszego brata Józefa zmuszono w akcie zemsty za patriotyczną postawę rodziny do opuszczenia szacownych murów ostrowskiego gimnazjum. Mimo takich okoliczności tęsknota za własną ojczyzną brała górę. Podtrzymywała ją dbałość o kultywowanie polskiego języka, religii i kultury polskiej, w tym śpiewanie polskich pieśni takich jak: Z dymem pożarów, Boże coś Polskę i jeszcze wiele innych. W ten sposób Polacy dzielnie trzymali „straż nad Wartą”, do czego nawoływał żyjący jeszcze wówczas dziadek Jana jako weteran powstania styczniowego.

W takiej atmosferze wybuchła I wojna światowa, o którą modlili się jego przodkowie, którzy mieli nadzieję, że ona przyniesie Polakom upragnioną wolność. Do pruskiego wojska powołano tysiące Wielkopolan, z których bardzo dużo zginęło lub z pól bitewnych wracało z ciężkim kalectwem w stanie zatrucia gazami bojowymi. Takie dramaty nie ominęły również członków najbliższej rodziny Jana Jasika. Na frontach I wojny światowej zginęli jego kuzyni: lekarz Stanisław Markiewicz, Paweł i Franciszek Jasikowie oraz Stanisław i Franciszek Poczta. Inny kuzyn, Stanisław Jakubek z Roszek, po zasypaniu ziemią w okopie i zatruciu gazami bojowymi na froncie francuskim nie wrócił już po rekonwalescencji do swojej jednostki, lecz od 1917 r. ukrywał się w okolicznych wioskach i lasach, korzystając z gościnności okolicznych gospodarzy w Łąkocinach, Sulisławiu, Orpiszewie i Jankowie Zaleśnym. Do oporu przeciw administracji pruskiej włączali się nie tylko młodzi Polacy, zagrożeni wcieleniem do armii niemieckiej, ale także polskie dziewczęta, w tym siostra Jana – Franciszka. Jako, że dom Jasików w Sulisławiu stanowił miejsce spotkań i odpraw, przyjęła ona na siebie rolę łączniczki i zaopatrzeniowca dla ukrywających się po domach polskich dezerterów z pruskich oddziałów. Niemcy na szczęście mniej uwagi zwracali na poczynania młodych, polskich kobiet, dlatego też one łatwiej przenikały przez posterunki i przenosiły wiadomości podczas częstych obław, urządzanych przez pruską administrację wojskową i policyjną celem ujęcia coraz liczniejszych, polskich zbiegów z wojennych okopów – zwłaszcza w obliczu zbliżającej się już wówczas wielkimi krokami klęski monarchii cesarza Wilhelma II.

O nowej sytuacji w kontekście właśnie kończącej się I wojny światowej i przedstawionych powyżej okoliczności Jan Jasik napisał w swoich wspomnieniach2), które w roku 1937 opublikował w czasopiśmie „Orędownik Ostrowski”. Pisał w nich m.in.:

„W drugiej połowie 1918 r dochodziły wieści o niepowodzeniu niemieckiego oręża na wszystkich frontach wojny światowej. Równocześnie odżyła w nas z spotęgowaną siłą nadzieja odzyskania wolności i tęsknota za własną, niepodległą Ojczyzną. Spieszyliśmy do Ostrowa, Odolanowa, Krotoszyna i Raszkowa, by się dowiedzieć, w jaki sposób moglibyśmy być pomocni przy zrzucaniu jarzma niewoli. Każde poważniejsze hasło zasłyszane w jednym z wymienionych miast powodowało zbiórki i narady tych wszystkich, którym sprawa Ojczyzny drogą była. Z wszystkimi wiadomościami spieszyliśmy do śp. ks. radcy Rejewskiego3) w Jankowie Zaleśnym, który intuicyjnie oceniał sytuacje i radził, co robić trzeba, w miarę rozwijających się wypadków. Narady, w których brał udział cieśla Franciszek Wojtaszek z Łąkocin i Jan Jasik z Sulisławia4), trwały często do godziny drugiej w nocy. W drugiej połowie listopada rozeszła się wieść o rozgromieniu Niemców przez państwa koalicyjne i o rewolucji w Niemczech. Równocześnie wyłoniły się Rady Żołniersko-Robotnicze, które nie wytrzymały próby życia, i ludność polska utworzyła Rady Ludowe. Przewodniczącym Rady Ludowej na powiat odolanowski został wybrany śp. Nikodem Schroeder5), dzierżawca dóbr z Radłowa. Urzędowa praca śp. Schroedera polegała na kontrolowaniu landrata dra Knolla oraz na łagodzeniu sporów pomiędzy ludnością polską i niemiecką. Faktyczna zaś praca tego tytana na polu pracy społeczno-organizacyjnej nie da się słowami wypowiedzieć. Był wszystkim i wszędzie w powiecie tam, gdzie było potrzeba pomocy, rady lub decydującego pociągnięcia. Tymczasem w pobliskim Ostrowie potęgował się ruch wolnościowy. Niemcom odebrano dworzec kolejowy i stare koszary. Równocześnie przygotowywano się do rozbrojenia silnego niemieckiego garnizonu ostrowskiego i do obsadzenia reszty gmachów dotychczas nieodebranych. W tym stanie rzeczy doszły nas pozytywne rozkazy o konieczności zorganizowania siły zbrojnej. Pan Dirska6) z Biadek przysłał telefoniczne wezwanie do wyznaczonego na Łąkociny i Sulisław komendanta Franciszka Wojtaszka z Łąkocin, by zorganizować oddziały powstańcze w jak najszybszym tempie, bo bieg wypadków wytworzył taką konieczność. Komendant Wojtaszek zorganizował natychmiast straż przy dworcach i mostach kolejowych w zasięgu jego działania. Na komendanta w Sulisławiu przeznaczył Zimniaka Stanisława7) i Nowickiego Michała. W krótkim czasie okazała się w pełni celowość tego zarządzenia. Prawie równocześnie przyszedł rozkaz przysłany przez p. Dirskę z Biadek do komendanta Wojtaszka i drugi przywieziony przez Jana Jasika z Sulisławia, odebrany od p. Nasiadka i Frelkiewicza, by natychmiast najkrótszymi drogami wyruszyć do Radłowa, bo Ostrów jest zagrożony przez Niemców i miejscowy garnizon. W Radłowie mieliśmy dostać pełne uzbrojenie, a z domu zabraliśmy co kto miał z broni zabranej z niemieckiego wojska. Natychmiast wyruszyli z Sulisławia: Zimniak Stanisław, Jasik Jan, Wiertelak Jan, Wiertelak Piotr, Nowicki Michał, śp. Szatkowski Jan i drogami przez las i Jaskółki dotarliśmy w szybkim marszu do majątku Radłów, dzierżawionego podówczas przez śp. Schroedera. Po drodze spotykaliśmy gromadki Niemców, którzy także się zbierali, lecz nie opuszczali miejsc zamieszkania. Miało się wrażenie, że oczekują na hasło wymarszu. W Radłowie zastaliśmy zbierających się powstańców z całej okolicy. Między innymi przyprowadził liczny oddział komendant Franciszek Wojtaszek z Łąkocin. Byli pomiędzy nimi: Barczak Stanisław, Liberski Piotr, Zimniak Piotr, Zaradny Antoni, Duczmal Franciszek, Jakubczak Franciszek, Dzięcioł Tomasz, Grabarczyk Franciszek, Droszcz Jan, Kałka Józef, Janicki Antoni. Dla zgromadzonych powstańców wydzielono z kuchni dworskiej posiłek i przygotowywano się do wymarszu na Ostrów. (…) Śp. Nikodem Schroeder zaintonował pieśń „Boże coś Polskę” uzupełnioną słowami „Ojczyznę wolną zachowaj nam Panie”, a zgromadzeni podchwycili ukochaną pieśń i setkami gardzieli ponieśli siłą burzy w przestrzeń. Następnie w skupieniu ruszyli do domów, by jak najprędzej wprowadzić słyszane hasła w czyn. Komendant Wojtaszek zorganizował natychmiast służbę wartowniczą przy telefonie w dworze w Łąkocinach, przy dworcach i mostach kolejowych, a służba ta działała sprawnie w dzień i noc bez przerwy. W międzyczasie opuścił niemiecki garnizon Ostrów, a my dostaliśmy broń z magazynu wojskowego. Tymczasem dochodziły stale wieści, że niemiecki Grenzschutz wysyła podjazdy na tereny zamieszkałe przez ludność polską. Zgłosiliśmy się zatem do Komendy Wojskowej, mieszczącej się w domu p. Czubaka w Odolanowie, lecz dostaliśmy odpowiedź, że tym czasem jest ludzi dosyć w stosunku do posiadanej broni i mamy wracać każdy na swój dotychczasowy posterunek. Oświadczono nam, że w razie potrzeby zostaniemy zawezwani. Tymczasem wypadki potoczyły się błyskawicznie. Rozpoczęły się walki na odcinku Odolanów i pod Zdunami, odpierane początkowo przez miejscowych powstańców. Po okolicy krążyli nieznani osobnicy, którzy polskiego języka nie rozumieli, podejrzewaliśmy ich zatem o szpiegostwo, bo spotykaliśmy ich w pobliżu torów kolejowych i mostów. Dlatego komendant Wojtaszek posterunki przy ważniejszych obiektach. W tym okresie przychodziły już stale rozkazy telefonem z dworu w Łąkocinach gdzie czuwał posterunek. Pewnego wieczoru przyszedł rozkaz od p. Dirski w Biadkach do komendanta Wojtaszka w Łąkocinach, by zebrać jak najwięcej ludzi i wyruszyć w kierunku Krotoszyna, ponieważ Grenzschutz przerwał się pod Zdunami i zagraża Krotoszynowi. Natychmiast zebrał komendant Wojtaszek ludzi z Łąkocin i Sulisławia i wyruszyli furmankami oraz pieszo we wskazanym kierunku. Uzbrojeni byliśmy w to, co kto miał pod ręką z armii niemieckiej, bo część broni wojskowej zatrzymała straż przy mostach, ze względu na ważne zadanie, jakie mieli do wykonania, niedopuszczenia za wszelka cenę do uszkodzenia jakiejkolwiek arterii komunikacyjnej. W drodze przetrząsnęły patrole okoliczne lasy, przez które przechodził tor kolejowy i szosa krotoszyńska, bo widziano za dnia nieznanych osobników w mundurach wojskowych, którzy wyraźnie unikali zbliżania się do ludzi. W drodze przed Biadkami doszedł nas rozkaz, by powtórnie przeszukać okolicę. Miał się przedostać pod Zdunami oddział Grenzschutzu i ciągnąć w naszym kierunku, gdzie było sześć mostów kolejowych. Przeszukano powtórnie lasy i wzmocniono straż przy mostach oraz wystawiono dalsze patrole w kierunku Smoszewa. Dowiedzieliśmy się teraz, że Grenzschutz atakował Zduny i na pomoc poszły oddziały powstańcze z okolicznych wiosek i kompania ostrowska, a naszym zadaniem było obecnie pilnować terenu, na którym w danej chwili się znajdowaliśmy. Doszła nas na posterunkach wiadomość, że pod Zdunami są wśród powstańców naszych pierwsi ranni i zabici. Następnego dnia zostaliśmy odwołani, by wziąć udział w przygotowaniu do pogrzebu pierwszego naszego poległego powstańca Frąszczaka z Jankowa Zaleśnego, który zginął w czasie walk pod Zdunami. Pogrzeb poległego był żywiołową manifestacją uczuć narodowych całej okolicy. Nad trumną powstańca przemówił na cmentarzu w Jankowie ks. radca Rejewski, który z wzruszeniem odprowadzał pierwszego parafianina, poległego w walce o wolność, na miejsce wiecznego spoczynku. Wynikiem gorącego, patriotycznego przemówienia śp. ks. Rejewskiego był głośny żal rozdygotanych szlochem tłumów, które ogarnięte jednym zda się uczuciem, chęcią pomszczenia wiekowych krzywd, wyrządzonych przez najeźdźcę, do których przyłączyły się w ostatnich dniach nowe ofiary, młode życia, nadzieje rodziców, złożone na ołtarzu Ojczyzny, pochłonięte przez nienasyconego wroga. Trzykrotna salwa spotęgowała nastrój. Tłumy uspokoiły się dopiero pod wpływem rzewnej pieśni „Witaj Królowo, odśpiewanej z żywiołową siłą nad mogiłą powstańca. W następnych dniach walki stawały się gwałtowniejsze. Mieliśmy wkrótce pogrzeb powstańca Lisika z Łąkocin i Jankowskiego z Mazurów, którzy polegli pod Sośnią. W związku z uprawnieniem organizacji wojskowej część powstańców naszych pozostała na posterunkach przy wymienionych poprzednio obiektach, a część poszła zasilić oddziały wojska regularnego, które w międzyczasie zostało zorganizowane.

Po upływie 50 lat od wybuchu Powstania Wielkopolskiego 1918/19 Jan Jasik ponownie chwycił za pióro i w 1968 r. wysłał na konkurs „Głosu Wielkopolskiego“ swoje powstańcze wspomnienia, które następnie zostały opublikowane drukiem8) . Osią tych wspomnień są wydarzenia powstańcze z przełomu lat 1918-1919, ale poszerzone przez autora o jego doświadczenia z lat międzywojennych oraz lat okupacji niemieckiej 1939-1945. Z nowej też perspektywy przedstawił swoje refleksje na temat ówczesnego, niepodległościowego zrywu Polaków. Warto w tym miejscu zacytować kilka wybranych, obszernych pasaży jego wspomnień:

„(…) W tym czasie i mnie zaciągnięto do niemieckiego oddziału zmotoryzowanego, w którym szkolenie miało być dłuższe niż w piechocie. Skierowanie do takiej właśnie formacji zawdzięczałem dr. Krugowi z Ostrowa9) . Wymieniony lekarz leczył mojego ojca, a podczas poboru rekruta był członkiem komisji poborowej. Wiedział on, że cała praca w gospodarstwie, i tym samym utrzymanie rodziny, spoczywa na mnie, i skierował mnie do oddziału, gdzie szkolenie trwa długo i urlopy do prac w gospodarstwie są czasem możliwe. W wojsku niemieckim nauczyłem się jazdy motocyklem i samochodem oraz poznałem zasady remontu tych maszyn”.

O czasie bezpośrednio poprzedzającym wybuch Powstania Wielkopolskiego oraz o swoim w nim udziale jako członka powstańczego oddziału z Radłowa, wchodzącego w skład Kompanii Ostrowskiej, Jan Jasik napisał we wspomnianych powyżej wspomnieniach10) słowami następującej relacji:

„W czasie urlopu, który dostałem z okazji ciężkiej choroby ojca, byłem po pomoc lekarską u dr. Iłowieckiego w Raszkowie11) i odwiedziłem mego kolegę Jana Nasiadka, który prowadził piekarnię. Jednak Janek oświadczył mi, że zarekomendował mnie do organizacji pod nazwą: Polska Organizacji Wojskowa Zaboru Pruskiego i jestem wpisany ma listę osób zaufanych, z czego się bardzo ucieszyłem. Zalecał również, aby zająć się w miarę możliwości odpowiednią propagandą i ewentualnie gromadzeniem broni i amunicji wojskowej, bo Niemcy są już mocno wyczerpani i należy spodziewać się ich rychłego załamania. Osobiście miałem już podówczas „zorganizowany” kawaleryjski karabin „Mauser”, bagnet, niemiecka szablę i „Parabellum”. Tak nadszedł październik 1918 r. Niezadowolenie wśród ludności było ogólne. Głód i niedostatek rozluźnił dyscyplinę i wytworzył nienawiść do wszystkiego, co przypominało wojnę. Rozkład ogarniał życie gospodarcze, a także organizację wojskową, tak że chłopcy z lasu mogli już bezkarnie nawet grupami pokazywać się w kościele i nie byli, jak poprzednio, ścigani. Rozbroili też pełniącego służbę w Roszkach żandarma i leśniczego.
W takim okresie dostałem od kolegi Nasiadka wiadomość, aby nazajutrz zmobilizować wszystkich zdatnych do noszenia broni i sprowadzić ich do majątku Radłów pod Ostrowem, bo nadchodzi czas walki o niepodległość. Następnego dnia rano wybraliśmy się z Janem Wiertelakiem na zapowiedzianą zbiórkę, która miała się odbyć jeszcze w konspiracji, z uwagi na przewagę kolonistów niemieckich w naszej okolicy. Miejsce zbiórki w Radłowie, położone wśród polskich wsi, jak Radłów, Jaskółki, Lamki, Pogrzybów, było dość bezpieczne. Uzbrojeni byliśmy w broń krótką „Parabellum” i „Mauser Parabellum” z przyczepnymi kolbami, umieszczoną pod wojskowymi płaszczami, a kieszenie wypełnione mieliśmy nabojami do granic pojemności. W Radłowie, dzierżawionym przez Schroedera, późniejszego pierwszego starostę powiatu odolanowskiego, zastaliśmy czynna kuchnię z posiłkami i gorącą kawą. Powitał nas gospodarz, wraz z synem, i wytłumaczył cel zbiórki. Tymczasem na podwórzu i w budynkach gromadziły się grupy przyszłych powstańców. Przybyli ludzie z powiatu krotoszyńskiego, przyprowadzeni przez sołtysa Ratajczaka z Roszek, który uwijał się wśród nas z myśliwską dwururką na plecach. W pewnej chwili nadjechał na olbrzymim koniu z długim szabliskiem i karabinem na plecach wachmistrz żandarmerii niemieckiej. Marsowy wygląd wachmistrza w polowym uniformie, ciężko uzbrojonego, był dla nas niemałym zaskoczeniem. Okazało się jednak, że wachmistrz nie prowadzi Niemców, lecz jest przez tajne, polskie organizacje przewidziany na rejonowego komendanta w powiecie odolanowskim. Komendant, (wachmistrz, dop. red) Stanisław Nowak12), zażądał sprawozdania z każdej wioski, jakimi siłami i bronią rozporządzamy. Następnie przemawiał jeszcze przybyły ze Szczypiorna legionista, którego nazwiska dziś nie pamiętam. Nowak zalecił utworzenie stałej Straży Ludowej w każdej wiosce i miasteczku, mającej czuwać nad bezpieczeństwem ludności, bo zdarzały się grabieże i rabunki, dokonywane przez grasujących już maruderów wojennych. Młodsze roczniki miały być w pogotowiu do natychmiastowego wyjazdu. Ludność chętnie przyjęła ten dodatkowy ciężar, jakim były codzienne straże. Rozkazy otrzymywaliśmy z Radłowa przez gońców na rowerach, a nawet motocyklach. Po domach rozbrzmiewały radosne polskie pieśni, a szczególnie „Jeszcze Polska nie zginęła”. W końcu grudnia rady robotniczo-żołnierskie miały przewagę we wszystkich dziedzinach życia w powiecie.
Nadszedł dzień 31 grudnia 1918 r. W Ostrowie, gdzie naznaczono zbiórkę, przygotowywano się do przejęcia władzy cywilnej i koszar, w których byli Niemcy. Przy takich akcjach sama ludność i okoliczni powstańcy wzywali pomocy z sąsiedztwa. Na pomoc przybyli do Ostrowa pleszewiacy. Nasz oddziałek był podwieziony zaprzęgami konnymi, którymi powozili Szymon Nowak, Jan Franka, na zmianę z Piotrem Wiertelakiem II i innymi. Wypadki potoczyły się teraz błyskawicznie. Wieczorem kompania pleszewska razem z powstańcami z Ostrowa zajęła dworzec i ważniejsze placówki w mieście. Pomoc z Pleszewa była potrzebna, ponieważ w Ostrowie był silny garnizon niemiecki, a poza tym zatrzymywało się tutaj wojsko powracające ze wschodu. W koszarach był znaczny zapas broni i amunicji. W ciągu nocy część pleszewiaków udała się pociągiem na pomoc do Krotoszyna.
W oswobodzonym Ostrowie ludzie upojeni szczęściem rzucali się sobie w ramiona, śpiewali narodowe pieśni, a dzwony kościelne biły tryumfalnie wieść o wolności. Ich głos niósł się na sąsiednie wioski, budząc wśród dotychczas uciemiężonej ludności nieopisaną radość. Wojsko niemieckie w koszarach poddało się w następnych dniach. Naszym zdaniem było teraz obsadzenie wszystkich wiosek naszymi sołtysami, kontrola nauczycieli w szkołach i odbieranie broni powracającym z wojny Niemcom. Równocześnie mieliśmy stały kontakt z oddziałem sulmierzyckim, który bronił odcinka Sulmierzyce – Zduny. Niestety Niemcy odebrali Zduny kompanii rozdrażewskiej przez zaskoczenie, a także zrobili wypad w kierunku Sulmierzyc, lecz zostali odparci. Kilka razy byliśmy wzywani do Odolanowa i okolicy, podczas walk pod Granowcem. Kwatera wojskowa mieściła się w domu ob. Czubaka w mleczarni, a komenda u dr. Sobiecha. Obsadziliśmy wtedy węzłowe drogi, którymi Niemcy przewozili jeszcze broń i żywność, w czym staraliśmy się im przeszkodzić. Nie mogliśmy przeboleć utraty Zdun, dlatego kilka razy zamierzaliśmy je odbić. Niestety walki te przyniosły tylko straty, bo Grenzschutz miał dużo broni maszynowej, artylerię, a nawet pociąg opancerzony. Polegli wtenczas koledzy Piotr Sikora z Mazur i Józef Frąszczak z Jankowa Zaleśnego. Pochowani zostali na cmentarzu w Jankowie. Na pogrzebie wyżej wymienionych nie byłem, bo podczas podchodzenia pod Zduny w okolicy wsi Perzyce zostałem ranny w nogi odłamkami pocisku artyleryjskiego, a od wybuchu straciłem słuch, tak że w późniejszych latach miałem z tego powodu duże utrudnienia i nigdy już nie odzyskałem w pełni zdrowia, pomimo troskliwego leczenia.
Tak zakończył się mój udział w Powstaniu Wielkopolskim. Bardzo trafnie określił ten zryw wolnościowy napis na jednym z pomników, który postawiono powstańcom. Wyryte tam były mniej więcej takie słowa: „Nikt im iść nie kazał – poszli, bo takie dziedzictwo wziął po dziadach wnuk, a wszyscy wiedzieli, że idą spłacić Ojczyźnie dług”. Muszę podkreślić wielką ofiarność społeczeństwa w owym okresie, które za wyjątkiem kilku sobków i egoistów dało z siebie wszystko, co było w ówczesnych warunkach możliwe. Całe wyżywienie dało nam społeczeństwo bezinteresownie. Przejeżdżające oddziały otrzymywały posiłki w szkołach i na gospodarstwach położonych dogodnie przy bitych drogach, np. w Sulisławiu w domu moich rodziców oraz u Piotra Wiertelaka I. Takie kobiety, jak Franciszka Brzozowska i Katarzyna Wiertelak, umiały nakarmić kilkunastoosobowe oddziały, które wstępowały niespodziewanie na wieczerzę. Ludność znosiła do nowych władz polskich pieniądze i kosztowności na cele narodowe. Znalazły się nawet ciułane przez całe życie złote monety, nie licząc srebrnego bilonu, który dostarczano koszykami do miejsc odbioru (…)”.


Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę i przyłączeniu Wielkopolski do Macierzy Jan Jasik został po częściowym wyleczeniu z powstańczych ran powołany pod broń do służby garnizonowej w 12. pułku strzelców wielkopolskich. W tym czasie zmarł ojciec Franciszek i cały ciężar gospodarowania spadł na jego matkę Jadwigę. Syn otrzymywał więc od przełożonych tylko rzadko krótkie urlopy na przeprowadzenie podstawowych prac rolnych, a przeważającą ich część rodzina była zmuszona realizować kosztem sił najemnych. Gdy dodatkowo wówczas nałożono matce jeszcze wysokie podatki, to Jan pojechał w tej sprawie do Odolanowa, do urzędu skarbowego i tam przedstawił przyczyny, z powodu których rodzinne gospodarstwo podupada. Jako te przyczyny wskazał swoją służbę wojskową i brak męskiej siły roboczej do pracy na rodzinnym gospodarstwie. Obecny podówczas urzędnik, który go załatwiał, oświadczył zgodnie z relacją samego zainteresowanego w jednym z fragmentów swoich wspomnień: „A kto panu kazał iść w powstanie i kości sobie łamać, a teraz być żołnierzem?” Nawet przedłożone przez niego pokwitowanie za złożone na skarb narodowy złoto i srebro nie zmieniły urzędniczej decyzji. Z tego względu można zrozumieć rozczarowanie, jakiemu Jan Jasik dał upust w wielce wymownym fragmencie swoich wspomnień, pisząc: „Niestety w odzyskanej ojczyźnie nie wszystko układało się tak, jak żeśmy to sobie przedstawiali w marzeniach”.

Niemniej po zwolnieniu z wojska pospłacał wszystkie zaległości, ale nadal nie odczuwał uznania władz dla jego powstańczego czynu. Taką estymą, jego zdaniem, cieszyli się tylko legioniści marszałka Józefa Piłsudskiego. O swoich uczuciach w tym względzie oraz satysfakcji z podjętej wtedy decyzji o ostatecznej walce z Prusakami napisał: „Jedyną naszą zapłatą i radością była świadomość, że wypędziliśmy wroga, uzyskaliśmy niepodległość i możemy pracować na wolnej ziemi ojców, nie zagrożeni ustawami wyjątkowymi, wywłaszczeniem i szykanowaniem za przynależność do narodu polskiego”.

Fot. 1. Jan Jasik – fotografia z lat międzywojennych


Jan Jasik w latach międzywojennych nadal gospodarował w Sulisławiu na swojej ojcowiźnie. Był powszechnie szanowanym gospodarzem, a zbiegiem lat powodziło mu się coraz lepiej. Zwłaszcza wtedy, gdy stał się zatwierdzonym przez sąd rzeczoznawca rolnym oraz specjalistą od wyceny szkód rolniczych. Odwiedzał wtedy bogate majątki okolicznych ziemian, posługując się nawet własnym samochodem, co przed wojną należało przecież do rzadkości. Jednocześnie pracował społecznie w Związku Powstańców Wielkopolskich – Koło Łąkociny, którego aż do wybuchu II wojny światowej był prezesem. Krótko przed jej wybuchem przypomniano sobie o powstańcach wielkopolskich. Jak wspominał, on i jeszcze kilku kolegów z łąkocińskiego Koła otrzymało „Honorowe odznaki walki o szkołę polską”, Krzyże Zasługi oraz Medale i Krzyże Niepodległości. Jednym z odznaczeń, które wtedy otrzymał Jan Jasik był Medal Pamiątkowy Za Wojnę 1918–1921. Został on ustanowiony i wprowadzony rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 21 września 1928 dla żołnierzy i cywilów, celem wyróżnienia uczestników walk o niepodległość i zabezpieczenia granic Rzeczypospolitej, którzy od 1 listopada 1918 do 18 marca 1921 byli czynnymi żołnierzami, zostali ranni lub polegli. Kombatantowi z niewielkiego Sulisławia medal ten został nadany za pośrednictwem miejscowego Koła przez Ministra Spraw Wojskowych II Rzeczypospolitej.

Fot. 2. Awers i rewers Medalu Pamiątkowego Za Wojnę 1918–1921, nadany przed II wojną światową Janowi Jasikowi. Na wstążce Medalu dwie miniaturki Złotego Krzyża Zasługi PRL, będącego również w posiadaniu Jana Jasika


Wraz z nastaniem okupacji niemieckiej naziści szukali tych, którzy na przełomie lat 1918/19 rozbrajali ich i ich przodków w Prowincji Poznańskiej i zabierali im broń. Brali za to na byłych powstańcach krwawy odwet, posuwając się do ich deportacji z miejsca zamieszkania, uwięzienia lub wprost ich mordowania w publicznych egzekucjach. Bezpośrednio zagrożony tym stanem rzeczy Jan Jasik zdecydował się na ucieczkę z rodzinnych stron, w nadziei, że tym sposobem umknie miejscowym przedstawicielom okupacyjnych instytucji masowej opresji Polaków na Ziemi Raszkowskiej. Schronił się u swego przyjaciela Kazimierza Glabisza w Szreniawie pod Poznaniem. Ponieważ było tam już jednak zbyt wielu przyjezdnych Niemców z Rzeszy i państw nadbałtyckich (Łotwy i Estonii) przeniósł się wkrótce do Plewisk, gdzie podjął pracę na przejętym przez niemiecką administrację rolną majątku ziemskim. W pierwszych latach okupacji związał się z Romą Wasik (1889-1976), matką dwóch synów i wdową po poznańskim prawniku dr. Edmundzie Wasiku, który zmarł w roku 1940.

Fot. 3. Pogrzeb dr. Edmunda Wasika na jednym z poznańskich cmentarzy (1940 r.) Centralnie od lewej: wdowa Roma Wasik, Jan Jasik, obok z prawej strony: syn Henryk, przed nimi syn Jan (w marynarskim mundurku)


Jeszcze przed jego śmiercią rodzina Wasików została wysiedlona z eleganckiego i obszernego mieszkania w Poznaniu przy ul. Kochanowskiego 5 i zakwaterowana w lichym lokalu przy ul. Bosej na poznańskim Górczynie. Zamieszkała w nim tylko matka wraz ze swym młodszym synem Janem (1930 r.), podczas gdy starszy syn Henryk (dla najbliższych Ryszard) z nakazu okupanta wtedy już pracował. Mieszkał w Poznaniu, ale był zameldowany pod innym adresem.


Fot. 4. Roma Wasik wraz synami: młodszym Janem (1930) i Henrykiem (1923)


Jan Jasik jako ojciec chrzestny młodszego syna Jana podjął się trudu wychowania swego nieletniego chrześniaka oraz wkrótce także ożenił się z jego matką13). Małżonkowi wzięli tylko nielegalny ślub kościelny, przy czym musieli zrezygnować ze ślubu cywilnego przed okupacyjną administracją niemiecką. Nie mogli po prostu oficjalnie zarejestrować swego małżeństwa, gdyż Niemcy wpadli by w ten sposób na trop poszukiwanego Jana jako powstańca wielkopolskiego. Po ślubie Roma pozostała nadal w mieszkaniu na ul. Bosej w Poznaniu, a Jan w dalszym ciągu kontynuował pracę na majątku rolnym w Plewiskach. Na rodzinne spotkania małżonków pozostawał tylko czas od soboty wieczora do niedzieli. Odwiedzali się wymiennie, raz piechotą do Poznania udawał się do żony mąż, następnej soboty drogę do Plewisk pokonywała na pieszo z kolei Roma. Wkrótce jej młodszego syna Jana objął także obowiązek pracy dla niemieckiego okupanta. Jako 12-letni chłopak został zatrudniony w siedzibie Gauleitera Arthura Greisera w poznańskim Zamku Cesarskim jako członek brygady, zakładającej w tym ogromnym gmachu instalacje elektryczne i telefoniczne. W tym czasie jego ojczym wspierał miejscowych Polaków, ukrywając ich przed Niemcami14) oraz poprzez majątek ziemski w Plewiskach dożywiał więźniów obozu pracy przymusowej dla Żydów z poznańskiego Junikowa15).

Pod koniec października 1942 r. dotarła do Plewisk dramatyczna wiadomość od siostry Jana Jasika, Franciszki Brzozowskiej z d. Jasik, o śmierci ich brata, przedwojennego i wojennego proboszcza wronieckiej Fary – ks. Józefa Jasika16), więźnia niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Dachau.

Fot. 1. Kopia oryginalnego listu od siostry Franciszki Brzozowskiej z d. Jasik i męża Tomasza do Jana Jasika z wiadomością o śmierci ks. Józefa Jasika w Dachau (w posiadaniu Wandy Wasik)


Na pamiątkę śmierci ich brata na ścianie kościoła we Wronkach, z którego śp. ks. proboszcz Józef Jasik został zabrany i wywieziony do Dachau, została umieszczona tablica o następującej treści: „Ks. Józef Jasik, ur. 26 II 1886 r. , proboszcz we Wronkach, w ciężkich czasach hitlerowskiej przemocy usunięty z tej parafii, znalazł swą męczeńską śmierć w Dachau 19 X 1942 r. R.I.P. Parafianie”.

Fot.4. Brązowa tablica upamiętniająca ks. Józefa Jasika na wronieckiej farze. Pod tablicą: siostra Jana Jasika i księdza Józefa Jasika - Franciszka Brzozowska wraz z mężem Tomaszem


W Plewiskach Jan Jasik szczęśliwie doczekał końca wojny i ucieczkę miejscowych Niemców przed wkraczająca Armią Czerwoną. Zaraz po wyzwoleniu prowadził administrację majątków ziemskich w Szreniawie i Rosnowie k. Poznania. W roku 1945 został powołany na stanowisko administratora państwowego gospodarstwa rolnego w Szreniawie, a następnie został dyrektorem zespołu Państwowych Gospodarstw Rolnych w podpobiedziskiej Górze, następnie w podpoznańskiej Wierzonce i Owińskach. W tym czasie zamieszkał już wraz z żoną Romą primo voto Wasik oraz jej synem Janem kolejno w Górze i Wierzonce i wtedy też utracił na zawsze kontakt z Ziemią Ostrowską i Odolanowską jako swym naturalnym, powstańczym „matecznikiem”. W ten sposób zostały zerwane jego oficjalne, organizacyjne więzi jako prezesa zawieszonego podczas okupacji i zaraz po wojnie zlikwidowanego Koła Związku Powstańców Wielkopolskich w Łąkocinach. Powoli zacierały się też jego powstańcze ślady w przedwojennym środowisku kombatanckim, a warunki polityczne po wojnie nie sprzyjały jego „przemieszczeniu” się jako byłego powstańca wielkopolskiego do jakiegoś nowego ogniwa Związku Bojowników o Wolność i Demokrację jako wątpliwego „spadkobiercy” przedwojennych organizacji kombatanckich oraz stowarzyszeń powstańczych i patriotycznych. Niezależnie od tego pielęgnował jednak nadal osobiste kontakty ze swymi kolegami z powstania sprzed kilkudziesięciu lat. Interesował się także losami byłych powstańców z Ziemi Raszkowskiej i Odolanowskiej. Pisał o nich w swoich powstańczych wspomnieniach17). Mieszkając po wojnie jakiś czas w Poznaniu był od 16.11.1946 r. członkiem Związku Powstańców Wielkopolskich 1918-1919 i jako taki zrzeszony był w Kole Poznań-Jeżyce.

Dok. 1. Treść legitymacji członkowskiej Jana Jasika w Związku Powstańców Wielkopolskich 1918-1919, nr leg. 8563


Krótko po tym zaczął pracować na majątku rolnym w Górze k. Pobiedzisk, gdzie zamieszkał wspólnie z rodziną. Podstawą członkostwa w w/w Związku stanowiło zaświadczenie, o jakie wystąpił w tym czasie Jan Jasik do swego bezpośredniego dowódcy powstania na okręg odolanowski – Stanisława Nowaka. W treści tego dokumentu komendant Nowak jako były komendant okręgowy Powstańczych Wojsk Wielkopolskich na powiat odolanowski 1918/19 napisał wówczas m.in.: „Potwierdzam niniejszym, że druh Jasik Jan (…), którego znam osobiście, brał udział w Powstaniu Wielkopolskim pod moją komendą od 20 listopada 1918 r. do 10 czerwca 1919 r. jako ochotnik powstaniec na odcinku odolanowskim”.

Fot. 5. Oryginalny orzełek z czasów powstańczych Jana Jasika (na tle powojennego polskiego orła bez korony)


Dok. 2. Zaświadczenie wydane 9 lipca 1948 r. na wniosek Jana Jasika przez komendanta Stanisława Nowaka i urzędowo potwierdzone przez sołtysa gromady Jaskółki w gminie Raszków


Pod koniec lat 50-tych XX wieku Jan Jasik pracował jako inspektor nasiennictwa i w tym czasie małżonkowie osiedlili się w okazałej, zabytkowej willi w podpobiedziskim Promnie-Stacja.

Fot. 6. Widok domu Jana i Romy Jasików z peronu stacji kolejowej w Promnie


Pobiedziski ZBoWiD, który zrzeszał m. in. także kombatantów z rejonu Promna i Promienka, przyjął Jana Jasika w swoje szeregi, i pomimo tego, że w istocie rzeczy nie był on powstańcem pochodzącym z Ziemi Pobiedziskiej, pozostawał członkiem miejscowego koła tego związku, aczkolwiek weteranem o „obcej” proweniencji.

Fot. 7. Jan Jasik (w tylnym rzędzie 7 od lewej strony) wśród pobiedziskich weteranów Powstania Wielkopolskiego 1918/19 na uroczystości z okazji 50. rocznicy wybuchu powstania, która odbyła się w grudniu 1968 r. na sali „Kowalskiego” w Pobiedziskach


Fot. 8. Jan Jasik (w tylnym rzędzie 9 od lewej strony) na innym zdjęciu Koła ZBoWiD-u w Pobiedziskach, m.in. wspólnie z dziadkiem autora opracowania – Powstańcem Wielkopolskim z Pobiedzisk Franciszkiem Górskim (1889-1971) (w tylnym rzędzie 4 od lewej strony)


Niezależnie od tego Jan Jasik jako uczestnik Powstania Wielkopolskiego 1918/19, który wziął udział w tym patriotycznym zrywie Polaków w sposób czynny oraz z bronią w ręku, otrzymał oficjalnie w roku 1948 dyplom weryfikacyjny nr 8563, wydany z okazji 30-lecia wybuchu Powstania Wielkopolskiego 1918/19 przez Zarząd Główny Związku Powstańców Wielkopolskich. Jako weteran zrzeszony w pobiedziskiej organizacji kombatanckiej podjął 20 lat później próbę przypomnienia społeczeństwu o swych zasługach w czasie Powstania Wielkopolskiego 1918/19 oraz w czasie okupacji niemieckiej18) , biorąc jako mieszkaniec Promna udział w roku 1968 w rozpisanym przez poznańską gazetę codzienną „Głos Wielkopolski”, wspomnianym już powyżej konkursie na wspomnienia z okresu przedmiotowego powstania. Treść wspomnień została przyjęta z powodzeniem przez redakcję dziennika i jako taka ukazała się drukiem również w wydawnictwach zwartych. Była to jednak osobista inicjatywa weterana powstania, którą podjął samodzielnie pod koniec swego życia oraz raczej bez wiedzy i rekomendacji miejscowego (pobiedziskiego) środowiska powstańczego. W ten sposób jego publikacje umknęły prawdopodobnie uwadze członków i władz koła ZBoWiD-u w Pobiedziskach, a jego śmierć i pogrzeb na cmentarzu parafialnym w Pobiedziskach w listopadzie 1970 r. odbył się tylko przy współudziale nikłej garstki kilku żyjących jeszcze wówczas powstańców i działaczy miejscowego związku. Niemniej Jan Jasik aż do swojej śmierci funkcjonował jako oficjalnie (i centralnie) zweryfikowany uczestnik Powstania Wielkopolskiego 1918/1919), a na jego grobie w Pobiedziskach rodzina20) zgodnie z jego przedśmiertnym życzeniem umieściła z dumą napis: „Powstaniec Wielkopolski”21).

Fot. 9. Płyta z nagrobka Jana Jasika na pobiedziskim cmentarzu z napisem: Powstaniec Wielkopolski – fot. Ryszard Chmielewski


Dwanaście lat przed jego śmiercią Jan Jasik uchwałą Rady Państwa nr: 01.24-0.25 z dnia 24.01.1958 r. został odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym.


Fot. 10. Wielkopolski Krzyż Powstańczy Jana Jasika wraz z legitymacją potwierdzającą nadanie przez Radę Państwa w roku 1958 tego odznaczenia weteranowi powstania


Kiedy w grudniu 1978 roku odsłonięto Pomnik Powstańców Wielkopolskich w Nowych Skalmierzycach, wydano pracę zbiorową pod tytułem: Udział społeczeństwa Ziemi Kaliskiej w powstaniu wielkopolskim 1918-1919, w której po raz ostatni w okresie trwania PRL-u wspomniano udział Jana Jasika w Powstaniu Wielkopolskim i cytowano niektóre istotne pasaże jego wspomnień22). Gdy jednak po 30 latach od tego momentu w 90. rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego 1918/19 wydano w 2008 r. w Ostrowie Wielkopolskim rocznik Ostrowskiego Towarzystwa Genealogicznego23), całkowicie poświęcony wydarzeniom powstańczym sprzed 90-ciu lat, niestety już w żadnym miejscu w treści tego kompleksowego opracowania, dotyczącego czynu zbrojnego na Ziemi Ostrowskiej, Odolanowskiej i Raszkowskiej, nie przewinęło się nazwisko śp. Jana Jasika. Nie znalazło się ono także w tabelarycznym wykazie powstańców wielkopolskich z terenu południowej Wielkopolski, również zamieszczonym we wspomnianym Roczniku. Dopiero ponad 40 latach po przywołaniu nazwiska Jana Jasika w publikacji z okazji odsłonięcia Pomnika Powstańców Wielkopolskich w Nowych Skalmierzycach w roku 1978 jego postać pojawiła się ponownie w obszernym opracowaniu autorstwa prof. Jerzego Pietrzaka, dotyczącego historii Powstania Wielkopolskiego na Ziemi Ostrowskiej24). Sięgając po wspomnienia Jana Jasika autor książki napisał o zamiarze uderzenia radłowskich powstańców na Ostrów Wielkopolski relację o następującej treści:

„…Nikodem Schroeder chciał uderzyć na Ostrów 30 grudnia. Zgromadził w Radłowie o godz. 10.00 rano powstańców, ściągniętych z powiatów odolanowskiego i krotoszyńskiego, podobno ok. 1000 ludzi, z tego z Raszkowa i okolicy ok. 600. (…) Według relacji Jana Jasika do Radłowa przyjechał autem oficer legionista. Zebranych, którzy po raz pierwszy zobaczyli Orła Polskiego na czapce oficera legionisty porwał niebywały entuzjazm. Rzucali czapki w gór, a okrzykom „niech żyje Polska” nie było końca. Legionista udał się do dworu na konferencję ze Schroederem. Po pół godzinie wyszli obaj na werandę i przybyły oficer przemówił do zgromadzonych powstańców. Podziękował im za przybycie i gotowość udzielenia pomocy w wyzwoleniu Ostrowa. Oznajmił, że pod Ociążem stoją „dwa oddziały dobrze uzbrojonego wojska polskiego, które (!) wystarczy do zajęcia Ostrowa”, zaś niemiecki garnizon, który znalazł się w trudnym położeniu, przystał na układy. Na razie więc nie ma potrzeby uderzenia na Ostrów. Wezwał zebranych do powrotu do domu. Niechaj oczekują dalszych rozkazów, doskonaląc hart ducha i umiejętności wojskowe, jako rezerwa sił polskich. Schroeder zaintonował hymn „Boże coś Polskę”, po odśpiewaniu którego zebrani opuścili Radłów”25).



Wykorzystanie przez autora publikacji cytatów ze wspomnień Jana Jasika oznacza, że rzeczywisty ślad udziału weterana w Powstaniu Wielkopolskim na Ziemi Ostrowskiej w międzyczasie nie uległ na szczęście całkowitemu zatarciu. Jego sylwetka nie została też zapomniana w pobiedziskim środowisku powstańczym, dbającym o zachowanie i pielęgnowanie regionalnej pamięci o Powstaniu Wielkopolskim 1918/19 oraz o jego poszczególnych uczestnikach. Jego nazwisko znalazło się w tabelarycznym wykazie uczestników powstania, związanych swą biografią z Ziemią Pobiedziską26), oraz także na tablicy pamiątkowej, którą poświęcono na pobiedziskim rynku dokładnie w 100. rocznicę „mszy powstańczej” z dnia 13 kwietnia 1919 r., a którą zlokalizowano w bezpośrednim sąsiedztwie Pomnika Powstania Wielkopolskiego 1918/19. Na tej tablicy znajdują się nazwiska uczestników powstania z Ziemi Pobiedziskiej, do których niewątpliwie niestety nie zaliczał się powstaniec wielkopolski Jan Jasik27) , pochodzący z „dalekiej” Ziemi Ostrowskiej.


Fot. 11. Screen print z filmu (autorstwa Ryszarda Chmielewskiego) dokumentującego uroczystość odsłonięcia tablicy, na którym znajduje się nazwisko Jana Jasika


Niezależnie od tego faktu jako powstaniec wielkopolski pozostawił po sobie fotografie, dokumenty, odznaczenia powstańcze i państwowe, cytowane powyżej wspomnienia z powstania oraz swój „historyczny” portret w mundurze wojskowym.


Fot. 12. Portret Jana Jasika - weterana Powstania Wielkopolskiego 1918/19 w mundurze żołnierza 12. pułku strzelców wielkopolskich (obraz nieznanego autora w posiadaniu Wandy Wasik)


W roku 1969, a więc pod koniec swego życia, Jan Jasik został odznaczony przez Radę Państwa Krzyżem Kawalerskich Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta”.

Fot. 13. Awers Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski wraz z legitymacją Jana Jasika


Jako wymowny znak Jego formalnej (a nie rzeczywistej) przynależności do miejscowego środowiska „powstańczej braci” pozostanie zatem jeszcze bardzo wyraźny napis na płycie nagrobnej na pobiedziskim cmentarzu parafialnym oraz niniejsza biografia powstańcza, która w swej intencji ma na nowo odtworzyć ten zapomniany i zatarty ślad po Powstańcu Wielkopolskim z Ziemi Ostrowskiej, związanym w ostatnich latach życia z Ziemią Pobiedziską oraz spoczywającym od pół wieku wraz ze swoją żoną Romą w nieco zapomnianym już grobie na pobiedziskiej nekropolii.

Fot. 14. Grób śp. Romy i Jana Jasików na pobiedziskim cmentarzu (grób nr 1840 na mapie geocmentarz Pobiedziska) – fot. Ryszard Chmielewski


W ostatnim fragmencie swych wspomnień Jan Jasik napisał przed ponad 50-cioma laty ważne słowa: „(…) Dlatego też tradycja powstania i powstańców niech służy naszej młodzieży jako wzór wielkiego patriotyzmu. Uczestnicy tego wiekopomnego wydarzenia jeszcze żyją wśród nas i gotowi są bronić wywalczonej wolności do ostatniego drgnienia serca, bo to nasz wspólny, największy skarb”. Jeszcze w roku 1937 na zakończenie swych pierwszych opublikowanych wspomnień z powstania napisał znamienne podsumowanie zbrojnego wysiłku Wielkopolan, którego treść warto w tym miejscu także przytoczyć:

„(…) Dziś patrząc przez pryzmat ubiegłego czasu na chwile walk o wyswobodzenie Ojczyzny, przychodzimy do przekonania, że nie sam oręż zadecydował o powodzeniu powstania wielkopolskiego, lecz był to owoc długiej, zgodnej pracy wszystkich stanów. Żywe wzory mieliśmy w naszych wodach oraz śp. ks. radcy Rejewskim, ziemianinie śp. Nikodemie Schroederze, oficerze legioniście nieznanego nazwiska, cieśli Franciszku Wojtaszku, w poległych powstańcach i rzeszy cichych, bezimiennych bojowników, których zgodne współdziałanie stworzyło potężną symfonię, której imię „Niepodległa Polska”. I dziś tej harmonii nam potrzeba, by w myśl słów naszego Naczelnego Wodza Polskę wzwyż podciągnąć – bo w zgodnej współpracy wszystkich stanów jest utajona potężna siła, która sprawi, że pieśń „Boże coś Polskę”, którą nam matki w dzieciństwie nad kołyskami w niewoli w ukryciu nuciły, a która w dniach powstania pragnienie wolności w „czynów stal” zamieniła, rozbrzmiewać będzie w przyszłości potężnym, zwycięskim głosem coraz szerzej wszędzie, skąd nasz ród.”

Niech to Jego przesłanie pozostanie na wieki w skarbnicy powstańczej spuścizny lokalnej społeczności powstańczej, jaki pozostawił wśród nas ten „obcy” Powstaniec Wielkopolski, ale jakże nam bliski z racji Jego ostatnich lat życia i śmierci w podpobiedziskim Promnie oraz miejsca swego wiecznego spoczynku na cmentarzu parafialnym w Pobiedziskach.

Karol Górski, w 50. rocznicę śmierci Jana Jasika - Powstańca Wielkopolskiego z Ziemi Ostrowskiej



Przypisy:

1) Zdjęcia, dokumenty i odznaczenia Jana Jasika na potrzeby niniejszego wspomnienia Autorowi udostępniła Wanda Wasik.
2) Pierwsze wspomnienia z Powstania Wielkopolskiego Jan Jasik napisał i opublikował jeszcze przed II wojną światową. Patrz: Jan Jasik: Wspomnienia z Powstania Wielkopolskiego 1918/19 na odcinku Łąkociny i Sulisław. Orędownik Ostrowski, Ostrów 1937: wyd. z dn. 04. i 07. 05.(1937).
3) Ks. Julian Rejewski (1865-1930), proboszcz Jankowa Zaleśnego, wielki polski patriota i działacz społeczny. Opiekun ruchu powstańczego na Ziemi Odolanowskiej. Nauki gimnazjalne pobierał w gimnazjum w Wałczu. Po zdaniu matury studiował teologię na uniwersytetach we Würzburgu i Münster, ponieważ seminarium duchowne w Poznaniu było wówczas zamknięte z powodu Kulturkampfu. Dnia 10 sierpnia 1890 r. otrzymał z w Gnieźnie rąk ks. biskupa Andrzejewicza święcenia kapłańskie. Po wyświęceniu został powołany kolejno jako wikariusz do Kaszczora, Kotłowa, Szamotuł i Odolanowa. Dnia 1 lipca 1897 r. objął parafię w Jankowie Zaleśnym, gdzie rozwinął szeroką działalność, tak na polu społecznym jak i duszpasterskim. Działał jako powiatowy prezes Towarzystwa Pomocy Naukowej oraz jako prezes Powiatowego Komitetu Wyborczego. Był założycielem Banku Rolniczego w Jankowie oraz budowniczym nowego kościoła w tej miejscowości. W uznaniu zasług władza duchowna mianowała go radcą duchownym w rocznicę dwudziestopięciolecia jego kapłaństwa (przyp. red.).
4) Powyższe wspomnienia autor napisał w formie obiektywnej, a nie subiektywnej relacji z wydarzeń powstańczych, pisząc m.in. o sobie w 3 os. l. poj.
5) Nikodem Schroeder, polski ziemianin i społecznik, urodził się w 1868 r. na Kaszubach. Kształcił się w zawodzie agronoma, bardzo dobrym dla prowadzenia w przyszłości majątków ziemskich. W 1907 r. został dzierżawcą majątku w Radłowie, należącego do Radziwiłłów z ordynacji przygodzickiej. Doprowadził majątek do dobrego stanu a jednocześnie szybko zaczął udzielać się społecznie. Znano go jako człowieka o szlachetnym sercu, zdolnego do poświęceń w imię Ojczyzny, znakomitego przywódcę i mistrza dyplomacji. Odegrał kluczową rolę w czasie Powstania Wielkopolskiego na terenie powiatu odolanowskiego, do którego należał Radłów i okoliczne wioski. Został m.in. przewodniczącym Rady Ludowej w Odolanowie oraz tajnego Komitetu Narodowego a także delegatem do Polskiego Sejmu Dzielnicowego w Poznaniu. Wsławił się wieloma działaniami w pozyskiwaniu broni dla powstańców. W samym Radłowie wystawiał dla powstańców gorącą kuchnię i kawę. Po oswobodzeniu Odolanowa został mianowany pierwszym polskim starostą powiatu odolanowskiego. Pełniąc tą funkcję zajął się m.in. rozbrajaniem kolonistów niemieckich w okolicach Raszkowa, co miało duże znaczenie w pozbyciu się zagrożenia wewnętrznego. Zmarł w Jarosławcu koło Środy Wielkopolskiej 7 grudnia 1930 r. (przyp. red.)
6) Antoni Dirska (1887-1961) – właściciel tartaku w Biadkach k. Krotoszyna, później majątku ziemskiego w Dąbrówce Kościelnej k. Kiszkowa. W czasie Powstania Wielkopolskiego był komendantem kompanii Biadki, która wyruszyła na odsiecz pod Krotoszyn (przyp. red.).
7) Matka Jana Jasika pochodziła z sulisławskiej rodziny Zimnych (przyp. red.).
8) Jan Jasik: Oswobodzenie Ostrowa Wielkopolskiego. W: Wspomnienia Powstańców Wielkopolskich, wyboru dokonali i wstępem opatrzyli Lesław Tokarski i Jerzy Ziołek, Poznań 1970.
9) Doktor Hugo(n) Krug, znany, niemiecki lekarz w Ostrowie Wlkp. Działał w mieście już przed I wojną światową. W latach międzywojennych był powszechnie szanowanym w mieście lekarzem. We wrześniu 1939 r. został tymczasowym dyrektorem szpitala w Ostrowie Wlkp. Ukrywał w swej wilii podczas II wojny światowej prześladowanych Polaków, wydawał im bezpłatnie leki i fikcyjne świadectwa choroby (przyp. red.). O nim jako o wyjątkowej postaci spośród ostrowskich Niemców w czasie okupacji napisał prof. Edward Serwański: „Natomiast niezwykłą wprost kartę zapisali w pamięci ostrowian lekarz dr Hugo Krug oraz jego córka Linda. Ich dom był polskim domem - nie dotarła tam okupacja hitlerowska. Leczył Polaków, jak trzeba było, za darmo, dawał lekarstwa, wystawiał świadectwa zwolnienia z pracy z powodu choroby, wystawiał fikcyjne świadectwa choroby. Dom jego był schronieniem dla prześladowanych Polaków; w domu tym „przechowywał” się powstaniec wielkopolski, mąż Lindy Krug - Marceli Świtała”. Patrz: SPOŁECZNOŚĆ NIEMIECKA OSTROWA WIELKOPOLSKIEGOW XVIII-XX, Przegląd Zachodni, nr 3, Poznań 2007, s. 213-228.
10) Treść wspomnień do wykorzystania udostępniła Autorowi opracowania Wanda Wasik – przybrana synowa Jana Jasika.
11) dr Stanisław Iłowiecki z Iłowca h. Ostoja, raszkowski lekarz, ur. 17 VIII 1856 r. w Raszkowie, zmarł 5 VI 1929 r. tamże (przyp. red.)
12) Stanisław Nowak, organizator Straży Ludowej w powiecie odolanowskim, ur. 1880 r. w Jaskółkach k. Raszkowa. Ukończył szkołę budowlaną w Berlinie. Podczas I wojny światowej służył w żandarmerii polowej w Szczypiornie. Uczestniczył w polskim wiecu w Ostrowie 10 listopada 1918 r. Nawiązał kontakty z Nikodemem Schroederem z Radłowa i włączył się w przygotowania powstańcze w powiecie odolanowskim. Twierdził, że 15 listopada 1918 r. Rada Żołnierzy i Robotników w Odolanowie wybrała go „naczelnikiem oddziałów powstańczych” w powiecie odolanowskim. Faktycznie był „okręgowym” komendantem Straży Ludowej w obwodzie komisarycznym Raszków. Wspólnie z Marcinem Szkudlarkiem, gospodarzem z Jaskółek, 26 listopada 1918 r. wyhandlowali od żołnierzy niemieckich w Szczypiornie za jeden litr wódki i pięćdziesiąt cygar kilkanaście sztuk broni z amunicją oraz parę koni z wozem taborowym. Broń przekazali Nikodemowi Schroederowi, który ukrył ją w swoich pomieszczeniach dworskich. Informacja wg źródła w: Jerzy Pietrzak: Powstańczy Ostrów w powstańczej Wielkopolsce 1918-1919. Biblioteka Publiczna im. Stefana Rowińskiego w Ostrowie Wlkp., Ostrów Wielkopolski, 2019, s.113-114.
13) Jan Jasik przyjaźnił się w latach 30-tych XX wieku z rodziną Romy i Edmunda Wasików, odwiedzał ich przed wojną swym samochodem, organizując wspólne wycieczki po okolicy. W roku 1930 został nawet ojcem chrzestnym młodszego syna Wasików – Jana.
14) Był za to kilkakrotnie aresztowany i przetrzymywany w piwnicy na posterunku żandarmerii niemieckiej w Komornikach pod Poznaniem.
15) O tym fakcie napisał Jan Jasik w swoich wspomnieniach w roku 1968 następująco: „(…) Żydów, którzy byli skoszarowani w lagrze w szkole w Junikowie pod Poznaniem i byli bardzo zagłodzeni, ratowaliśmy, gdy dostarczaliśmy żywność z majątku Plewiska, zawsze w podwójnej ilości jak opiewały kwity dostawy, aby ci nędzarze nie głodowali i byliśmy za to kilkakrotnie aresztowani i obici, to jest Tomczak Franciszek, Czaja Jan i ja. Dwaj wymienieni zmarli wskutek odniesionych obrażeń już w wolnej ojczyźnie i pozostałem tylko ja jeden…” 16) Urodził się 26 lutego 1886 r. w Sulisławiu koło Ostrowa Wielkopolskiego, jako syn Franciszka i Jadwigi Jasików. Edukację rozpoczął w Sulisławiu, gdzie uczęszczał do Szkoły Publicznej. Następnie był absolwentem gimnazjum w Krotoszynie i Ostrowie. W latach 1904-1906 otrzymywał stypendium z Towarzystwa Pomocy Naukowej dla Młodzieży Męskiej Wielkopolski im. Karola Marcinkowskiego. W 1911 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Poznaniu, święcenia kapłańskie otrzymał 13 lutego 1916 r. Pierwszą jego placówką była parafia w Zbąszyniu, jednakże już po roku został przeniesiony na parafię w Obornikach. W 1920 r. został przeniesiony na wikariat do Szamotuł. W tym czasie wybrany został prezesem Koła Śpiewackiego Lutnia. Członkiem tegoż koła był Feliks Nowowiejski, kompozytor i dyrygent, pod którego batutą chór śpiewał niejednokrotnie. W 1925 r. został proboszczem parafii Olszowa koło Kępna. Po siedmiu latach administrowania tą placówką 15 stycznia 1932 r. powołano go na proboszcza parafii św. Katarzyny we Wronkach. Oprócz urzędu proboszcza ks. Jasik przez krótki czas pełnił również funkcję kapelana więzienia we Wronkach. W trudnych warunkach okupacji proboszcz dokładał wszelkich starań, by zapewnić parafianom należytą opiekę duszpasterską. Ostatecznie, jak wielu innych kapłanów, 6 października 1941 r. został aresztowany, a kościół parafialny zamieniono na magazyn dla jednostek łącznościowych Wehrmachtu. Ks. Józef Jasik zginął śmiercią męczeńską w dniu 19 października 1942 r. w zakładzie eutanazji w Hartheim. W świadomości parafian zapisał się, jako wielki kapłan oddany Bogu i ludziom (przyp. red.).
17) O nich pisał w swych wspomnieniach w roku 1968: „…Z uczestników Powstania, którzy pierwsi poszli do walki, polegli: kol. Iłowiecki z Raszkowa, Mazur z Cegieł, Szcześniak z Jankowa Zaleśnego. Duża część już nie żyje jak Zimniak Stanisław, ojciec lekarzy: Ignacego we Wronkach i Stanisława w Kępnie, Wiertelacy I, II i III, Nowak Szymon, Franka Jan, ks. Jasik Józef zamęczony w obozie w Dachau, pozostała tylko tablica pamiątkowa, wmurowana w kościele we Wronkach. Zmarł również organizator powstania w Łąkocinach - Wojtaszek Franciszek. Pozostali przy życiu: Jakubek Stanisław jest na gospodarstwie rolnym w Konarzewie, Wiertelak Jan I, Wiertelak Stanisław żyją na gospodarstwach i Nowicki Michał. Brzozowska Franciszka pracowała na ogrodnictwie we Wronkach do tego czasu.”
18) W uzasadnieniu decyzji o nadaniu mu Wielkopolskiego Krzyża Powstańczego napisano także m.in., że „w czasie okupacji pomagał cierpiącej ludności, za co był kilkakrotnie aresztowany”.
19) Patrz: Wojskowe Biuro Historyczne (daw. CAW), wykaz akt powstańców wielkopolskich (maszyn.), lista odznaczonych Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. Ponadto: Dondera Czesław, Wspomnienia, relacje i zeznania Powstańców Wielkopolskich, "Szkice Zbąszyńskie" 2008, nr 1 (styczeń), Archiwum Państwowe w Poznaniu, Zespół: Związek Powstańców Wielkopolskich w Poznaniu, sygn. 45: Ewidencja członków Związku Weteranów Powstań Narodowych Rzeczypospolitej Polskiej [nr 16967 - 23302], Wspomnienia Powstańców Wielkopolskich, wyboru dokonali i wstępem opatrzyli Lesław Tokarski, Jerzy Ziołek, Poznań 1970, Udział społeczeństwa Ziemi Kaliskiej w powstaniu wielkopolskim 1918-1919. Praca zbiorowa wydana z okazji odsłonięcia pomnika Powstańców Wielkopolskich w Nowych Skalmierzycach w grudniu 1978 roku, pod red. Antoniego Czubińskiego, Kalisz 1978.
20) To przedśmiertne zobowiązanie wobec Jana Jasika jako ojczyma swego męża Jana Wasika zrealizowała Wanda Wasik (1930).
21) Dnia 1 listopada 1970 r., trzy dni przed swoją śmiercią, Jan Jasik w towarzystwie swej żony Romy, swego pasierba Jana Wasika oraz jego żony Wandy nawiedzili na górczyńskim cmentarzu w Poznaniu grób starszego syna Romy – Henryka (Ryszarda). Przy tej okazji Jan Jasik odwiedził także znajdujący się na tym cmentarzu grób spoczywających tam powstańców wielkopolskich, poległych w walkach w Poznaniu po wybuchu Powstania Wielkopolskiego 1918/19. Przeczuwając rychłą śmierć Jan Jasik wyraził przy tej okazji swą ostatnią wolę, wg której jego nagrobek po śmierci ma również nosić napis: „Powstaniec Wielkopolski”. Zmarł już za kilka dni, a jego wola została zrealizowana zgodnie z jego życzeniem (patrz fotografia powyżej).
22) Patrz: Udział społeczeństwa Ziemi Kaliskiej w Powstaniu Wielkopolskim. Praca zbiorowa wydana z okazji odsłonięcia Pomnika Powstańców Wielkopolskich w Nowych Skalmierzycach w grudniu 1978 roku, red. Antoni Czubiński. Federacja Towarzystw Kulturalnych Ziemi Kaliskiej, Kalisz 1978, s. 183-184.
23) Rocznik Ostrowskiego Towarzystwa Genealogicznego, [R.] 3 (2008). Wyd. Ostrowskie Towarzystwo Genealogiczne, Ostrów Wielkopolski 2008.
24) Jerzy Pietrzak: Powstańczy Ostrów w powstańczej Wielkopolsce 1918-1919. Biblioteka Publiczna im. Stefana Rowińskiego w Ostrowie Wlkp, Ostrów Wielkopolski, 2019.
25) Jerzy Pietrzak: Powstańczy Ostrów…, s. 157-158.
26) Patrz: Zeszyty Pobiedziskie nr 3, Towarzystwo Miłośników Pobiedzisk, Pobiedziska 2018, s. 19, poz. 59.
27) Umieszczenie nazwiska Jana Jasika na przedmiotowej tablicy nie było formalnie uzasadnione, gdyż nie może on zostać zaliczony w poczet powstańców wielkopolskich z Ziemi Pobiedziskiej. Nie pochodził z niej i nie poszedł też z niej do powstania. Był natomiast z Ziemią Pobiedziską związany tylko faktem zamieszkania na jej terenie w kilkunastu ostatnich latach swego życia oraz miejscem wiecznego spoczynku na pobiedziskim cmentarzu. Jego obecność na tablicy pamiątkowej byłaby zasadna tylko wówczas, gdyby jej nazwa brzmiała „Powstańcy Wielkopolscy związani z Ziemią Pobiedziską”, a nie „Uczestnicy Powstania Wielkopolskiego z Ziemi Pobiedziskiej (1918-1919), czyli tak, jak jest w rzeczywistości. Podobna niekonsekwencja występuje niestety również w przypadku mjr Henryka Aleksandra Lewandowskiego i jeszcze kilku innych.
linia-z-ksiazka-zielen

Janina Klatt

JANINA KLATT - WIELKOPOLSKA SIŁACZKA NA ŚLĄSKU

W spiżu i marmurze oraz złotymi zgłoskami utrwalono bohaterstwo narodu polskiego w czasie drugiej wojny światowej. Niestety, o wielu bohaterach zapomniano, nawet w miejscu ich urodzenia. Taką zupełnie nieznaną osobą we własnym gnieździe jest urodzona w Pobiedziskach JANINA IRENA KLATT - nauczycielka gimnazjalna oraz działaczka społeczna i konspiracyjna na Górnym Śląsku. Jako wybitny pedagog i wychowawca, na trwałe zapisała się w pamięci kilkunastu pokoleń młodzieży. Pełna uznania jest także jej wszechstronna i aktywna działalność społeczna w Towarzystwie Obrony Kresów Zachodnich, Polskim Związku Zachodnim, Związku Strzeleckim, Przysposobieniu Wojskowym Kobiet.

Po wybuchu drugiej wojny światowej natychmiast włączyła się do akcji tajnego nauczania, a w ramach Wojskowej Służby Kobiet AK, organizowała pomoc dla więźniów osadzonych w obozach koncentracyjnych, za co trafiła do Auschwitz i tam poniosła śmierć.

Urodziła się w Pobiedziskach 4 maja 1900 roku (Alojzy Targ, autor hasła w „Polskim słowniku biograficznym", podał błędną datę jej urodzin 2 czerwca) w rodzinie organisty Piotra i Kazimiery z Piszczygłowów. Na chrzcie nadano jej imiona JANINA IRENA, ale używała jedynie pierwszego. Trudno dziś ustalić, dlaczego Klattowie opuścili Pobiedziska i przenieśli się na Warmię, gdzie w Dobrym Mieście Janina ukończyła szkołę powszechną oraz kilka klas szkoły średniej. Maturę zdała w 1920 roku w poznańskim gimnazjum im. Dąbrówki. Marzyła jednak o zawodzie nauczycielki, więc wstąpiła na Wydział Matematyczno - Przyrodniczy Uniwersytetu Poznańskiego. W roku 1926 zdała egzamin państwowy uzyskując upragniony dyplom nauczyciela szkół średnich w zakresie fizyki i chemii.

Pracę nauczycielską rozpoczęła w gimnazjum w Wolsztynie (1926-1927), następnie był Pleszew (1927-1928). Na stałe związała się z Katowicami, gdzie od 1 września 1928 do wybuchu drugiej wojny światowej wykładała fizykę i chemię w tamtejszym Miejskim Gimnazjum Żeńskim.

Gdy obejmowała nową posadę, pracownia fizyczno - chemiczna jeszcze posiadała przestarzałe wyposażenie poniemieckie. Dzięki zapobiegliwości i ogromnemu zaangażowaniu Pani Janiny, uczennice wkrótce mogły korzystać z bazy bogato zaopatrzonej w przyrządy i odczynniki. W „Sprawozdaniach" gimnazjum z tamtego okresu, możemy wyczytać, że nowa pracownia składała się z sal wykładowej i ćwiczeniowej oraz dwóch mniejszych, przeznaczonych na zaplecze magazynowe dla pomocy naukowych.

Mimo tylu korzystnych zmian nauczyciele ciągle domagali się, aby utworzono osobne pracownie - fizyczną i chemiczną. Znów pomogła Pani Janina (wówczas zwana „zawiadowczynią zbiorów"). Jej starania zaowocowały tym, że w roku szkolnym 1936-1937 powstała druga pracownia dla „chemiczek". Między innymi umożliwiło to przeprowadzenie kursów obrony przeciwgazowej i przeciwlotniczej.

Uczennice oprócz „wkuwania" w klasie, brały udział w licznych i niezwykle atrakcyjnych wycieczkach. Poznawały warunki pracy w okolicznych zakładach przemysłowych oraz wpajano im szacunek dla ludzi pracy i ziemi śląskiej. Jedną z takich wypraw była wycieczka do kopalni „Emanuel" w Murckach, na poziom 120 metrów pod ziemią. Dla „mieszczańskich" panienek było to niezapomniane przeżycie.

Janina Klatt zyskała opinię sumiennego pedagoga oraz wybitnego wychowawcy młodzieży. Jej działalność nie ograniczała się jedynie do murów szkoły. Jako chemik i członkini Ligii Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (LOPiP) prowadziła szkolenia uczennic i kolegów pedagogów w zakresie zabezpieczania budynku szkolnego na wypadek wojny. Ponadto aktywnie działała w Towarzystwie Obrony Kresów Zachodnich (w roku 1934 przemianowane na Polski Związek Zachodni), Związku Strzeleckim, Towarzystwie Polek oraz Przysposobieniu Wojskowym Kobiet (PWK).

Wśród wielu organizacji jakie funkcjonowały na terenie Miejskiego Gimnazjum Żeńskiego w Katowicach, ogromną popularnością cieszyła się Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (założona w 1926 roku). Kuratorką (opiekunką) koła szkolnego od roku 1929 do wybuchu wojny była Pani Janina. Mimo młodego wieku - a może właśnie dlatego - stała się przyjacielem młodzieży. Prowadzone przez nią zajęcia zawsze były doskonale przygotowane (ciekawy wykład, przeźrocza). Ćwiczenia i szkolenia często odbywały się w terenie, co podnosiło ich atrakcyjność. Wycieczki na lotnisko w Goleszowie, skoki z wieży spadochronowej w katowickim Parku Kościuszki, loty nad miastem, albo udział uczennic w szkolnych zawodach modeli szybowcowych na długo zapadły w ich pamięć.

W archiwach szkoły z tamtego okresu zachował się m.in. zapis Anny Korzeniowskiej z klasy IVa:  „Kółko miłośników modelarstwa przygotowało 3 modele szybowców, które wzięły udział w szkolnych zawodach szybowcowych w maju 1937 roku w Goleszowie. Osiągnęły one 15-minutową długość lotu. Na podkreślenie zasługuje fakt, że nasze gimnazjum brało udział w zawodach jako jedyna szkoła żeńska. Kiedy wypuszczaliśmy nasze szybowce czułam się jak Hynek [Franciszek Hynek (1897-1958), pilot balonowy, dwukrotny zdobywca pucharu Gordon Bennetta; zginął w wypadku podczas lotu balonem - przyp. T.P.] przed lotem o puchar Gordon Bennetta. Przeżyłyśmy piękny dzień".

Było także wiele innych wycieczek organizowanych przez Panią Janinę. Długo wspominano zwiedzanie hut „Pokój" i „Piłsudski", odlewni stali w Bielsku, stacji wodociągów w Ligocie, „Browaru Książęcego" w Tychach, fabryki mydła w Brynowie, gazowni w Hajdukach, akumulatorni w Bielsku, elektrowni w Czechowicach, zapory wodnej w Porąbce i stacji filtrów w Wapiennicy. To tylko niektóre przykłady, bowiem takich wypraw było znacznie więcej.

Szkolenia w zakresie obronności nie poszły na marne, ponieważ zdobyte umiejętności znakomicie wykorzystano podczas okupacji. A Pani Janina niemal natychmiast po wybuchu wojny, rozpoczęła tajne nauczanie i działalność w zakonspirowanych organizacjach.

Oto jak tamte tragiczne czasy wspomina jej uczeń z tajnych kompletów - Andrzej Rożanowicz:

„ W okresie okupacji pozostała w Katowicach. Ponieważ jako Polka usunięta została z pracy w gimnazjum, pracowała fizycznie jako pomoc laboratoryjna w aptece (Stadtapotheke) na rynku. Już jesienią 1939 r. włączyła się do akcji tajnego nauczania, kierowanej z ośrodka krakowskiego. Gdy jednak te kontakty się urwały, podjęła tajne nauczanie we własnym zakresie.(...) Pani Janina Klatt nawiązała kontakt ze swym kolegą, nauczycielem historii gimnazjum żeńskiego dr Alojzym Targiem, który działał w Warszawie w Śląskim Biurze Szkolnym, będącym agendą Delegatury Rządu na Kraj. Z ramienia tego Biura Janina Klatt zorganizowała jego komórkę w Katowicach. Uczestniczyła również w Tajnej Organizacji Nauczycielskiej, której działalność zaliczana jest do najchlubniejszych kart w tradycji Związku  Nauczycielstwa Polskiego. Na naszych kompletach spotykaliśmy się w kilku mieszkaniach prywatnych m.in. u p. Szygułowej na ulicy Kościuszki. Chodziłem razem z Heniem Dutkiewiczem na lekcje do Profesor Klatt, która udzielała ich w magazynku aptecznym na poddaszu na czwartym piętrze. Profesor podtrzymywała nas na duchu i pomagała nam. Otrzymywałem od niej kartki żywnościowe dla mojej grupy, bo o żywność było wtedy bardzo trudno”.

A tak w „Tryptyku śląskim" napisała Bibiana Szemroczyk-Jaślarowa, uczennica Pani Janiny (obecnie profesor psychologii Uniwersytetu śląskiego i członek Stowarzyszenia Wychowanków Miejskiego Gimnazjum Żeńskiego w Katowicach):

„Od pierwszych tygodni okupacji szukaliśmy wsparcia, w tej koszmarnej i nierealnej rzeczywistości, kontaktu z osobami nauczycieli i wychowawców biegałyśmy szukając pomocy i otuchy u Profesor Janiny Klatt".

Ludzi oceniamy po ich czynach. Pani Janina, gdy dowiedziała się o tragicznym położeniu więźniów w obozach koncentracyjnych - szczególnie w Auschwitz, natychmiast podjęła akcję pomocy. Zorganizowała ją wspólnie ze swymi uczennicami - harcerkami, w ramach konspiracyjnej Wojskowej Służby Kobiet (później w ramach AK). Komendantką tej grupy była harcmistrz Ada Korczyńska, a łącznikami harcerki XVI drużyny im. Marii Skłodowskiej - Curie (z gimnazjum żeńskiego). Grupy liczyły po 4-5 druhen. W tej szeroko zakrojonej akcji uczestniczyli również katowiccy aptekarze Polscy: Nieziołkiewicz, Soliński, Krause i inni. W cotygodniowym transporcie leków, żywności i ciepłej bielizny, dostarczanym więźniom pracującym poza obozem, wyróżniała się drużynowa Wanda Górecka-Wierzbowska.

Skromne mieszkanie Pani Janiny stanowiło także punkt kontaktowy dla żołnierzy podziemia. Gestapo jednak nie zasypiało gruszek w popiele. Podczas przygotowywania kolejnego transportu leków, 23 listopada 1942 roku, bohaterska nauczycielka została aresztowana. Aresztowanie nastąpiło w wyniku denuncjacji dokonanej przez agentkę gestapo - byłą uczennicę Pani Janiny. Nazywano ją „Judaszem w spódnicy" lub „Krwawą Julką". Wiadomość, kto był donosicielem, za pomocą grypsu przekazał podharcmistrz Józef Skrzek (stracony w Bytkowie 4 grudnia 1942 roku, na oczach własnego ojca).

Pani Janina po aresztowaniu znalazła się w więzieniu w Katowicach, gdzie przez niemal trzy miesiące brutalnie ja przesłuchiwano. Następnie trafiła do obozu koncentracyjnego Auschwitz - Birkenau i tam została rozstrzelana 29 marca 1943 roku.

Bycie nauczycielką w tamtych czasach na Śląsku wymagało wielu wyrzeczeń. Oprócz ogromnego zaangażowania w prace w szkole i poza nią, nauczycielki musiały pozostać osobami samotnymi. Zobowiązywała je do tego uchwała Sejmu śląskiego z 1926 roku. Obowiązywała ona aż jedenaście lat (do roku 1937). Przepis ten był bardzo rygorystycznie egzekwowany, o czym świadczą coroczne „Sprawozdania" gimnazjum żeńskiego. W latach 1934-1938 z zawodem pożegnało się kilkanaście nauczycielek z tej szkoły. Powodem było zamążpójście. Wśród zwolnionych między innymi znalazły się: Irena Jarużanka, Maria Babińska, Melania Jarużanka, Stefania Rutkowska, Łucja Janasiakówna, Lidia Banaszkiewiczówna, Eugenia Sassówna, Janina Negruszówna, Zofia Serejkówna, Zofia Gutfredówna i Maria Korolenkówna. Ówczesnym zwyczajem nazwiska kobiet niezamężnych często zapisywano z końcówką -ówna, dlatego nazwisko Pani Janiny we wszystkich dokumentach widnieje jako KLATTÓWNA. Za to uczennice, nadały jej pieszczotliwie przezwisko „KLATKA".

Ślązacy nigdy nie zapomnieli o tej skromnej i niezwykłej kobiecie. Za sprawą Stowarzyszenia Wychowanków VIII Liceum Ogólnokształcącego w Katowicach (dawne Miejskie Gimnazjum Żeńskie) oraz tamtejszych instytucji i wielu ludzi dobrej woli, postanowiono ufundować tablicę pamiątkową. W roku 2006 powstała grupa inicjatywna tego przedsięwzięcia. W jej skład weszli: Irena Kuźmicka - prezes Stowarzyszenia Wychowanków VIII LO i jego wiceprezes Eugeniusz Świdziński, Teresa Zając - dyrektor VIII LO, Agata Howaniec - przewodnicząca Rady rodziców, Andrzej Różanowicz - wiceprezes zarządu Katowickiego Oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Barbara Adamczyk - prezes zarządu Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, Kazimierz Piekarz - prezes okręgu Związku Nauczycielstwa Polskiego, Jerzy Dolinkiewicz reprezentujący Urząd Miasta Katowice, Feliks Netz - zastępca redaktora naczelnego miesięcznika „Śląsk", Jerzy Plata - „Polskapresse", Adam Lipus z Wydziału gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta Katowice, Jerzy Forajter - przewodniczący Rady Miasta Katowice, Hanna Tarnawska - uczennica Pani Janiny i Tadeusz Bratek - członek stowarzyszenia Wychowanków.

Uroczyste wmurowanie tablicy wyznaczono na dzień 29 marca 2007 roku - w 64 rocznicę śmierci bohaterskiej nauczycielki. Honorowy patronat nad uroczystością objęli: arcybiskup katowicki - dr Damian Zimoń, prezydent Katowic - mgr inż. Piotr Uszok i redaktor Politechniki Śląskiej - prof. Dr hab. Inż. Wojciech Zieliński. Tablice umieszczono w Sali 109.

W przyszłym roku przypada 111 rocznica urodzin Pani Janiny. Warto więc pomyśleć, aby należną jej cześć oddać także w miejscu gdzie się urodziła.

Opracował Tadeusz Panowicz

Bibliografia:

1. Księga urodzeń - Pobiedziska 1900, Archiwum Państwowe Poznań
2. Kronika Uniwersytetu Poznańskiego za rok szkolny 1925/26 w czasie rektoratu prof. Dra Ludwika Sitowskiego. Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu
3. Brożek L., i in., Materiały do strat kultury polskiej na Śląsku w latach 1939 - 1945, „Zaranie Śląskie" 1960 nr 4, s. 638
4. Popiołek K., Z dziejów tajnego nauczania na Śląsku pod hitlerowską okupacją, „Zaranie Śląskie" 1960 nr 1a, s. 49
5. Prażmowski J., Szkolnictwo w województwie śląskim, Katowice 1936, s. 206
6. Targ A., Z dziejów tajnego nauczania na Śląsku w okresie okupacji, „Zaranie Śląskie" 1962 nr 4, s. 793 i n.
7.  Miejskie Gimnazjum Żeńskie w Katowicach - Sprawozdanie za rok szkolny 1934-35, s. 103 (także Sprawozdania następne)
8.  Targ A. w: Polski Słownik biograficzny, T. 12, s. 547
9.  Rożanowicz A. „Gazeta Wyborcza", 14-15 czerwca 2006, Wspomnienie 1900 - 1943 Janina Klatt
10. Rożanowicz A. Pomoc więźniom przypłaciła życiem, w: „ Gość Niedzielny" Katowice, z 20 lutego 2005
11.  Świdziński E. „Informator" - Kwartalnik Stowarzyszenia Wychowanków VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej - Curie w Katowicach nr 3/75, wrzesień 2006
12.  Noras D. „Informator" j.w Wydanie okolicznościowe z 29 marca 2007 13.  Świdziński E. j.w.
14. Informacje doc. Dra Andrzeja Rożanowicza (marzec - kwiecień 2009).

Foto:

1.  Urzędowy zapis urodzenia Janiny Klatt z 10 maja 1900 r., Pobiedziska
2.  Tablica pamiątkowa ku czci Janiny Klatt w VIII Liceum Ogólnokształczącym im. Marii Skłodowskiej - Curie w Katowicach wmurowana 29 marca 2007 r.Urzędowy zapis urodzenia Janiny Klatt z 10 maja 1900r. Pobiedziska
3. Janina Klatt - fotografia z lat 30. XX w.
4. Uczennice Miejskiego Gimnazjum Żeńskiego w Katowicach na zawodach modeli szybowców w Goleszowie w maju 1937 r. Janina Klatt druga od lewej.
5.  Uczestnicy wmurowania tablicy pamiątkowej ku czci Janiny Klatt (stoi) ks. A. Suchoń, (siedzą od lewej) ks. A. Pospiech, A. Rożanowicz, K. Piekarz, Jerzy Forajter.
linia-z-ksiazka-zielen

Józef Władysław Kostrzewski

JÓZEF WŁADYSŁAW KOSTRZEWSKI (1885-1969) - archeolog, profesor Uniwersytetu Poznańskiego i Uniwersytetu Adama Mickiewicza.

Urodził się 25 lutego 1885 r. o godzinie szóstej rano w pobiedziskiej wsi Węglewo, w rodzinie zamożnego rolnika Stanisława i Elżbiety z Brońkańskich. Na chrzcie - 5 kwietnia 1885 r. - nadano mu imiona Józef Władysław, a chrztu udzielił mu ks. Łukasz Nowakowski, proboszcz parafii Imielno. Natomiast rodzicami chrzestnymi byli: proboszcz Węglewski ks. Hieronim Brońkański (brat matki) oraz Aniela Kostrzewska (żona stryja) z Biskupic.

Szkołę powszechną - jako dziewięciolatek - ukończył w Węglewie, a do gimnazjum został wysłany do Ostrowa (wówczas Ostrowo, obecnie Ostrów Wielkopolski). Tam spędził trzy lata (1894-1897). Następnie trafił do gimnazjum w Gnieźnie, gdzie w szkolnej ławie przesiedział aż dziewięć lat! (1897 - 1906). Zamiast pilnie wkuwać wiedzę po niemiecku, wolał sam nauczać i rozpowszechniać polskie elementarze w podgnieźnieńskich wioskach. Najczęściej w Kędzierzynie. Zaangażował się także w działalność w tajnym Towarzystwie Tomasza Zena (TTZ). Nauczanie wiejskich dzieci i młodzieży tak odciągnęło go od zajęć szkolnych, że w gnieźnieńskim gimnazjum posiedział o trzy lata dłużej - trzy klasy powtarzając pod rząd. Wręcz fatalnie dla Józefa skończyła się konspiracja w TTZ, bo na pół roku przed maturą został wyrzucony ze szkoły. Świadectwo dojrzałości uzyskał następnego roku (w lutym 1907) w poznańskim gimnazjum Wiktorii Augusty.

Wiele czasu poświęcił też na działalność w abstynenckim stowarzyszeniu „Eleusis". Ten okres nauki zajął mu aż trzynaście lat! Mając wreszcie upragnioną maturę w kieszeni, wyruszył do Wrocławia i w roku 1907 podjął studia na wydziale lekarskim. Natychmiast też nawiązał współpracę ze śląską młodzieżą akademicką, kontynuując działalność w tajnym ruchu abstynenckim pod nazwą Związek Akademików Abstynentów. Dla tej organizacji założył, redagował i wydawał na własny koszt - przez trzy lata - miesięcznik „Świt" (1908-1910). Gdy zabrakło funduszy, czasopismo połączono z „Miesięcznikiem dla popierania ruchu wstrzemięźliwości". Pod nazwą „Świt" nowy miesięcznik rozchodził się we wszystkich zaborach. Kostrzewski jednak zrezygnował z kierowania redakcją, aby nie narażać się władzom. Wydawanie gazety powierzył Janowi Całce. Inną formą walki z germanizacją polskiej młodzieży, jaką zaczął stosować Kostrzewski, było organizowanie przez niego wycieczek krajoznawczych do miejsc pamięci narodowej i przyrodniczych. Wycieczki nie były kosztowne, bo uczestnicy otrzymywali bezpłatne wyżywienie i noclegi we dworach, na plebaniach, u zamożniejszych gospodarzy, a często u rodziców. Jednym z takich punktów był dom w Węglewie.

Niestety, marzenia o zdobyciu zawodu lekarza spełzły na niczym. Gdy 12 stycznia 1909 r. wziął udział w tajnym międzydzielnicowym zjeździe młodzieży filomackiej w Warszawie, wszystkich uczestników aresztowała tajna policja carska Ochrana. Kostrzewski wówczas przesiedział pięć i pół tygodnia w więzieniu śledczym. Wolność odzyskał, gdy naczelnikowi więzienia Nazarewowi i prowadzącym śledztwo żandarmom dał łapówkę. To i inne wydarzenia uniemożliwiły zaliczenie wymaganych na drugim roku medycyny ćwiczeń z anatomii. Tak zakończył studia na uniwersytecie we Wrocławiu.

Teraz wybrał prehistorię i wyjechał do Krakowa. Na Uniwersytecie Jagiellońskim zaczął studia humanistyczne (1909). W 1910 znalazł się w Londynie, gdzie kontynuował naukę w British Museum, a w lecie 1911 w Berlinie jako student profesora Gustafa Kossinny. W roku 1912 przeprowadził pierwsze własne prace wykopaliskowe w Siedleminie kolo Jarocina. Pierwszą pracę naukową „Wielkopolska w czasach przedhistorycznych" wydał w roku 1914. W tym samym roku doktoryzował się na podstawie rozprawy „Die ostgermanische Kultur der Spatlatenezeit". Od tej pory rozpoczęło się pełne sukcesów życie tego wspaniałego naukowca. W kwietniu 1914 został drugim konserwatorem muzeum Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk im. Mielżyńskich . Dwa lata później założył Towarzystwo Muzealne w Poznaniu i współorganizował Towarzystwo Wykładów Naukowych. Habilitował się w roku 1918 na Uniwersytecie Lwowskim. W listopadzie tego roku został sekretarzem Komisji Uniwersyteckiej, dzięki której powołano Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Poznańskiego. Kierownikiem seminarium i profesorem zwyczajnym prehistorii został w maj 1920 r. Kierował też działem archeologicznym Muzeum Wielkopolskiego. Z inicjatywy profesora Kostrzewskiego, w Poznaniu powstało Polskie Towarzystwo Prehistoryczne oraz organ prasowy „Przegląd Archeologiczny". W styczniu 1922 profesorowi powierzono przedstawicielstwo Polski w Międzynarodowym Instytucie Antropologii w Paryżu, a do lutego 1923 zaczął pełnić funkcję dyrektora Muzeum im. Mielżyńskich, którego zbiory dzięki jego staraniom w kwietniu następnego roku włączono do działu prehistorycznego Muzeum Wielkopolskiego.

Profesor Józef Kostrzewski był znanym, o ugruntowanej pozycji społecznikiem i działaczem politycznym. Na uniwersytecie w Poznaniu, jako kurator, nadzorował Akademicką Gromadę Harcerską, Koło Studentów Prehistoryków, Stowarzyszenie Filomati Posnaniensis oraz Akademickie Koło Gnieźnian, Rawiczan i Ostrowian. Szczególnie dał się poznać jako wybitny działacz w Zarządzie Wojewódzkim Związku Harcerstwa Polskiego. Jako endek prowadził szeroką działalność polityczną, zwłaszcza głośno występował o prawa Polski do Gdańska i poprawę losu Polaków w Niemczech. W 1928 r. wszedł w skład endeckiego komitetu wyborczego na województwo poznańskie. W 1930 sygnował list pięćdziesięciu profesorów w sprawie brzeskiej, gdy władze wytoczyły proces i skazały na uwięzienie w twierdzy brzeskiej przywódców opozycji parlamentarnej - Centrolewu. Nadszedł tragiczny wrzesień 1939 r. Hitlerowcy natychmiast po zajęciu Poznania rozpoczęli intensywne poszukiwania profesora. Mieli z nim „stare" porachunki za szerzenie polskości i ostrą polemikę z nazistowską prehistorią niemiecką. A on, ścigany przez gestapo, wraz z rodziną schronił się w Małopolsce. Pod przybranym nazwiskiem Edmund Bogdajewicz, pracował fizycznie w Burzynie, Klemensówce i Kolanku. Uczył także na tajnych kompletach dzieci wiejskie i... pracował naukowo. Materialnej pomocy udzielali mu wówczas niektórzy uczniowie oraz grono przyjaciół. Niestety, rodzina Kostrzewskich nie przeżyła wojny w komplecie, bowiem w 1941 r. w Oświęcimiu został zamordowany syn profesora Przemysław.

Z wojennej poniewierki do Poznania powrócił w marcu 1945 r. i natychmiast podjął prace w Muzeum Archeologicznym oraz Instytucie Prehistorycznym Uniwersytetu Poznańskiego. Obie instytucje właściwie nie istniały, toteż organizował je od podstaw. Dzięki jego inicjatywie zaczął się ukazywać od 1950 r. rocznik Muzeum Archeologicznego w Poznaniu - Fontes Praehistorici", który do dziś ukazuje się jako „Fontes Archaeologici Posnanienses". W nowej rzeczywistości politycznej, mimo tak wielu zasług i sław, przedwojennego endeka raczej zaufaniem nie darzono. Na przymusową emeryturę został przeniesiony 30 października 1950 r. Zachował jedynie stanowisko dyrektora Muzeum Archeologicznego i możliwość wykładów uniwersyteckich do roku 1953. Dopiero nadeszła „odwilż" gomółkowa, 1 października 1956 r. profesor wrócił na uniwersytet. Powierzono mu kierownictwo Katedry Antropologii Polski Uniwersytetu Adama Mickiewicza. A w 1957 dostał nominację na członka rzeczywistego Polskiej Akademii Nauk. Pełnił też funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Prehistorycznego (później Polskiego Towarzystwa Archeologicznego). W latach 1953 - 1956 był prezesem honorowym towarzystwa. Przewodniczył także Komisji Archeologicznej Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (PTPN). Ponadto był członkiem i przewodniczącym Rady Naukowej Instytutu Historii Kultury Materialnej Polskiej Akademii Nauk, członkiem Wydziału Nauk Społecznych PTPN oraz członkiem Instytutu Zachodniego. W październiku 1969 r. przeszedł na zasłużoną emeryturę, a nieco wcześniej zrezygnował z pracy w Muzeum Archeologicznym.

Zmarł 19 października 1969 r. w Poznaniu - Strzeszynku. Spoczywa na cmentarzu w Krzyżownikach. Zmarłego uczczono wydaniem pięciu ksiąg pamiątkowych.

Profesor Józef Kostrzewski stworzył tzw. Poznańską szkołę prehistoryczną. Zwłaszcza imponujący jest jego dorobek naukowy. Składa się z jedenastu syntez i monografii oraz kilkuset artykułów i recenzji. Prowadził też liczne prace wykopaliskowe, z których największą sławę przyniosły mu te w Biskupinie (od 1934), w Gnieźnie (od 1936) i Poznaniu (od 1938). W 1934 r. wspólnie z księdzem Franciszkiem Wawrzyniakiem, w Dziekanowicach odkrył cmentarzysko ludności kultury pomorskiej. Szczególnie skoncentrował się na genezie rozwoju kultur: łużyckiej, wschodnio-pomorskiej, przeworskiej i oksywskiej, które według profesora ewoluowały w kulturę prapolską.

Opracował Tadeusz Panowicz



Literatura:

1. „Fontes Archaeologici Posnanienses" - Poznań 1970 (wyd. 1972)
2. Józef Kostrzewski, „Z mego życia (pamiętnik) „ - Wrocław 1970
3. „Wielkopolski słownik biograficzny" - Warszawa - Poznań 1981
4. „Brzask" - jednodniówka 1948
5. Marian Paluszkiewicz, Jerzy Szews, „Słownik biograficzny członków tajnych towarzystw gimnazjalnych w Wielkim Księstwie Poznańskim 1850-1918" - Poznań 2000.
linia-z-ksiazka-zielen

Aleksander Henryk Lewandowski

1. Lewandowski

Aleksander Henryk Lewandowski, fot. ze zbiorów Lecha i Krystyny Lewandowskich

Aleksander Henryk Lewandowski urodził się 4 lutego 1900 r. w miejscowości Wola Stanomińska (pow. inowrocławski) jako czwarte dziecko Józefa i Michaliny z domu Lewandowskiej. W latach 1906 -1914 uczęszczał do szkoły powszechnej w Gniewkowie. W 1915 r. rozpoczął naukę w Szkole Budowy Maszyn w Bydgoszczy, którą ukończył 26.06.1918 r. W 1916 r. został członkiem Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej w Gniewkowie.

W grudniu 1918 r. jako ochotnik przyłączył się do Powstania Wielkopolskiego. W dniach od 4 do 5 stycznia 1919 r. z bronią w ręku walczył o Inowrocław. 4.02.1919 r. wstąpił do 5. Pułku Strzelców Wielkopolskich w Inowrocławiu. W jego szeregach brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. W latach 1922-1924 był słuchaczem Pierwszego Kursu Oficerskiej Szkoły dla Podoficerów w Bydgoszczy, którą ukończył w stopniu podporucznika. Następnie został skierowany do jednostki wojskowej w Biedrusku pod Poznaniem, gdzie pełnił funkcję dowódcy plutonu ciężkich karabinów maszynowych. W 1928 r. został odznaczony Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918-1921 oraz Medalem Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości. W połowie stycznia 1930 r. rozpoczął służbę w koszarach 12. Pułku Piechoty w Wadowicach.

3.06.1930 r. w kościele pw. św. Michała Archanioła w Pobiedziskach zawarł związek małżeński z Ireną Perlikiewicz. Wraz z żoną zamieszkał w Wadowicach przy ul. Mickiewicza 35. Awans na porucznika w korpusie oficerów piechoty, ze starszeństwem od 31.08.1926 r., otrzymał 31.12. 1934 r. We wrześniu 1937 r. odkomenderowano go do służby w 7. Szpitalu Okręgowym w Poznaniu. 19.03.1938 r. został mianowany przez prezydenta Ignacego Mościckiego kapitanem w korpusie oficerów administracji. W tym samym roku za długoletnią służbę otrzymał brązowy medal, a w lutym 1939 r. – srebrny. Zgodnie z informacjami zawartymi w Roczniku oficerskim z marca 1939 r. pełnił funkcję dowódcy plutonu gospodarczego 7. Szpitala Okręgowego i jednocześnie należał do kadry zapasowej 7. batalionu sanitarnego jako dowódca I plutonu.

2. Patent

Patent oficerski, potwierdzający nominację A.H. Lewandowskiego na porucznika, podpisany przez Józefa Piłsudskiego, 31.12.1934 r., ze zbiorów Lecha i Krystyny Lewandowskich

3. Lewandowski

W czasie służby wojskowej, ze zbiorów Lecha i Krystyny Lewandowskich

Pod koniec sierpnia 1939 r. wraz z pracownikami szpitala został ewakuowany na tereny wschodniej Polski. We wrześniu znalazł się w miejscowości Równe na Wołyniu. W niewyjaśnionych do dziś okolicznościach dostał się do niewoli sowieckiej i przetrzymywany był w obozie jenieckim w Kozielsku. Stamtąd 29.11.1939 r. napisał do żony list, który dotarł do Pobiedzisk w styczniu 1940 r.

Został zamordowany strzałem w tył głowy w Lesie Katyńskim. Jego nazwisko figuruje na liście wywozowej NKWD z Kozielska nr 040/3 z 20 kwietnia 1940 r. pod nr. 84. W czasie ekshumacji przeprowadzonej w kwietniu 1943 r. przez międzynarodową komisję został zidentyfikowany i oznaczony numerem AM 924. Odnaleziono przy nim legitymację oficerską, wizytówkę i pocztówkę.

Decyzją Ministra Obrony Narodowej Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 5 października 2007 r. został mianowany pośmiertnie na stopień majora Wojska Polskiego.

Nazwisko Aleksandra Henryka Lewandowskiego uwiecznione jest na tabliczkach pamiątkowych na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu, w Kaplicy Katyńskiej w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie, w kościele pw. Matki Boskiej w Gdyni, w kaplicy przy kościele Dominikanów w Poznaniu oraz na Krzyżu Katyńskim w Pobiedziskach. Na mocy Uchwały Rady Miejskiej w Pobiedziskach od 1996 r. jedna z ulic w mieście nosi nazwę ul. Kapitana Lewandowskiego, a w 2013 r. w Murowanej Goślinie uczczono jego pamięć poprzez posadzenie symbolicznego dębu.

Opracowała Anna Migdałek

4. Lewandowski z żoną
6. Lewandowski - tabliczka

Tabliczka epitafijna na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu, ze zbiorów Lecha i Krystyny Lewandowskich

7. Goniec krakowski 15.05.1943 Lewandowski H.

Lista polskich oficerów zamordowanych w Katyniu, zamieszczona na łamach Gońca Krakowskiego z 15.05.1943 r. Pod numerem 895 nazwisko Aleksandra Henryka Lewandowskiego

linia-z-ksiazka-zielen

Teofil Lorkiewicz

TEOFIL LORKIEWICZ ( 1885-1944) - leśnik, powstaniec wielkopolski, organizator służby leśnej, konspiracyjny Szef Leśnictwa podczas okupacji hitlerowskiej..

Urodził się w Pobiedziskach 1 marca 1885 r. w rodzinie mistrza krawieckiego Juliana i Anny z Kuczyków. W Pobiedziskach ukończył szkołę ludową, a na dalszą naukę udał się do Gniezna. Było to gimnazjum pruskie, ale większość jedno uczniów stanowili Polacy. Teofil duszę miał rogatą, toteż nie poprzestał na wkuwaniu zadanych lekcji. W 1903 r. - jako współzałożyciel rozpoczął działalność w gimnazjalnym Towarzystwie Tomasza Zana (TTZ). W tej zakonspirowanej organizacji samokształceniowej doskonalono język polski, poznawano literaturę i historię ojczystą, a nade wszystko wpajano patriotyzm.

Gnieźnieńska policja pruska jednak nie próżnowała i tetezetowcy zostali wykryci. Posypały się wyroki. Jedni trafili do więzienia, inni zapłacili wysokie grzywny, kilku wyrzucono za szkoły. Jednym z wyrzuconych był Teofil. Świadczy o tym wykaz maturzystów, zamieszczony w jednodniówce „Brzask" wydanej w 1948 r. z okazji 85-lecia szkoły (obecnie nosi imię Bolesława Chrobrego). Mimo szykan nadal działał w TTZ, nawet podczas studiów w Akademii Leśnej w Tharandt koło Drezna. Trafił tam, bowiem w tej uczelni nie wymagano świadectwa dojrzałości. W latach 1907-1910 był członkiem zarządu TTZ. Ukończywszy w 1910 r. akademię - już jako wykształcony leśnik, odbył krótką praktykę w Czerniejewie (wówczas prywatny kompleks lasów w ordynacji Skórzewskich), następnie w Chlewiskach (w Kieleckiem). Pełnił wtedy również funkcję członka pierwszej Rady Nadzorczej Polskiej Agencji „Paged" w Warszawie. Kolejnym miejscem pracy Lorkiewicza, ale już na stanowisku nadleśniczego, były lasy w ordynacji Kwilcz (własność rodziny Kwileckich). Gdy w Wielkopolsce wybuchło powstanie (1918-1919), wziął w nim czynny udział. Niestety nie udało się ustalić, gdzie i w jakim charakterze.

W niepodległej Polsce, jako ceniony fachowiec - a takich w owym czasie wśród Polaków było niewielu - zaczął robić karierę. W 1919 r. przejął po Niemcach nadleśnictwo w Sierakowie, skąd skierowano go do Gdańska w celu zorganizowania tamtejszej Dyrekcji Lasów Państwowych. Został jej dyrektorem. Od roku 1925 pełnił funkcję dyrektora okręgu toruńskiego, a od 1931 okręgu poznańskiego. Na tej posadzie pozostał do wybuchu wojny w 1939 r. Po napaści hitlerowców na Polskę, nie czekając na wysiedlenie, przeniósł się do Warszawy. Tu szybko nawiązał kontakt z polskim podziemiem i otrzymał bardzo odpowiedzialne zadanie. Pierwszy delegat rządu emigracyjnego Cyryl Ratajski (1875-1942, prawnik, działacz polityczny, prezydent miasta Poznania), powołał Lorkiewicza na Szefa Leśnictwa w ekspozyturze krajowej. Znów wykazał się niespożytą energią. Pod pseudonimem „Sosnowski" przystąpił do organizowania sieci placówek oporu, zwłaszcza konspiracyjnej Pady Głównej Leśnictwa (został jej kierownikiem), która wkrótce przekształciła się w Radę główną Cywilnego Ruchu Oporu Leśników. Jej członkowie działali na terenie całego okupowanego kraju, stale współpracując z wojskowym i politycznym podziemiem bez względu na przynależność. Ponadto prowadzono sabotaż ekonomiczny, dywersję, udzielano pomocy i schronienia oddziałom partyzantki oraz ludności cywilnej. Przede wszystkim sabotowano niemiecką administrację leśną prowadzoną rabunkowy wyrąb polskich lasów, chroniąc drzewostan przed totalną dewastacją. Tego typu działalność pochłaniała wiele ofiar wśród leśników, toteż Lorkiewicz przewidując jej skutki, już na początku wojny powołał Komisję Samoobrony Koleżeńskiej, która istniała do wybuchu powstania warszawskiego. Do dziś nie udało się ustalić, co skłoniło tego doświadczonego konspiratora, że w lipcu 1994 r. kiedy wojska sowieckie podeszły pod Warszawę, postanowił nawiązać kontakt z ich dowództwem aby ujawnić kierowaną przez siebie organizację. W tym celu udał się do Warszawy ( z czasowego miejsca pobytu we wsi Otrębusy koło Pruszkowa). Poczynania Lorkiewicza spełzły na niczym, bowiem 1. sierpnia zaskoczył go wybuch powstania.

Następne godziny okazały się tragiczne. Trzeciego dnia powstania do mieszkania przy ulicy Marszałkowskiej 9, w którym przebywał u swoich szwagrów - Antoniego i Leona Czekay, wtargnęli gestapowcy. Wszystkich aresztowano i prawdopodobni jeszcze tego samego dnia całą trójkę rozstrzelano w hitlerowskiej katowni przy alei Szucha. Niestety, nie jest znane miejsce ich pochówku. Po tej tragedii podejrzewano, że aresztowanie, było wynikiem donosu kogoś kto znał zamiary Lorkiewicza i w jego nierozważnym postępowaniu zwietrzył zdradę.

W 80. rocznicę powstania Lasów Państwowych, w lipcu 2004 r., czerniejewscy leśnicy przed swoją siedzibą ustawili kamień pamiątkowy, a na przytwierdzonej do niego tablicy umieścili napis: „Pamięci wybitnego leśnika tej ziemi Teofila Lorkiewicza 1985-1944 Dyrektora DLP w Poznaniu. Leśnicy z Nadleśnictwa Czerniejewo".

W 1911 r. wziął ślub z Marią Kantecką. Owdowiał w roku 1932. W 1942 ożenił się ponownie z Ireną Czekay. Z tego związku urodził się syn Roman (prawnik).

Opracował Tadeusz Panowicz



Literatura:

1. Marian Paluszkiewicz, Jerzy Szews, „Słownik biograficzny członków tajnych towarzystw gimnazjalnych w Wielkim Księstwie Poznańskim 1850-1918" - Poznań 2000.
2. „Leśnictwo polskie w okresie drugiej wojny światowej" - Warszawa 1967
3. „Polski słownik biograficzny", t. 1-39 - Kraków 1935-1999.
4. Józef Kostrzewski, „Z mego życia. Pamiętnik" - Wrocław 1970.
5. „Encyklopedia leśna" - Warszawa 1980.

Foto:
1. Teofil Lorkiewicz - fotografia z 1920 roku
2. Teofil Lorkiewicz - fotografia z 1935 roku
linia-z-ksiazka-zielen

Jan Mikołajewski

1.Jan Mikołajewski, ze zbiorów Radosława Wiśniewskiego i Tomasza Rybarczyka 1_

Jan Mikołajewski (1914 - 1940)

Jan Mikołajewski urodził się 27 kwietnia 1914 roku w Dębogórze, w gminie Czerwonak. Był piątym, najmłodszym dzieckiem w rodzinie Mikołaja i Marianny z domu Kubiak. Jak to dawniej bywało najstarszy syn, brat Jana, otrzymał od rodziców gospodarstwo. Kolejne dziecko – córka wydana została za młynarza. Młyn stał między Kobylnicą a Wierzenicą. Obecnie jest w Skansenie w Dziekanowicach. Następne dwie siostry były bliźniaczkami. Anna wyjechała po II wojnie światowej do męża do Australii, a Joanna w historii Jana jest nader ważna. To w jej i jej męża domu w Promienku przechowywany był mundur podchorążego Mikołajewskiego. Jan, przyszły podoficer, jako nastolatek bywał często w Promienku w domu swojej siostry.

Jan Mikołajewski uczęszczał do szkoły wydziałowej w Pobiedziskach, w 1929 r. ukończył naukę w Prywatnym Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Następnie uczęszczał do Seminarium Nauczycielskiego Męskiego w Rogoźnie. Ukończył je w 1934 roku.

Wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie. 1 października 1938 mianowany został do stopnia podporucznika ze starszeństwem. W Korpusie Oficerów Piechoty wpisany był na 57-mejlokacie. W 1939 został dowódcą plutonu w II batalionie 65 Starogardzkiego Pułku Piechoty. Jego oddział stacjonował w Gniewie. W czasie Kampanii wrześniowej walczył między innymi w okolicach Łowicza.

Jako podporucznik piechoty Wojska Polskiego został zamordowany w roku 1940 w Charkowie, jako jedna z ofiar zbrodni katyńskiej. Na liście NKWD jego nazwisko widniało pod pozycją 2104. Obecnie spoczywa na Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie na tak zwanych Piatichatkach.

W czasie II wojny światowej mundur podchorążego przechowywany był w Promienku.

Niestety uratowała się wyłącznie klamra od historycznego munduru. Pas był parciany nie wytrzymał próby czasu. Z rodzinnych przekazów wiadomo, że mundur podchorążego zabrali w roku 1945 Sowieci.

W 2007 decyzją Ministra Obrony Narodowej mianowany pośmiertnie do stopnia porucznika. Krewni Jana Mikołajewskiego mieszkają obecnie między innymi w Pobiedziskach.

 

2.Świadectwo szkolne Jana Mikołajewskiego,

Świadectwo szkolne Jana Mikołajewskiego

3PPORJ~1

Ppor. Jan Mikołajewski w historycznym mundurze z czasów Powstania Listopadowego na tle zespołu pomnikowego z rzeźbą gen. Józefa Chłopickiego, dyktatora Powstania Listopadowego, na terenie Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie

Źródła:

  1. Materiały przekazane przez Tomasza Rybarczyka i Radosława Wiśniewskiego
  2. https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Miko%C5%82ajewski
  3. Bogajewicz Wojciech “Mieszkańcy województwa poznańskiego - ofiary ludobójstwa katyńskiego”

 

Zdjęcia z archiwum Radosława Wiśniewskiego i Tomasza Rybarczyka

4.Kartka pocztowa ze Starobielska adresowana do ojca Mikołaja, Dębogóra poczta Kobylnica

Kartka pocztowa ze Starobielska adresowana do ojca Mikołaja, Dębogóra poczta Kobylnica

5.Zdjęcie z wesela brata Teofila 1937r. Jan w ostatnim rzędzie, szósty od prawej. Obok pana młodego jego matka Marianna i ojciec Mikołaj, siostra Joanna z lewej w środkowym rzędzie tuż obok jej mąż Teofil

Zdjęcie z wesela brata Teofila 1937 r. Jan w ostatnim rzędzie, szósty od prawej. Obok pana młodego jego matka Marianna i ojciec Mikołaj, siostra Joanna z lewej w środkowym rzędzie tuż obok jej mąż Teofil.

6.Awers klamry od pasa od munduru Jana Mikołajewskiego Szkoła Podchorążych Piechoty w Komorowie

Awers klamry od pasa  od munduru  Jana Mikołajewskiego  Szkoła Podchorążych Piechoty w Komorowie

7.Rewers klamry od pasa od munduru Jana Mikołajewskiego Szkoła Podchorążych Piechoty w Komorowie

Rewers klamry od pasa  od munduru  Jana Mikołajewskiego  Szkoła Podchorążych Piechoty w Komorowie

linia-z-ksiazka-zielen

ks. Ewaryst Nawrowski

KS. EWARYST NAWROWSKI (1875-1948) - wybitny społecznik, historyk, kolekcjoner, bibliofil, literat, poeta.

Urodził się 8 sierpnia 1875 r. w Pobiedziskach, w rodzinie sekretarza sądowego Albina i Antoniny z Nałęcz-Jeleniewskich. Ojciec od dziecka wpajał mu idee patriotyczne, bo sam przed laty brał udział w powstaniu styczniowym (1863). Edukację rozpoczął w domu rodzinnym, a na dalsze zdobywanie wiedzy rodzice wysłali go do gimnazjum w Śremie. Ale świadectwo dojrzałości (wraz z odznaczeniem) uzyskał 9 marca 1896 r. w Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Wybrał stan duchowny i wstąpił do poznańskiego Seminarium Duchownego, gdzie w latach 1896-1898 studiował na wydziale filozoficzno-teologicznym. Praktykę odbył w Seminarium Duchownym w Gnieźnie (1898-1899), gdzie 12 listopada 1899 r. przyjął święcenia kapłańskie.

Pracę duszpasterską rozpoczął w Trzemesznie (1899-1900), skąd na krótko został przeniesiony do Płonkowa, a 1 grudnia 1900 r. znalazł się w Ostrowie (obecnie Ostrów Wielkopolski). Następnie zarządzał parafiami: w Lewkowie (1904-1908), w Wójcinie (1908-1914), w Wągrowcu (1914-1918) i Mądrem pod Środą Wielkopolską (1918-1930). W roku 1930 został proboszczem w Zaniemyślu, gdzie przed wybuchem wojny z Niemcami piastował funkcję inspektora nauki religii w szkołach powszechnych. Po zajęciu Zaniemyśla hitlerowcy zarekwirowali plebanię, a proboszczowi pozostawili tylko jeden pokój. Ale i ten „przywilej" cofnięto i 16 kwietnia 1941 r. został uwięziony. Najpierw trafił do poznańskiego Fortu VII, następnie do więzienia w Bojanowie, gdzie przesiedział do lutego 1942 r. Po wyjściu na wolność nie miał dokąd wracać. Wysiedlony do Generalnej Guberni, dach nad głową znalazł u franciszkanów w Krakowie, skąd dopiero w kwietniu 1945 r. powrócił do Zaniemyśla. Powrót okazał się szczęśliwy, bowiem wkrótce uzyskał godność dziekana średzkiego. Okres wojny odcisnął jednak swoje piętno. Ksiądz coraz częściej chorował. Leczył się w szpitalu sióstr miłosierdzia w Środzie Wielkopolskiej, gdzie zmarł 19 września 1948 r. Spoczywa na cmentarzu w Zaniemyślu.

Z działalnością społeczną zetknął się już podczas pracy w Ostrowie. Wówczas piastował funkcję patrona miejscowego koła Katolickiego Towarzystwa Robotników Polskich. Później, wszędzie dokąd trafił, dał się poznać jako człowiek czynu. Na przykład w Wójcinie podjął się budowy nowego kościoła, jednocześnie angażując się w pracę społeczną w stowarzyszeniach religijnych i organizacjach narodowych, W marcu 1909 r. w Strzelnie przewodniczył na wiecu wyborczym. Współpracował także z Towarzystwem Czytelni Ludowych, dla którego w 1913 r. w Strzelnie wygłosił odczyt o księciu Józefie Poniatowskim z okazji jego setnej rocznicy śmierci. W parafii w Wągrowcu organizował zbiórki pieniędzy dla Komitetu Pomocy Ludności Królestwa Polskiego. Zaangażowanie księdza wikarego wówczas doceniono i w innych organizacjach, zwłaszcza w Komitecie Towarzystwa Naukowej Pomocy im. Karola Marcinkowskiego na powiat wągrowiecki, w którym od 6 marca 1917 r. zaczął pełnić funkcję wiceprezesa. W październiku tego roku, podczas obchodów kościuszkowskich, w Wągrowcu wygłosił płomienne kazanie. Odnotował je „Dziennik Poznański". Dziennikarz tej gazety napisał między innymi : „(…) kazanie, którego nikt nie zapomni, bo w języku skargowskim rozwijał świetne myśli, porywając dusze w zaświaty". Żyłkę doskonałego organizatora ponownie ujawnił 25 listopada 1917 r. podczas trzechsetnej rocznicy jubileuszowych obchodów Towarzystwa św. Wincentego w Wągrowcu.

Był człowiekiem niezwykle wrażliwym na krzywdę ludzką. Znany był z tego, że często pomagał miejscowym biedakom. Między innymi zaopiekował się rodziną pisarza Stanisława Przybyszewskiego - matką (Dorotą z Grąbczewskich) i chorym bratem. Swoją szczodrość i ogromne serce pokazał podczas wojny światowej, kiedy w Wągrowcu pomagał młodzieży, starcom i rodzinom żołnierzy przebywających na froncie. W tym celu sprowadził nawet siostry szarytki do domu sierot i ochronki. Wszędzie było go pełno. Jesienią i w zimie organizował tak zwane wieczory oświatowe, prowadząc wykłady i pogadanki, a dla inteligencji i kupców wygłaszał specjalne kazania. Ta jego „nadgorliwość" powodowała częste zatargi z władzami pruskimi, dlatego odmówiono mu zatwierdzenia na kanoniczne (zgodnie z prawem kościelnym) objęcie probostw w Wągrowcu i Wójcinie. Był to główny powód, aby po uroczystym pożegnaniu parafian w Wągrowcu, w maju 1918 r. odejść do Mądrego koło Środy Wielkopolskiej. Tu kontynuował działalność rozpoczętą w poprzedniej parafii. Na Ziemi Średzkiej szybko zyskał uznanie, a nawet został prezesem oświatowym Towarzystwa Czytelni Ludowych w tym regionie. Już w wolnej Polsce, w 1919 r., w Środzie Wielkopolskiej wygłosił wykład patriotyczny podczas uroczystości 3 Maja. Nie przerwał także działalności charytatywnej - tym razem jako członka komitetu powiatowego ogólnopolskiej akcji pod nazwą „Ratujmy Dzieci".

W lipcu 1928 r. ksiądz Nawrowski poprosił władze archidiecezji o przydział na beneficjum (w kościele katolickim stanowisko lub urząd, z którym są związane dochody) w Lusowie koło Buku. Prośbę uzasadnił potrzebą poświęcenia się pracy literackiej. Z podobną prośbą wystąpił, kiedy już był proboszczem w Zaniemyślu - tym razem o parafię Biezdrowo koło Wronek. Wówczas swoją decyzję uzasadnił w następujący sposób: „Przez całe życie kapłańskie miałem kłopoty materialne. Po wczesnym zgonie ojca wychowałem rodzeństwo. Te kłopoty i troski jeszcze dziś mnie gnębią". Niestety żadnego z podań nie załatwiono pozytywnie.

Prócz duszpasterstwa i pracy społecznej ksiądz Ewaryst miał jeszcze inne zainteresowania. Szczególnie pociągała go historia (własne badania w tej dziedzinie konsultował ze znanym historykiem krakowskim Michałem Bobrzańskim) i twórczość literacka - przede wszystkim poezja. Jako historyk - amator gruntownie przebadał archiwa parafii, w których pracował. Wyniki tych poszukiwań zaowocowały wieloma pracami. Godne poznania są: „Z historii kościoła farnego w Wągrowcu" w „Przewodniku Katolickim 24 (1918) nr 3, „Zaniemyśl. Jego przeszłość i jego piękno" - Poznań 1927, „Ksiądz Karol Antoniewicz" w „Przewodniku Katolickim" 33 (1927) nr 48, „Jenerał Bem" w „Wiadomościach dla Duchowieństwa" 15 (1928), „Zapomniany misjonarz polski O. Maksymilian Ryłło T.J." w „Przewodniku Katolickim" 34 (1928) nr 38.

Prawdziwą sławę przyniosła mu twórczość poetycka. Był niezwykle wrażliwy na piękno przyrody, którą poznawał w sposób wręcz mistyczny. Jako liryk, w swoich wierszach odtworzył przebogaty świat idei i wartości. Intrygowała go tajemnica ludzkiego serca, ludzkich miłości i przyjaźni, dokonująca się skutkiem działania sił boskich. Swoje opisy przyrody ubogacał obserwacjami dokonywanymi podczas licznych podróży. A zwiedził sporo: między innymi Kraków, Tatry, Kaszuby, Bawarię, Drezno, Rzym. Oto zbiory jego wierszy :Poezje" - Kraków 1904, „Przez złotolistny gaj. Nowe poezje" - Poznań 1912, „Ku blaskom. Poezje" - Poznań 1920, „Nasza Pani" - Poznań 1927, „Pieśni do Matki Boskiej Częstochowskiej"(z muzyką Feliksa Nowowiejskiego) - Poznań 1936. Parał się również prozą, o czym świadczą choćby takie utwory jak: „Mała Nelli"- Poznań 1913 i 1927 oraz „ Z roku życia. Pamiętnik" - Poznań 1919.

Twórczość literacką księdza Nawrowskiego docenili zarówno czytelnicy jak i krytycy. Często więc bywał honorowany przez stowarzyszenia literackie i wydawnicze. Jako jeden z trzech wielkopolskich księży (poza Nikodemem Cieszyńskim i Ignacym Posadzym) należał do Związku Zawodowego Literatów Polskich w Poznaniu 9 (od 1924). W związku z tym utrzymywał rozległe kontakty z ludźmi środowisk kultury i sztuki. W 1929 r. poznański oddział Związku Literatów polskich urządził mu jubileusz 25-lecia pracy pisarskiej, a Towarzystwo Przyjaciół Książki z okazji 10-lecia Oddziału Śląskiego, opublikowało bibliofilskie wydanie jego wiersza „Białe kruki", dołączając krótki życiorys autora - pióra F. Germana. Wiersze księdza Nawrowskiego często zamieszczano w antologiach i w prasie całego kraju - szczególnie na Śląsku.

Ten wrażliwy człowiek bardzo kochał otaczającą go przyrodę. W każdej parafii, w której pracował, zakładał wzbudzające podziw ogrody warzywne, kwiatowe i sady. Ponadto, jako wytrawny znawca, gromadził literaturę, prace naukowe, sztychy (miedzioryty, staloryty - głównie angielskie i niemieckie), monety i pasy słuckie. Swoje zbiory udostępniał historykom sztuki, numizmatykom, etnografom i innym badaczom, z którymi prowadził rozległą korespondencję. Zawierucha wojenna spowodowała, że z bogatych zbiorów księdza ocalała jedynie kronika wydarzeń prowadzona przez niego przez kilkadziesiąt lat, jego pamiętnik więzienny z lat okupacji oraz oryginały niektórych wierszy. A może ocalały inne zbiory?

Literatura:

1. „Elenchus" 1900-1938, 1947-1952
2. B. Żynda, „Bibliografia wydawnictw Księgarni św. Wojciecha 1895-1969 - Poznań 1970
3. A. Białobłocki, „Absolwenci Gimnazjum i Liceum Świętej Marii Magdaleny w Poznaniu 1805-1950 - Poznań 1995
4. S. Czernik, „Okolica Poetów. Wspomnienia i materiały" - Poznań 1961
5. S. Przybyszewski, „Listy" t.2 - Gdańsk 1938
6. W. Jacewicz, J. Woś, „Martyrologium polskiego duchowieństwa rzymskokatolickiego pod okupacja hitlerowską w latach 1939-1945
7. F. German, „Ks. Ewaryst Nawrowski 1875-1948 w: „Za i przeciw" 1977 nr.1
8. F. German, w: „E. Nawrowski . Białe kruki" - Katowice 1978
9. „Dziennik Poznański" 1902 nr 65; 1913 nr 274; 1915 nr 55; 1917 nr 54; 238, 277; 1918 nr 114, 291; 1919 nr 105, 220
10. „Kurier Literacko - Naukowy" 1939 nr 21
11. „ Miesięcznik Kościelny Archidiecezji Poznańskiej" 1949
12. „ Przewodnik katolicki" 1924 nr 24, 50; 1929 nr 20
13. J.Walkusz „Twórczość pamiętnikarsko - wspomnieniowa duchowieństwa Pomorza i Wielkopolski w XIX i XX wieku" w: „Roczniki Teologiczne" 44 (1997) z.4
14. „Księża społecznicy w Wielkopolsce 1894 - 1919. Słownik biograficzny - Gniezno 2007
linia-z-ksiazka-zielen

Antoni Palluth

Antoni Palluth - 1900-1944.
Inżynier, konstruktor repliki "Enigmy"

Dermot Turing w swojej książce “XYZ prawdziwa historia złamania szyfru Enigmy” na pierwszym miejscu Dramatis presonae podaje Antoniego Pallutha jako Polaka, który “brał udział w pierwszym ataku na szyfr Enigmy”. Niestety nazwisko tego wielkiego człowieka, nie jest tak znane jak trójki  poznańskich matematyków: Rajewski, Różycki, Zygalski. Właśnie ci Polacy są znani na całym jako genialni matematycy, którzy dzięki złamaniu kodu Enigmy, wpłynęli na historię dwudziestego wieku. Za tym sukcesem stał, między innymi, Antoni Palluth. Dzięki pracy kryptologów polskich, a później także brytyjskich z Bletchley Park, pod koniec wojny praktycznie cała korespondencja szyfrowana przy jej pomocy była odczytywana przez aliantów

Antoni Palluth

Urodzony 11 maja 1900 roku w Pobiedziskach (Pudewitz) w Prowincji Poznańskiej w ówczesnym Królestwie  Pruskim, jako syn Augustyna Pallutha, pracownika pocztowego i Katarzyny z Miecznikiewiczów. Małżonkowie, prawdopodobnie za pracą przeprowadzili się tu  z Lubinia.

Antoni Palluth dorasta w Poznaniu, gdzie ojciec obejmuje stanowisko w urzędzie pocztowym. Awans, być może wynika z faktu, że świetnie posługiwał się językiem niemieckim, syn odziedziczy po nim zdolności do języków obcych.

W tym okresie w Prusach było apogeum germanizacji, w Gimnazjum św. Marii Magdaleny, gdzie uczęszczał Palluth językiem wykładowym jest oczywiście niemiecki. Antoni świetnie opanował ten język, miał też świetny słuch i doskonale mówi w dialektach, którymi posługiwali się nauczyciele przysłani z różnych regionów Niemiec. Naukę w gimnazjum zaburzyła jednak wojna. Szkoła stała się areną propagandy sukcesu wojennego Niemiec.

Gimnazjum wiodło podwójne życie, działała tam komórka tajnego Towarzystwa Tomasza Zana. TTZ-y były uczniowskimi organizacjami samokształceniowymi, które pielęgnowały miłość do ojczyzny, obronę przed germanizacją, kształtowanie młodych ludzi, tak aby byli zdolni podjąć się walki zbrojnej, kiedy nadarzy się  taka możliwość. Nasz bohater oczywiście brał w tym udział. Należał również do skautów w drużynie im. Romualda Traugutta.

Powstanie Wielkopolskie wybuchło 27 grudnia 1918 w Poznaniu. Na Cytadeli zaczął się formować Forteczny Oddział Telegrafistów Wielkopolskich, tam pierwszy raz Antoni Palluth zetknie się z radiotelegrafem.

W styczniu 1919 roku jako ochotnik wstąpił do Kompanii Szkolnej Radiotelegraficznej, poznał tam Maksymiliana Ciężkiego. Po wyszkoleniu wyruszył w maju 1919 z I Lekką Radiostacją polską na północny front wielkopolski - brał tym samym udział  w okupacji Pomorza.

Koniec wojny, wybuch powstania, walki wyzwoleńcze, okupacja Pomorza - wszystko to przypadło na klasę maturalną. Rozpoczął edukację w gimnazjum niemieckim, zakończył w polskim, Maturę zdawał jako czynny żołnierz, znał cztery języki - niemiecki, francuski, grekę i łacinę. Po maturze planuje podjąć studia inżynierskie, ale dostał przydział do I Dywizji Jazdy.

Wiosną 1920 roku uczestniczył w wyprawie kijowskiej oraz w zagonie na Koziatyn Dywizji Jazdy. 18 grudnia 1920 roku przydzielony został do Plutonu Radiotelegraficznego Ciężkiego Nr IV, w którym pełnił obowiązki oficera stacyjnego Radiostacji Polowej Nr 28 (radiostacja należała do 2 Armii). 17 czerwca 1921 roku został przeniesiony do Kompanii Zapasowej Radiotelegraficznej 2 Batalionu Zapasowego Radiotelegraficznego, a 22 czerwca 1921 roku zwolniony z czynnej służby wojskowej i przeniesiony do rezerwy w stopniu sierżanta. Poznał w tym okresie skuteczność wywiadu radiowego..

Podjął studia na Wydziale Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej. Tam też zaangażował się w działalność społeczną w Kole Studentów Kresów Zachodnich oraz w Związku Obrony Kresów Zachodnich. Organizował wyjazdy kolonijne dla dzieci mieszkających w Niemczech, Gdańsku i na Górnym Śląsku, których celem było ograniczenie efektów germanizacji.

W tym też okresie rozwijał swoją pasję - budowanie radioodbiorników i stacji nadawczych, jest jednym z pierwszych krótkofalarzy. Posiadał już rozległą wiedzę z zakresu kryptologii.

1 czerwca 1924 roku został zatrudniony w Oddziale II Sztabu Generalnego, w charakterze specjalisty w dziale szyfrów wojskowych. Tam ponownie spotkał Maksymiliana Ciężkiego. Jednocześnie z Leonardem i Ludomirem Danielewiczami rozwijał swój talent do budowania stacji nadawczych, w niedługim czasie razem z  Edwardem Fokczyńskim założył firmę - Wytwórnia Radiotechniczna AVA. AVA rozwijała się bardzo prężnie, dzięki zamówieniom z wojska można było zatrudnić fachowców, pracować np. nad projektami miniaturyzacji sprzętu.

W 1929 Palluth  został powołany na wykładowcę tajnych kursów kryptologii wojskowej w Poznaniu, na które uczęszczali m.in. Marian Rejewski, Henryk Zygalski i Jerzy Różycki.

Obraz2

Jadwiga Palluth

Obraz3

Jerzy i Andrzej Palluth

7 czerwca 1930 roku poślubił Jadwigę Wiktorię Kessel ze Szczodrowskich, z tego związku miał dwóch synów Jerzego Edwarda i Andrzeja Antoniego.

Na początku lat trzydziestych jego fabryka się rozwinęła, produkowano tam nowoczesny sprzęt radiowy i inne skomplikowane urządzenia dla polskiego wojska. W tajemnicy budowano też maszyny, które miały działać jak Enigma. Palluth bierze udział w tajnych działaniach na terenie Europy, polegających na konserwacji i naprawach sprzętu wojskowego wyprodukowanego przez jego firmę. W 1937 roku postawiono gigantyczny maszt radiowy w placówce polskiego wywiadu w Lesie Kabackim w Pyrach pod Warszawą. Tam też wybudowano schron do którego przeniesiono zespół pracujący nad rozwikłaniem tajemnicy Enigmy. Pomimo skromnych funduszy zespół polskich kryptologów kontynuował pracę przy Enigmie, doskonaląc matematyczne metody dekryptażu i wciąż rozszyfrowując korespondencję niemiecką. Wkrótce potem w Wielkiej Brytanii w ośrodku dekryptażu w Bletchley Park pod kierunkiem Alana Turinga i w oparciu o polskie materiały rozpoczęto prace nad dekryptażem Enigmy z wykorzystaniem rozbudowanych i zmodyfikowanych bomb kryptologicznych. Po wybuchu wojny podjęto decyzję o ewakuacji ludzi i sprzętu z Pyr. Ewakuowało się do Rumunii, a stamtąd do Francji do zamku „Vignolles” w miejscowości Gretz-Armainvilliers pod Paryżem. Po kapitulacji Francji w czerwcu 1940 grupa kryptologów przeniosła się do miejscowości Uzès znajdującej się na terytorium Vichy. Palluth wraz z innymi kryptologami usiłował przedostać się do Hiszpanii, a następnie do Wielkiej Brytanii. Został ujęty przez Niemców na granicy hiszpańskiej i wywieziony wraz z Edwardem Fokczyńskim do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen nieopodal Oranienburga. W obozie pracował w zakładach Heinkla produkujących samoloty bombowe. Obaj zginęli 18 kwietnia 1944 w czasie bombardowania przez samoloty alianckie. Jego symboliczny grób znajduje się na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

 

Bibliografia:

  1. Turning D., “XYZ prawdziwa historia złamania szyfru Enigmy”, 2018
  2. Majchrowska B., “Więcej niż Enigma.Historia Antoniego Pallutha” 2020
  3. https://pl.wikipedia.org/wiki/Antoni_Palluth
  4. http://naszglospoznanski.pl/120-lat-temu-w-pobiedziskach-urodzil-sie-autor-zlamania-szyfru-enigmy/
  5. https://pl.wikipedia.org/wiki/Enigma#Polskie_prace_nad_z%C5%82amaniem_szyfru_Enigmy

 

Spis fotografii

  1. Antoni Palluth
  2. Jadwiga Palluth
  3. Jerzy i Andrzej Palluth
linia-z-ksiazka-zielen

ks. Walenty (Rudahl) Rudal

KS. WALENTY (RUDAHL) RUDAL (1827-1914) - Niemiec, który stał się Polakiem.

Niemiec z pochodzenia, już w młodości związał się z antypolskim nurtem rządu pruskiego. Jawnie deklarując swoje poglądy, szybko robił karierę - najpierw wojskową, a gdy został duchownym, także kościelną. Miał nawet szanse zostania arcybiskupem gnieźnieńsko - poznańskim. Kiedy jednak znalazł się wśród pobiedziszczan, stał się patriotą - Polakiem.

Urodził się 12 lutego 1827 r. w niewielkiej mieścinie Sarnowa koło Rawicza. Ojciec Franz Rudahl (Niemiec rzymsko-katolik) był rolnikiem, a matka Regina z Ciastowskich, gospodynią domową. Chociaż była Polką, całe życie deklarowała przynależność do narodu niemieckiego. Nie wiadomo gdzie rozpoczął edukację, ani gdzie zdał maturę. Pewne natomiast jest to, że studiował na Uniwersytecie Wrocławskim. Trudno też powiedzieć, czy te studia ukończył, bowiem w 1849 r. wstąpił do armii pruskiej i w latach 1849-1850 jako oficer służył w 11. Pułku Grenadierów. Nie czuł jednak powołania do tego zawodu, więc zrezygnował z kariery wojskowej. Postanowił zostać duchownym i w latach 1850-1852 studiował teologię w seminariach poznańskim i gnieźnieńskim. Święcenia kapłańskie otrzymał w Gnieźnie 24 czerwca 1852 r. (w nekrologu podano inną datę tego wydarzenia - 14 listopada 1852). Pracę kapłańską - jako wikariusz - rozpoczął w Szamotułach. Nie zagrzał tam miejsca, bo jeszcze tego roku został przeniesiony do Śmigla. Od 1857 r. był komentarzem w Budzyniu koło Czerwonaka. Sześć lat później (1863) przeniósł się do Poznania, gdzie został mianowany asesorem konsystorza poznańskiego, a od roku 1864 prebendarzem przy kościele pofranciszkańskim. Jednocześnie pełnił funkcję dziekana dekanatu poznańskiego. Te wysokie stanowiska zawdzięczał poparciu władz pruskich. W 1866 r. przybył do Pobiedzisk jako komentarz parafii, zaś rok później (1867) piastował już godność prepozyta. Wówczas pełnił też funkcję asesora dekanalnego i cenzora ksiąg religijnych. Ks. Walenty Rudal wszędzie podkreślał swoje pochodzenie. Także jego rodzice, którymi się opiekował, do śmierci pozostali Niemcami. Oboje spoczywają na pobiedziskim cmentarzu.

Mieszkając w Pobiedziskach, ks. Rudal początkowo manifestował poparcie dla polityki antypolskiej władz pruskich. Parafianom zakazał śpiewać pieśń „Bożę coś Polskę". Jeszcze podczas pobytu w Poznaniu faworyzował zatwardziałego prorządowca kanonika K. Richtera. Wspólnie prowadzili zakulisowe pertraktacje z władzami prowincji w sprawie zwiększenia liczby Niemców w konsystorzu. Należał też do nielicznej grupy kleru popierającego posunięcia rządu wobec duchownych (restrykcyjne Ustawy Majowe). Z dużą dozą prawdopodobieństwa można uważać, że taj jawnie demonstrowany nacjonalizm niemiecki zaważył, że arcybiskup Leon Przyłuski w 1864 r. zwolnił go z funkcji dziekana poznańskiego. Przeciwko tej decyzji, na początku 1865 r., zaprotestował nawet naczelny prezes prowincji poznańskiej - Karl von Horn. Także w okresie kulturkampfu ks. Rudala ominęły dotykające innych kapłanów restrykcje. Jedynie pozbawiono go przysługujących dochodów z majątku Wagowo. Nie odebrano mu - jak wielu innym - prawa nadzoru nad nauką religii w szkołach ludowych.

Trudno dziś ustalić, co spowodowało, że przebywając wśród pobiedziszczan, ten zatwardziały Niemiec tak się zmienił. Zżył się z parafianami i się... spolonizował. Wówczas zmienił pisownię nazwiska z niemieckiej na polską i z Rudahla stał się Rudalem. Po tej przemianie stał się działaczem polskich organizacji niepodległościowych: Towarzystwa Naukowej Pomocy im. Karola Marcinkowskiego, Towarzystwa Czytelni Ludowych, Towarzystwa Kolonii Wakacyjnych „Stella". Na tę przemianę szybko zareagowały władze pruskie. Odebrano mu prawo nadzoru nad nauką religii, a gdy zwrócił się o jego przywrócenie (1888), rejencja odmówiła. Ponownie do dozoru szkolnego został wybrany w 1894 r. W 1891 r. arcybiskup Florian Stablewski zaproponował ks. Rudala jako jednego z dwóch kandydatów na wikariusza generalnego w Gnieźnie. Władze pruskie nie wyraziły zgody, chociaż według źródeł niemieckich - gdy jeszcze był Niemcem - był typowany jako ewentualny kandydat na arcybiskupa gnieźnieńsko - poznańskiego. Doszło nawet do tego, że w roku 1895 hakatystyczna gazeta „Posener Tageblatt" oskarżyła pobiedziskiego proboszcza o to, że chodził po domach Polaków i namawiał ich, aby nie kupowali w sklepach należących do Niemców. Chociaż temu stanowczo zaprzeczył, to władze policyjne w Pobiedziskach (1900) wydały o nim opinię, że nie można mu ufać, ponieważ jest całkowicie spolszczony. Podczas strajku szkolnego w Pobiedziskach (1906-1907) ks. Rudal był uważany za jego duchowego przywódcę. Rzeczywiście, wspierał ten bezprzykładny opór dzieci i rodziców, skierowany przeciwko zakazowi nauki religii w języku polskim. Swoją polskość manifestował również podczas wyborów. Gdy schorowany nie mógł na własnych nogach dotrzeć do lokalu wyborczego, aby oddać głos na kandydata polskiego, kazał się zawieźć. W Pobiedziskach dał się też poznać jako niestrudzony działacz społeczny i budowniczy. Był długoletnim patronem miejscowego Katolickiego Towarzystwa Robotników Polskich, a także opiekunem licznie działających tu bractw kościelnych: Matek Chrześcijańskich, św. Anny, Straży św. Józefa, Serca Jezusowego, Żywego różańca oraz Wstrzemięźliwości. Gruntownie odnowił kościół, zbudował nową plebanię (1886) oraz wspólnie z zarządem Banku Ludowego w Pobiedziskach wystawił Dom Katolicki (1910), który służył jako miejsce zebrań i do nauki religii oraz jako... arsenał i rusznikarnia podczas powstania wielkopolskiego. Nie zapomniał też o rodzinnej Sarnowie, gdzie za trzydzieści tysięcy marek ufundował szpital (1904). Zasługi ks. Rudala docenili jego przełożeni. Na 50. lecie kapłaństwa w 1902 r. otrzymał tytuł honorowego radcy duchownego.

Zmarł w Pobiedziskach po kilkudniowej chorobie 2 grudnia 1914 r. Spoczywa na miejscowym cmentarzu. Starzy pobiedziszczanie zapamiętali, że w okresie międzywojennym grób ks. Rudala odwiedzali nowożeńcy i składali na nim wiązanki ślubne, wierząc iż ten gest przyniesie im szczęście na nowej drodze życia.

Opracował Tadeusz Panowicz



Literatura:

1. „Elenchus" 1854-1874, 1889 - 1915
2. „Przewodnik Katolicki" 1914 nr 50 i 51, 1916 nr 30
3. „Robotnik" 1906 nr 9, 1913 nr 19
4. Z. Zieliński, „Kościół katolicki w Wielkim Księstwie Poznańskim w l. 1848-1865", Lublin 1973
5. M. Wojciechowska, „Materiały do dziejów katolickich towarzystw robotników polskich w Wielkopolsce" w: „Poznańskie Studia Teologiczne" t.6, 1986
6. „Kurier Poznański" 1878 nr 19, 1886 nr 258, 1894 nr 258, 1894 nr 226, 1895 nr 10,11,13, 1914 nr 279.
7. „Posener Tageblatt" 1895 nr 17
8. B. Frankiewicz. „ Z dziejów Ziemi Pobiedziskiej", Pobiedziska 2007
9. Relacja Mieczysława Waligórskiego

Foto:

1. Ks. Walenty Rudal - ze zbiorów PTPN
2. Grób ks. Walentego Rudala - foto. Zenon Maciejewski
linia-z-ksiazka-zielen

Zygmunt Bolesław Siciński

1. Z. Siciński

Zygmunt Bolesław Siciński, fot. ze zbiorów AP w Lesznie

Zygmunt Bolesław Siciński urodził się 25 lipca 1899 r. w Bednarach, gm. Pobiedziska w rodzinie właścicieli ziemskich Macieja i Teodory z domu Echaust. Był uczniem gimnazjum w Poznaniu i Śremie. W połowie 1917 r. otrzymał powołanie do służby w armii niemieckiej, najpierw w kompanii telefonicznej, a następnie w artylerii. Od lutego 1918 r. walczył w I wojnie światowej, na froncie zachodnim.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w grudniu 1918 r., zaangażował się w organizowanie na terenie powiatu śremskiego ochotniczych oddziałów polskich. Brał udział w powstaniu wielkopolskim, dowodził oddziałem, który zdobył Śrem i Leszno. W styczniu 1919 r. walczył pod Zbąszyniem, a w lutym wstąpił do Wojska Polskiego. Służył w 1. Pułku Ułanów, później w 70. Pułku Piechoty w Pleszewie, z którym w 1920 r. wyruszył na wojnę polsko-bolszewicką. W tym samym roku został skierowany do Wielkopolskiej Szkoły Podchorążych Piechoty w Bydgoszczy, następnie przeniesiony do Centrum Szkolenia Kawalerii w Grudziądzu, które ukończył w stopniu podchorążego w lipcu 1921 r. Pełnił funkcję dowódcy plutonu w 15. Pułku Ułanów w Poznaniu. W 1922 r. awansował na podporucznika ze starszeństwem od 15.02.1921 r., a w lutym 1923 r. na porucznika ze starszeństwem od 1.06.1921 r.

Do rezerwy przeszedł 30.08.1924 r., otrzymując przydział do 15. Pułku Ułanów. Od 1924 r. należał do koła Związku Oficerów Rezerwy w Śremie. Na podstawie Rozporządzenia Prezydenta Rzeczpospolitej Ignacego Mościckiego z dnia 20.07.1932 r. został odznaczony Medalem Niepodległości.

Mieszkał w Małachowie, w rodzinnym majątku, z którego przeniósł się do Oporowa, pow. leszczyński, gdzie pracował w charakterze urzędnika gospodarczego w posiadłości Witolda Morawskiego. W 1934 r. przeprowadził się do Krzysztofowa w pow. gostyńskim. 29.08.1934 r. w Urzędzie Stanu Cywilnego w Śmiglu zawarł związek małżeński z Janiną Łukomską. Ślub kościelny, którego udzielił biskup Stanisław Łukomski, miał miejsce w Łomży. Przed wybuchem II wojny światowej Zygmunt Siciński mieszkał z żoną w Winnogórze, gdzie pracował jako agronom.

1.09.1939 roku został zmobilizowany do 15. Pułku Ułanów, skąd odkomenderowano go do Ośrodka Zapasowego Wielkopolskiej Brygady Kawalerii w Kraśniku. Po 17 września 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej i został osadzony w obozie jenieckim w Kozielsku. Stamtąd 24.11.1939 r. i 22.02.1940 r. wysłał do żony dwa listy, które otrzymała w styczniu i kwietniu 1940 r.

2. Z Siciński - akt urodzenia

Akt urodzenia Zygmunta Bolesława Sicińskiego z adnotacją o dacie śmierci, ustalonej na mocy wyroku sądowego na 9.05.1947 r., APP, USC Jerzykowo, sygn.122

3. Bednary - dwór

Wyciąg z aktu zgonu, AP w Lesznie, Siciński Zygmunt, Sicińska Janina - Powstanie Wielkopolskie 1919, sygn. 34/458/0/-/7448

Jego nazwisko figuruje na liście wywozowej NKWD z Kozielska nr 015/1 z 5 kwietnia 1940 r. Zginął z rąk sowieckich oprawców w Lesie Katyńskim między 9 a 11 kwietnia 1940 r. Spoczywa na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu.

Zostawił żonę Janinę i syna Witolda.

Decyzją Ministra Obrony Narodowej Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 5 października 2007 r. został mianowany pośmiertnie na stopień kapitana Wojska Polskiego.

Nazwisko kpt. Zygmunta Sicińskiego widnieje na tabliczkach epitafijnych na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu, w Kaplicy Katyńskiej w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie, przy Kościańskim Krzyżu Wschodu na starym cmentarzu parafialnym w Kościanie, a także na tablicy katyńskiej przy Kolegiacie pw. Wniebowzięcia NMP w Środzie Wielkopolskiej.

Opracowała Anna Migdałek

4. Z.Siciński - akt zejścia

Wyciąg z aktu zgonu, AP w Lesznie, Siciński Zygmunt, Sicińska Janina - Powstanie Wielkopolskie 1919, sygn. 34/458/0/-/7448

5. Z. Siciński - tablica w Katyniu

Tabliczka epitafijna na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu

linia-z-ksiazka-zielen

Stanisław Siekierski

siekierski

Stanisław Siekierski (28 sierpnia 1921 - 02 listopada 2010)

W rodzinie państwa Piotra i Władysławy Siekierskich 28 sierpnia 1921 roku przyszedł na świat syn Stanisław. Od najmłodszych lat wykazywał dużą sprawność fizyczną i zainteresowanie grami ruchowymi. Należał do drużyny harcerskiej, pływał,  jeździł na łyżwach, grał w piłkę, uczył się. Młodemu ambitnemu człowiekowi okupacja przerwała możliwość kształcenia się. W latach 1940-1941 uczestniczył w przewożeniu i roznoszeniu różnych tajnych “gazetek”, za co został aresztowany i wywieziony do Niemiec na przymusowe prace (głównym kolporterem był Seweryn Śniadecki zamordowany w obozie koncentracyjnym za swą działalność). Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, ukończył studia na Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego w Poznaniu z tytułem magistra wychowania fizycznego.

13 lutego 1948 roku załamał się lód pod dziesięcioletnim Mieczysławem Waligórskim. Przebywający w pobliżu pan Stanisław, organizował pomoc dla tonącego na środku jeziora Dobre chłopca, którego udało się uratować.

Jako młody nauczyciel rozpoczął  pracę z młodzieżą. Jednocześnie był zawodnikiem K.S. Huragan w Pobiedziskach. Od września Od 1945 do 1954 roku uczestniczył w 150 spotkaniach, strzelając 129 bramek (tylko jeden kolega z drużyny jest lepszy - Alfons Grzeczka, który w 141 rozegranych meczach strzelił 136 bramek).

Ważnym wydarzeniem w życiu pana Stanisława był ślub z panią Janiną Wieszczecińską w 1950 roku. Stanisław Siekierski całkowicie oddał się pracy wychowawczej i pedagogicznej. Uczył kolejno w poznańskich liceach numer: VI, IV i najdłużej w III Liceum Ogólnokształcącym. Jego praca i bezgraniczne oddanie dla krzewienia sportu budziła podziw. Był wychowawcą, trenerem, instruktorem, sędzią, prowadząc przy tym piłkarską drużynę w Pobiedziskach. Piłka ręczna, koszykowa i nożna to dyscypliny, w których propagowanie był najbardziej zaangażowany.

Synowie pana Stanisława, starszy Andrzej i młodszy Piotr (noszący imię dziadka), często wyjeżdżali na obozy sportowe towarzysząc ojcu. Był to miły i ciepło wspominany przez pana Stanisława okres jego życia.

Mijają lata pełne pracy, obowiązków, działalności sportowej, lata, w których każdą wolną chwilę poświęcał rodzinie, lecz jak sam przyznawał ze skruchą, tych wolnych chwil było mało. Jego wychowankami byli na przykład Hubert Wagner (były trener kadry narodowej w siatkówce), profesor Jerzy Smorawiński(rektor AWF), Jacek Kseń (prezes WBK), Ryszard Cybulski (lekarz w Pobiedziskach), Jacek Durski (prezes Polskiego Związku Tenisa Ziemnego oraz dyrektor Ośrodka Kultury i Sportu w Pobiedziskach).

Dumny był ze swoich synów. Obaj ukończyli Akademię Wychowania Fizycznego i połączyli, tak jak ich ojciec, pracę wychowawczo-pedagogiczną z aktywnym uczestnictwem  w drużynach, czy to piłki nożnej, czy ręcznej.

Do sześćdziesiątego trzeciego roku życia pan Stanisław był nauczycielem wychowania fizycznego w poznańskich szkołach, prowadząc przy tym piłkarską drużynę w Pobiedziskach. Za swoją sumienną pracę i za wybitne zasługi w rozwoju kultury fizycznej, sportu i turystyki, za pracę wychowawczo-dydaktyczną, za osiągnięcia w popularyzowaniu sportu szkolnego otrzymał: Złoty Krzyż zasługi, Krzyż  Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski oraz dziewięć różnych medali, wiele wyróżnień, dyplomów, podziękowań, dziewięć Odznak Honorowych. O jego niezapomnianych zasługach świadczą nadane mu w latach dziewięćdziesiątych, gdy był już na zasłużonej emeryturze:

“Diamentowa Odznaka Związku Polskiego Piłki Ręcznej w Warszawie” (1996)

“Odznaka Tysiąclecia za działalność społeczną -  w obchodach Tysiąclecia Państwa Polskiego” (1996)

“Pamiątkowy medal 45-lecia Szkolnego Sportu za wieloletnią działalność i wybitne zasługi dla sportu szkolnego (1953-1998) Zarząd Główny Szkolnego Związku Sportowego (1996).

Pan Stanisław był wspaniałym i bardzo skromnym człowiekiem. Jego życie to praca, ukochanie młodzieży, sportu, szlachetnej walki sportowej. Państwo Siekerscy w grudniu 2000 roku obchodzili 50-lecie pożycia małżeńskiego. Ojciec pana Stanisława, Piotr był pierwszym burmistrzem Pobiedzisk po uzyskaniu przez Polskę niepodległości do marca 1920 roku, był także prezesem Banku Spółdzielczego, Bractwa kurkowego i “Sokoła”.

Zmarł 2 listopada 2020 roku, jest pochowany na cmentarzu w Pobiedziskach.

Bibliografia

  1. Zeszyty Pobiedziskie, nr 1, marzec 2001
  2. https://www.nekrologi.net/nekrologi/stanislaw-siekierski/6732150
linia-z-ksiazka-zielen

ks. Karol Prus Słubicki

KS. KAROL PRUS SŁUBICKI ( 1871-1935) - niepodległościowy działacz społeczny.

Urodził się w Pobiedziskach 10 lipca 1871 r. w ziemiańskiej rodzinie Aleksandra i Julii z Tiehlów. Edukację rozpoczął w domu rodzinnym. Na dalszą naukę rodzice wysłali go do Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Tej szkoły nie ukończył, a świadectwo dojrzałości uzyskał w Krotoszynie. Następnie odbył studia w seminariach duchownych w Poznaniu i Gnieźnie. Święcenia kapłańskie przyjął w Gnieźnie 25 lutego 1896 r. Posługę duszpasterską jako wikary rozpoczął w roku 1896 w parafii św. Trójcy w Gnieźnie, po czym od 1897 administrował parafię Samoklęski koło Kcyni. W 1904 r. został proboszczem w Graboszewie koło Strzałkowa. Tam pełnił funkcję asesora dekanalnego, a od 1909 prodziekana. Następnie dziekana dekanatu powidzkiego, od którego należała parafia graboszewska.

O księdzu Słubickim zachowały się skąpe wiadomości, ale i te nieliczne, wyraźnie wskazują, że prowadził różnorodną działalność społeczną. W 1905 r. został członkiem „ Straży", organizacji wspierającej sprawy polskie w państwie pruskim. W roku 1910 przystąpił do innej nowo powstałej organizacji politycznej - „Związek Narodowy", która grupowała konserwatystów wielkopolskich. Ale i ta organizacja - podobnie jak „Straż" - okazała się efemerydą. W 1915 r. prowadził zbiórki pieniędzy dla Komitatu Pomocy Ludności Królestwa Polskiego. Był miłośnikiem książek. Jako wieloletni członek Towarzystwa Czytelni Ludowych (TCL) upowszechnił czytelnictwo wśród swych parafian, co w okresie totalnej germanizacji chroniło przed wynarodowieniem. W latach 1905-1906 reprezentował TLC na zjazdach jako delegat ówczesnego powiatu witkowskiego. Żył bardzo skromnie, ale pieniędzy nie szczędził na kościół i jego otoczenie. Na przykład za pieniądze zebrane w kolędach, wokół plebanii i cmentarza wystawił murowane ogrodzenie.

W roku 1935 zaziębił się w konfesjonale, z czego wywiązało się zapalenie płuc. Zmarł po tygodniowej chorobie 14 maja, w szpitalu powiatowym we Wrześni. Spoczywa na cmentarzu w Graboszewie.

Opracował Tadeusz Panowicz



Literatura:

1. „Elanchus" 1884-1936.
2. „Dziennik Poznański" 1910 nr 102, 1915 nr 53, 1935 nr 122.
3. „Kurier Poznański" 1935 nr 122.
4. „Miesięcznik Kościelny Archidiecezji Gnieźnieńskiej i Poznańskiej" 1935
5. J. Wróblewski, „Polskie biblioteki ludowe w zaborze pruskim i na terenie Rzeszy Niemieckiej w latach 1843/1939" - Olsztyn 1975.
6. Relacja Haliny Soszyńskiej ( z d. Chmiel) z Krępkowa.

Foto:

1. Ks. Karol Słubicki - fotografia z 1935 roku
2. Parafianie graboszewscy, ks. Słubicki w środku z laską - fotografia z 1933 roku (ze zbiorów Haliny Soszyńskiej z Krępkowa)
3. Pogrzeb ks. Słubickiego - 17 maja 1935 r. (fotografia ze zbiorów Haliny Soszyńskiej z Krępkowa)
linia-z-ksiazka-zielen

Ludwik Stachecki

LUDWIK STACHECKI (1895 - 1956) - powstaniec wielkopolski, działacz społeczny.

Urodził się 2 kwietnia 1895 r. w Pobiedziskach, w rodzinie Wacława i Stefanii z Andrzejewskich. Edukował się w szkole ludowej w Pobiedziskach. Gdy w tej placówce 13 września 1906 r. wybuchł strajk szkolny, Ludwik był jednym z jego organizatorów. W konsekwencji on i jego rodzice doznali wielu szykan ze strony władz pruskich. Należał także do miejscowej tajnej drużyny harcerskiej. Wówczas kolportował przywożony z Poznania miesięcznik „Skaut". Od roku 1913 został stałym delegatem pobiedziskich harcerzy do komendy hufca „Zorza". Był bardzo sumienny w wykonywaniu powierzonych obowiązków, toteż nie opuścił żadnego spotkania (tajnego) w lokalu ogrodu „Columbia" przy Drodze Dębińskiej. Wiązało się to z częstymi wyjazdami do Poznania i zwróciło uwagę policji pruskiej. Rozpoczęły się rewizje domowe. Mimo, że szukano bardzo dokładnie, nic nie znaleziono. Do ukrycia zakazanych materiałów Stachecki miał specjalny schowek na strychu. Przechowywał w nim kieszonkowe śpiewniki „Sokoła" i patriotyczne broszury (przeznaczone do kolportażu) wśród pobiedziskiej młodzieży. Policja jednak nie dała za wygraną i krótko przed wybuchem wojny w 1914 r. oskarżyła konspiratora o opór wobec władzy, niedozwolone organizowanie zebrań młodzieży i prowadzenie ćwiczeń w Domu Katolickim. Mimo solidnej obrony został skazany na zapłacenie wysokiej grzywny (60 marek) z zamianą na areszt gdyby jej nie zapłacił. Od wykonania wyroku uwolnił go wybuch wojny.

Od 1913 r. należał również do tajnej polowej drużyny Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół" w Pobiedziskach, biorąc udział w ćwiczeniach wojskowych organizowanych w lasach pod Kobylnicą. Także z tej przyczyny policja pruska przeprowadziła u niego liczne rewizje. Po wybuchu wojny wszystkich poborowych z Pobiedziska wywieziono na Śląsk. Stachecki trafił pod Legnicę, i tu zaproponowano mu aby do armii niemieckiej wstąpił jako ochotnik. Wywołało to taki skutek, że wraz z innymi członkami „Sokoła" przeprowadził antysemicką agitacje i żaden Polak wówczas do wojska się nie zgłosił. W maju 1915r. otrzymał powołanie do 37. pułku piechoty stacjonującego w Haynau, w którym aż osiemdziesiąt procent stanowili Polacy. Tu znów naraził się niemieckim przełożonym, wygłaszając patriotyczne agitacje. Za karę pomaszerował na front do Szampanii. Długo jednak nie powojował, bo już 4 października 1915r. został ciężko ranny tracąc prawą nogę powyżej kolana. Leczył się w szpitalu wojskowym w Poznaniu, dokąd trafił na własne życzenie. Podczas pobytu w szpitalu znów pokazał, że jest prawdziwym patriotą. Najpierw demonstracyjnie odmówił przyjęcia Krzyża Żelaznego, następnie z innymi Polakami-inwalidami odmówił pójścia do niemieckiego teatru.

W grudniu 1918 r. przebywał u rodziców w Pobiedziskach i kiedy dowiedział się, że wybuchło powstanie, natychmiast zgłosił się do pełnienia służby w pobiedziskiej Straży Ludowej. Jako inwalidzie powierzono nadzór nad magazynem broni, który umieszczono w Domu Katolickim. Prowadził także ewidencję powstańców - ochotników i kontrolował patrole wysyłane w celu obserwacji kolonistów niemieckich zamieszkałych w okolicy Pobiedzisk. Służbę w Straży Ludowej zakończył 28 lutego 1919 r. Walki z Niemcami jeszcze nie ustały, więc Stachecki, nie chcąc siedzieć bezczynnie, kończąc służbę w Straży, przeniósł się do Poznania i w siedzibie Związku Inwalidów Wojennych przy ulicy Górna Wilda 3, uruchomił biuro werbunkowe dla mniej okaleczonych inwalidów. Mieli oni pełnić pomocniczą służbę wojskową. Wkrótce został przewodniczącym Związku Inwalidów Wojennych i z ramienia tej organizacji czynnie włączył się w kampanię plebiscytową n Śląsku, biorąc udział w licznych zebraniach: w Bytomiu, Katowicach, Załążu, Mikołowie.

W latach 1920-21939 pełnił zaszczytne funkcje: prezesa Wielkopolskiego Zarządu Okręgowego Związku Inwalidów Wojennych i wiceprezesa Zarządu Głównego Związku Inwalidów Wojennych w Warszawie. Dał się poznać jako wybitny mówca oraz cieszył się powszechnym szacunkiem, także za granicą.

W latach dwudziestych ubiegłego wieku był radnym miasta Poznania. Ludwika Stacheckiego spotkały również inne zaszczyty. Naczelna Komenda Straży Ludowej uhonorowała odznaką pamiątkową „ Za Waleczność", natomiast Naczelna Komisja Straży Wojsk Powstańczych Górnego Śląska, „Śląską Wstęgą Waleczności i Zasługi". Ponadto otrzymał: Odznakę Wojsk Wielkopolskich, Krzyż Kawalerski Polonia Restituta (1926), Krzyż Zasługi, Oficerski Krzyż Korony Jugosłowiańskiej i belgijski Croix de Guerre.

Podczas okupacji hitlerowskiej podzielił los innych Wielkopolan, kiedy z żoną, synem i ojcem został wysiedlony do Generalnej Guberni. Zamieszkał w Krakowie. Mimo kalectwa i ciężkich warunków okupacyjnych, w miarę możliwości nadal pomagał inwalidom wojennym. Po wojnie powrócił do Pobiedzisk i mieszkał tu do śmierci. Zmarł 4 maja 1956 r. Spoczywa na miejscowym cmentarzu.

Był żonaty z Ireną Zielińską, z którą miał syna Stefana (1930-1979).

Opracował Tadeusz Panowicz



Źródła:

1. Centralne Archiwum Wojskowe w Warszawie.
2. Archiwum Państwowe w Poznaniu.
3. Księga Pamiątkowa Miasta Poznania 1929.
4. Księga Pamiątkowa Związków Inwalidów Wojennych RP Poznań.
5. Księga Pamięci Wielkopolskich Inwalidów wojennych 1919-1999.

Jan Stachowiak

Druh Jan Stachowiak (1932-2006) – członek „Krucjaty Wolności” w 15. rocznicę śmierci in memoriam.

Jan Stachowiak urodził się urodził się 9 grudnia 1932 r. w Pobiedziskach w domu czynszowym przy ul. Gnieźnieńskiej 12/1 (obecnie Gnieźnieńska 23). Jego ojcem był pobiedziski pracownik poczty, Antoni Stachowiak (1884-1939), a matką Kazimiera z domu Kasprzyk (1898-1981). Był najmłodszym z piątki dzieci. Miał rozpocząć naukę w szkole podstawowej w Pobiedziskach, kiedy 1 września 1939 r. wybuchła II wojna światowa. Jego dzieciństwo przypadło więc na okres wojny i okupacji niemieckiej w Polsce.

Zmuszony był wraz ze swymi późniejszymi kolegami z pobiedziskiej orkiestry dętej (m.in. z Zygmuntem Lisem, Zdzisławem Pieszakiem oraz Bolesławem Czekalskim), uczęszczać do niemieckiej szkoły dla polskich dzieci w Pobiedziskach. Przymus nauki języka niemieckiego przyniósł mu znajomość tego języka. Po zakończeniu wojny zrealizował program klasy 4-5 oraz 6-7 i w taki sposób. Następnie kontynuował w Pobiedziskach naukę w średniej szkole zawodowej o profilu ekonomiczno-handlowym. W II połowie lat 40. XX wieku jego drogi zeszły się ponownie z wyżej wspomnianymi przyjaciółmi z okresu nauki w szkole niemieckiej. Stało się to w zespole młodocianych adeptów muzyki, którzy w roku 1947 pod kierownictwem emerytowanego kapelmistrza wojskowego Walentego Staszaka podjęli trud utworzenia w Pobiedziskach harcerskiej orkiestry dętej. Jan Stachowiak zapisał się do niej wraz ze swoim starszym bratem Henrykiem w roku 1948. Intensywne uczestnictwo w pobiedziskim ruchu muzycznym (Jan śpiewał także w miejscowym Kole Śpiewaczym im. Bolesława Dembińskiego) przerwała mu służba wojskowa, którą odbywał w wojskach rakietowych w latach 1952-1954.

Na krótko przed powołaniem go do wojska w Pobiedziskach powstała nielegalna organizacja niepodległościowa pod nazwą „Krucjata Wolności”, do której on także od samego początku przystąpił, mając niespełna 19 lat.  Kilku jego młodszych kolegów z Pobiedzisk podjęło w jej ramach konspiracyjne działania, które stanowiły protest przeciw komunistycznej rzeczywistości oraz sowietyzacji życia społecznego i politycznego w Polsce. Tym, który bezpośrednio zwerbował Jana w szeregi organizacji był Stanisław Osiński (1934-2020), pseudonim „Szetler”. W ten sposób wraz z kilkoma pozostałymi członkami stworzył on pierwszą piątkę powstałej „Krucjaty”. Niedługo po powstaniu „inicjatywnej” struktury organizacyjnej dołączyli do niej inni członkowie. Dla zaprzysiężonej,  8-osobowej grupy jej dowódca w okresie od kwietnia do lipca 1952 r. zorganizował kilka konspiracyjnych spotkań w samych mieście i w jego okolicach. Do historii „Krucjaty Wolności” weszło m.in. zebranie w mieszkaniu u Włodzimierza Żołądkiewicza (ul. Dworcowa 7), w którym wziął udział dowódca Stanisław Osiński wraz z pozostałymi członkami organizacji. W czasie tego spotkania najstarszy z nich, Jan Stachowiak,  pokazał zebranym kolegom m.in. działanie granatu ręcznego. W tym celu posłużył się niemieckim granatem ćwiczebnym, jakie znajdowano jeszcze krótki czas po wojnie w okolicach Pobiedzisk. Późnym wieczorem 30 kwietnia 1952 r., w przeddzień święta 1 Maja, członkowie organizacji zniszczyli czerwone flagi na budynkach użyteczności publicznej. Punktem wyjściowym do jej przeprowadzenia był ówczesny plac Obrońców Stalingradu (obecnie Rynek). Zarówno w tej, jak i w następnej tego typu akcji, przeprowadzonej 21 lipca 1952 r, a więc w przeddzień uroczystości 22 Lipca, wziął udział także Jan Stachowiak. Zbojkotował on również obchody tego święta jako członek Harcerskiej Orkiestry Dętej.Ponieważ działania te były objęte daleko idącą konspiracją, nie posiadamy wielu informacji dotyczących szczegółów ich realizacji. Genowefa Stachowiak, żona Jana Stachowiaka,  wspominała opowieści swego męża o jego udziale np. w przestrzeliwaniu organizacyjnych karabinów w promieńskim lesie. Jak odnotował ten fakt w swoim opracowaniu na temat historii „Krucjaty Wolności” Krzysztof Krygier, mieli się oni ponoć umówić z miejscowym leśniczym panem Vogtem odnośnie tego, co on miał mówić w przypadku, gdyby milicja lub ORMO pytała o odgłosy strzałów w podległym jego zarządowi lesie. Miał wtedy przekonywać funkcjonariuszy, że to tylko myśliwi strzelają w czasie swego polowania. Pewne metody działania organizacji Jan Stachowiak zdążył jeszcze przed śmiercią przekazać swoim synom. Tak wspomina jeden z nich: „Ojciec wymyślił wraz z kolegami dobry sposób na „rozrzucanie” ulotek. Przygotowane ulotki wnosili na dachy domów i przysypywali je sypkim i suchym piaskiem. Po tym szybko się oddalali. Ulotki obciążone piaskiem uwalniał wiatr, który rozwiewał je, często po kilku dniach, w czasie gdy konspiratorów już dawno nie było na miejscu zdarzenia. Ten sposób rozrzucania ulotek przeprowadzali wraz z kolegami z „Krucjaty Wolności” kilka razy”.

Dalszy udział w antykomunistycznych działaniach „Krucjaty Wolności” przerwało Janowi Stachowiakowi jego powołanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej jesienią 1952 r. Niestety w czasie jego służby wojskowej miało jednak miejsce intensywne rozpracowywanie przez aparat milicyjny i Urząd Bezpieczeństwa Publicznego poszczególnych członków organizacji oraz w konsekwencji jej stopniowa dekonspiracja. Dwa lata spędzone w „ludowym” wojsku nie uchroniły Jana Stachowiaka od pociągnięcia go do odpowiedzialności za udział w działalności antykomunistycznej. Do „cywila” wyszedł na jesień 1954 r. Krótko po powrocie do Pobiedzisk został 30 listopada 1954 r. aresztowany przez funkcjonariuszy Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu, który wówczas przystąpił do ostatecznej likwidacji „Krucjaty Wolności” oraz bezwzględnej rozprawy z jej członkami. O tym jak przebiegało jego aresztowanie żona Jana dowiedziała się od swej szwagierki, Władysławy Liss z domu Stachowiak. Tę relację zamieścił Krzysztof Krygier również w swoim opracowaniu, a brzmiała ona następująco: „Jan właśnie wrócił z wojska i miał podjąć pracę. Był to ostatni dzień przed jej podjęciem. Wtedy wracała z pracy niosąc jakieś dokumenty do sprawdzenia w domu. Gdy podeszła do budynku, w którym mieszkała, zauważyła stojący samochód i UB-owców. Zdążyła schować dokumenty w chlewiku. Gdy weszła do domu, zobaczyła obraz nędzy i rozpaczy. Wszystko było poprzewracane, a rzeczy leżały na podłodze. Szukano broni i ulotek. Jednak nic nie znaleziono (…)”. Szczegóły tego aresztowania sprecyzował jego syn Szymon, który sam moment jego zatrzymania opisał następująco: „Ojciec miał o godz. 7.00 rozpocząć pracę w pobiedziskiej Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”, ale do tego już nie doszło, gdyż o godz. 3.00 nad ranem został zabrany przez funkcjonariuszy poznańskiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego”. Cała akcja likwidacji „Krucjaty Wolności” trwała od 10 listopada 1954 r. do 28 stycznia 1955 r. Akt oskarżenia przeciwko członkom grupy sporządził oficer śledczy WUBP w Poznaniu Wiktor Jabłoński, który skierował go do Wojskowego Sądu Rejonowego w Poznaniu. Sąd Wojskowy w składzie: kpt. Dionizy Piotrowski jako przewodniczący, por. Jarema Woźniak jako asesor wojskowy i szer. Stefan Miga, wydał 18 marca 1955 roku ostateczny wyrok w świetle przedmiotowego oskarżenia. Sąd uznał wszystkich oskarżonych członków „Krucjaty Wolności” jako winnych podjęcia działań zmierzających do zmiany ustroju Polski Ludowej i wymierzył im kary bezwzględnego więzienia. Jana Stachowiaka skazał na dwa lata więzienia, a okres odbywania zasądzonej kary zaczął biec z dniem aresztowania, tzn. począwszy od 30 listopada 1954 r. Kara ta została złagodzona na mocy o amnestii z 22 listopada 1952 r. do kary jednego roku więzienia, po czym w dniu rozprawy warunkowo zawieszono jej wykonanie wobec przebywającego w areszcie śledczym Jana Stachowiaka. Przebywał on do czasu rozprawy w celach UB na ul. Kochanowskiego w Poznaniu.

Po wyjściu na wolność Jan Stachowiak podjął pracę w Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Pobiedziskach i przepracował w niej na stanowisku kierownika magazynu, aż do przejścia na rentę inwalidzką pod koniec lat 70-tych ubiegłego wieku. Przeżył m.in. trzy zawały serca, które mogły być późną konsekwencją jego młodzieńczych przeżyć w ubeckich kazamatach. Niemniej przez całe swoje życie nie był skłonny opowiadać o swoich przejściach w areszcie śledczym i w więzieniu.

W roku 1964 poślubił pobiedziszczankę Genowefę Zacholską (1941-2018), z którą doczekał się trzech synów: Macieja (1965), Szymona (1969) i Piotra (1976).

Genowefa Stachowiak wspominała po latach, że mąż Jan nie chciał powracać do dawnych przeżyć. Tylko nieraz powtarzał: „Żebyście wiedzieli, ile musiałem w tych komunistycznych kazamatach przeżyć, to byście nie mogli spać. Te ciągłe przesłuchania, bez snu, świecąca w oczy żarówka 500-setka. To było nie do przeżycia. To się ciągle śni po nocach. Gdy nie chciałem mówić, to zamykali mnie w karcerze i puszczali wodę na głowę. W karcerze nie można było się od tej tortury uwolnić (…)”. Jego najstarszy syn Maciej wspominał także: „Ojciec jadł wszystko z wyjątkiem ugotowanej słodkiej kapusty, która mu przypominała więzienne jedzenie. W więzieniu codziennie była zupa ze słodkiej kapusty i ziemniaki o słodkawym smaku, gdyż były przemrożone. Mówił, że ziemniaki miały taki sam smak jak banany. Bananów przez to skojarzenie nigdy nie jadał. (…) Po 90. roku wstąpił do Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego. Został też w 1996 roku uhonorowany Krzyżem Więźnia Politycznego”.

Jan Stachowiak w roku 1991 złożył do Sądu Wojewódzkiego w Poznaniu wniosek o uznanie za nieważny wyrok byłego wojskowego Sądu Rejonowego w Poznaniu z dnia 18 marca 1955 r. Dnia 16 września 1991 r. Sąd Wojewódzki w Poznaniu po rozpoznaniu sprawy z wniosku Jana Stachowiaka postanowił uznać za nieważny wyrok byłego Wojskowego Sądu Rejonowego w Poznaniu wraz z sentencją poniższego uzasadnienia:

„...Wyrokiem byłego Wojskowego Sądu Rejonowego w Poznaniu z dnia 18.03.1955 r., syg. akt nr 25/55 wnioskodawca Jan Stachowiak za czyn z art. 67 (…) polegający na tym, że w okresie od marca 1952 r. do sierpnia 1952 r. w Pobiedziskach pow. Poznań zorganizował wspólnie z innymi antypaństwowy związek, którego członkowie niszczyli flagi państwowe wywieszane z okazji 1 maja 1952 r. na gmachu partii, wysłali listy z pogróżkami do działaczy politycznych, sporządzili i rozrzucili 40 szt. ulotek o treści antypaństwowej, przez co czynili przygotowania do zmiany przemocą ustroju Państwa Polskiego – został skazany na karę 2 lat więzienia, złagodzona na mocy ustawy o amnestii z dnia 22.11.1952 r. do kary 1 roku więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na 1 rok oraz przepadek mienia. Orzeczoną karę więzienia wnioskodawca odbywał w zakładzie karnym w okresie od 30.11.1954 r. do 18 marca 1955 r. Sąd uznał, że przypisany czyn był związany z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego. Z tych względów orzeczenie jak w  części dyspozytywnej (tj. pozytywnej, przyp. red.) niniejszego postanowienia…”

Jako prześladowany i poszkodowany przez komunistyczny reżim PRL-u znalazł się w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu.

Jan Stachowiak otrzymał na podstawie wyżej wymienionego wyroku zadośćuczynienie moralne za swoje krzywdy z tytułu swego zaangażowania w działalność antykomunistyczną w czasie „stalinowskiej nocy”. Nigdy się tym poświęceniem dla Polski nie chełpił, a nawet skrywał publicznie swe dokonania i swoją osobistą ofiarę.

Zmarł w 2006 roku i został pochowany w rodzinnym grobie na cmentarzu parafialnym w Pobiedziskach. Nie doczekał niestety, ani książkowego wydania historii „Krucjaty Wolności”, ani też odsłonięcia pomnika wraz z tablicą pamiątkową ku czci członków. Kilkanaście lat po jego śmierci, odbyła się uroczysta msza święta za uczestników „Krucjaty Wolności”, która miała miejsce w dniu 29 listopada 2018 roku w kościele pw. Świętego Ducha w Pobiedziskach. Poprzedziła ona uroczystość odsłonięcia na budynku starej remizy strażackiej przy ul. Tysiąclecia 18 pomnika poświęconego pamięci tej pobiedziskiej organizacji niepodległościowej. Przy okazji tego wydarzenia, z udziałem rodzin członków tej organizacji, odbyła się także wieczornica zorganizowana przez Bibliotekę Miasta i Gminy Pobiedziska, w czasie której przybliżono sylwetki członków „Krucjaty Wolności” oraz zaprezentowano opracowanie historii tej organizacji autorstwa pobiedziskiego regionalisty Krzysztofa Krygiera pod tytułem: „Krucjata Wolności. Szkic o walce o wolność niezłomnych synów Ziemi Pobiedziskiej w latach 1951-1954”, wydanej nakładem Biblioteki. Członkiem tej organizacji był śp. druh Jan Stachowiak. Był on również ważną postacią w Pobiedziskach ze względu na jego  zaangażowanie społeczne w amatorskim ruchu muzycznym.

Jego syn Maciej w swych wspomnieniach o swoim Ojcu stwierdził lakonicznie, ale bardzo wymownie: „Cieszyło Go to, że mógł grać w harcerskiej orkiestrze dętej”. To świetna, synowska synteza życia tego pobiedziskiego Bohatera i Muzyka.  Po powrocie do Pobiedzisk z miejsca uwięzienia dzięki muzyce próbował pokonać więzienną traumę. Nie miał wprawdzie formalnego wykształcenia muzycznego, ale jego zamiłowanie do śpiewu i gry na instrumentach blaszanych oraz wielki talent poprowadziły go ścieżkami amatorskiego ruchu muzycznego, w którym uczestniczył z wielkim oddaniem. I właśnie na tej ścieżce spotkałem Mistrza Jana.

Jan Stachowiak już w okresie nauki w średniej szkole znalazł się z początkiem 1948 r., w szeregach Harcerskiej Orkiestry Dętej, która powstała przy 6. Drużynie ZHP im. K. Józefa Poniatowskiego w Pobiedziskach. Fakt ten został udokumentowany w relacjach świadków czasu, na zdjęciach oraz w opracowaniach dotyczących historii powstania w powojennych Pobiedziskach tej harcerskiej formacji muzycznej. I tak w swej pracy magisterskiej z roku 197 Andrzej Horbik, podał informację, że w spisie 17 członków zespołu z czerwca 1948 r. znalazł się m.in. także Jan Stachowiak, który grał wówczas na alcie Es (sakshornie altowym).

Brał on zatem od tego czasu czynny udział w artystycznym życiu orkiestry, niestety tylko do czasu powołania go do zasadniczej służby wojskowej, którą odbył, w latach 1952-1954. Podczas jego nieobecności orkiestra zmuszona była ze względu na sytuację społeczno-polityczną zawiesić swoją działalność artystyczną. Przerwa trwała jeszcze jakiś czas po przemianach politycznych, do jakich doszło w Polsce w październiku 1956 roku. W sierpniu 1959 r. z inicjatywy szczepowego drużyn harcerskich w Pobiedziskach, druha Władysława Lutomskiego oraz druhów: Jana Stachowiaka, Bolesława Czekalskiego i Zygmunta Kornackiego doszło do wznowienia działalności harcerskiej orkiestry dętej w Pobiedziskach. Z dawnego składu do orkiestry wrócili przede wszystkim: wspomniany Jan Stachowiak, Zdzisław Pieszak, Bronisław Stachowiak, Bernard Myszkowski, Bolesław Czekalski oraz Henryk Stachowiak. Prowadzenia orkiestry podjął się wówczas Feliks Podobiński – pracownik POMET-u, członek Zakładowej Orkiestry Dętej „Pomet” w Poznaniu.

W 1971 roku pobiedziska orkiestra dęta została zaproszona do udziału w Wielkim Galowym Koncercie Strażackich Orkiestr Dętych w Poznaniu z okazji 25-lecia Expressu Poznańskiego. W ramach tego koncertu zespół  3 października 1971 r. koncertował „Pod Arkadami” w obecności tysięcy poznaniaków zgromadzonych na Placu Wolności.

Za udział we wspomnianej gali strażackich orkiestr dętych orkiestra z Pobiedzisk otrzymała nagrodę ufundowaną przez Wojewódzki Związek OSP w Poznaniu w postaci nowych, blaszanych instrumentów muzycznych, tj. czterech fanfar sygnałowych oraz czterowentylowego barytonu B (sakshornu barytonowego). Przywileju gry na tym znakomitym, w pełni profesjonalnym instrumentem produkcji zagranicznej dostąpił Jan Stachowiak (obok Jana Iwanowskiego). Nie bez znaczenia był także jego wysoki poziom kompetencji muzycznych i instrumentalnych, zaangażowanie w działalność zespołu oraz aktywna praca nad młodymi kadrami instrumentalistów orkiestry. Znalazłem się w roku 1971 w pierwszym składzie zespołu fanfarzystów, grających na „nagrodowych” fanfarach,  wtedy to zetknąłem się po raz pierwszy z druhem Janem Stachowiakiem. Przez pierwsze lata był dla mnie tylko starszym i bardzo doświadczonym „orkiestrantem”, ale z biegiem czasu, poprzez kolejne instrumenty (alt ES i waltornię) przybliżałem się do sekcji instrumentalnej, w której znajdowały się tenory (sakshorny tenorowe i barytonowe), w której był właśnie druh Jan Stachowiak.

Od tego momentu byłem uczniem Mistrza Jana, który objął mnie bardzo zaangażowaną, instruktorską opieką i wprowadzał mnie stopniowo, aczkolwiek bardzo konsekwentnie, w arkana realizacji instrumentalnych, granych w orkiestrach dętych przez I-sze tenory. Druh Jan Stachowiak był bardzo zdyscyplinowanym członkiem zespołu, co przejawiało się m.in. jego wzorową frekwencją na próbach. Biorąc z niego wzór starałem się więc być również na każdej próbie zespołu, które odbywały się w świetlicy Ochotniczej Straży Pożarnej w Pobiedziskach. Instruktorski wysiłek Jana Stachowiaka, a także moja, wprawdzie amatorska, ale entuzjastyczna praca, zaczęła wkrótce przynosić efekty.

Kiedy więc w roku 1976 Andrzej Horbik obejmował dyrygenturę w Harcersko-Pożarniczej Orkiestrze Dętej, miał już do dyspozycji w pełni ukształtowaną pod ręką druha Stachowiaka sekcję tenorów, jako że zaprosiłem do uczestnictwa w niej moich przyjaciół, Waldemara Stefańskiego (tenor I) i Jarosława Frankiewicza (tenor II), a później także naszego młodszego kolegę, Ryszarda Marcinkowskiego (tenor II, a następnie tenor I). Po ostatecznej rezygnacji z członkostwa w orkiestrze przez Jana Stachowiaka, spowodowanej względami zdrowotnymi, po koniec lat 70-tych XX wieku, otrzymałem jako jego młody następca jego bardzo zadbany, zawsze błyszczący i wypolerowany, czterowentylowy sakshorn barytonowy.

Waldemar Stefański ze względu na podjęte studia w Poznaniu (1977 r.) odszedł z naszej orkiestry, ale mój młodszy partner Ryszard Marcinkowski trwał nadal w składzie I-szych tenorów. Kiedy więc także i ja, ze względu na rozpoczęte studia i konieczność zamieszkania w Poznaniu, zrezygnowałem z uczestnictwa w orkiestrze, kolega Ryszard z powodzeniem zastąpił, zarówno druha Jana, jak i mnie, realizując samodzielnie i w sposób znakomity partie I-go tenora.

Grając na tym instrumencie jeszcze przez jakiś czas uczestniczyłem w niejednym występie marszowym i koncercie Harcersko-Pożarniczej Orkiestry Dętej.

Jan Stachowiak był członkiem pobiedziskiej orkiestry dętej prawie od jej powstania aż do roku 1978, w którym świętowała ona swój jubileusz 30-lecia działalności. Kiedy 15 grudnia 1978 r. w sali Zakładowego Domu Kultury w Pomarzanowicach odbył się jubileuszowy koncert pod dyrekcją mgr Andrzeja Horbika, ten wielce zasłużony członek orkiestry nie znalazł się niestety, względu na zły stan zdrowia, w składzie koncertującego zespołu. Gdyby los zrządził inaczej, to ten jubileuszowy koncert mógłby stać się pięknym zwieńczeniem Jego wieloletniej kariery. Jan Stachowiak pozostawił po sobie muzyczny ślad w postaci swych następców. Także w kręgu rodzinnym kontynuuje się nadal tradycje muzyczne, jako że swe artystyczne geny przekazał również swoim potomkom - swemu najmłodszemu synowi Piotrowi oraz wnukowi Janowi.

Niech więc to moje wspomnienie dobrze przysłuży się pamięci o tym szacownym synu Ziemi Pobiedziskiej, który swoim ofiarnym życiem polskiego patrioty i społeczną działalnością w amatorskim życiu muzycznym naszego miasta zasłużył sobie na wdzięczność i szacunek.

Opracował: Karol Górski, Poznań 2021 - w 15. rocznicę śmierci śp. dh Jana Stachowiaka

Autoryzował: Szymon Jacek Stachowiak

linia-z-ksiazka-zielen

Marian Edward Sypniewski

1. Marian Sypniewski

Marian Sypniewski, fot. ze zbiorów Izby Pamięci Szkoły Podstawowej w Pobiedziskach

Marian Edward Sypniewski - urodził się 13 lutego 1908 r. w Czamaninie, pow. nieszawski (dziś pow. radziejowski), jako syn Bolesława Sypniewskiego i Lucyny z Dobrogojskich. W latach 1924 -1929 r. uczęszczał do Państwowego Seminarium Nauczycielskiego Męskiego w Koźminie. Następnie został powołany do wojska. W 1930 r. ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty w Grudziądzu w stopniu podporucznika i w tym samym roku, 1 września, został zatrudniony jako nauczyciel w Publicznej Szkole Powszechnej w Pobiedziskach. W okresie od 1.10.1931 r. do 31.01.1932 r. uczył również w Publicznej Szkole Powszechnej w Gołuninie.

Był współzałożycielem i opiekunem 6. Drużyny Harcerzy im. Księcia Józefa Poniatowskiego w Pobiedziskach, która powstała 25.10.1932 r. Z jego inicjatywy rozpoczął działalność także Harcerski Klubu Sportowy z sekcjami piłki nożnej i lekkoatletyki. Organizował dla uczniów mecze, obozy, biwaki, wycieczki do pobliskich lasów w Promnie czy Kapalicy. Dla starszej młodzieży prowadził zajęcia z przysposobienia wojskowego. Aby podnieść swoje kwalifikacje pedagogiczne, ukończył Państwowy Wyższy Kurs Nauczycielski. Pracował również jako nauczyciel w Zawodowej Szkole Dokształcającej, do której uczęszczali uczniowie uczący się w warsztatach rzemieślniczych. 20.04.1935 r. w Urzędzie Stanu Cywilnego w Pobiedziskach zawarł związek małżeński z Haliną Kandziorą – nauczycielką pobiedziskiej szkoły. Ślub kościelny odbył się w Poznaniu, w kościele pw. św. Marcina. Jako oficer rezerwy brał udział w szkoleniach wojskowych. Z dniem 1.01.1937 r. został mianowany porucznikiem i odkomenderowany do 58. Pułku Piechoty.  Pod koniec sierpnia 1939 r. został zmobilizowany i otrzymał przydział do Ośrodka Zapasowego 14. Dywizji Piechoty, zlokalizowanego  w Strzelcach koło Kutna. Na skutek postępów wojsk niemieckich ośrodek został ewakuowany na wschód, w stronę Warszawy. Po agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 r., Marian Sypniewski znalazł się na terenach wschodniej Polski.

8 września 1939 r. nieopodal Korchowa pod Tarnogrodem został wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną i przetrzymywany w obozie przejściowym w miejscowości Bołoto w pobliżu miasta Putywl w północnej Ukrainie, skąd 2 listopada przewieziono go do obozu jenieckiego NKWD w Kozielsku. Jego nazwisko znalazło się na liście wywozowej nr 025/3 z 9 kwietnia 1940 r. Został rozstrzelany 13 lub 14 kwietnia 1940 r. Spoczywa na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu.

Decyzją Ministra Obrony Narodowej Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 5 października 2007 r. został mianowany pośmiertnie na stopień kapitana Wojska Polskiego.

2. M. Sypniewski z Drużyną Harcerską im. ks.J. Poniatowskiego, 1934 - Kopia

Marian Sypniewski wśród harcerzy 6. Drużyny Harcerzy im. Księcia Józefa Poniatowskiego w Pobiedziskach, 1934 r., ze zbiorów Izby Pamięci Szkoły Podstawowej w Pobiedziskach

3. wpis do pamiętnika jednej z uczennic

Wpis do pamiętnika jednej z uczennic, 13.11.1934 r., ze zbiorów Izby Pamięci Szkoły Podstawowej w Pobiedziskach

Pamięć o kpt. Marianie Sypniewskim została utrwalona na tabliczkach epitafijnych na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu, w Kaplicy Katyńskiej w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie, w kaplicy przy kościele Dominikanów w Poznaniu, na Krzyżu Katyńskim w Pobiedziskach, na kamieniu z tablicą pamiątkową na skwerze przed Szkołą Podstawową im. K. Odnowiciela w Pobiedziskach oraz na Pomniku Ofiar Katynia w Bramie Korchowskiej w Tarnogrodzie. Marian Sypniewski jest patronem jednej z ulic w Pobiedziskach.

 Opracowała Anna Migdałek

4. zakończenie r. szk. 1939

M. Sypniewski (czwarty od prawej) wśród uczniów i nauczycieli Szkoły Podstawowej w Pobiedziskach (jego żona Halina - druga od lewej), czerwiec 1939 r., ze zbiorów Izby Pamięci Szkoły Podstawowej w Pobiedziskach

5. M. Sypniewski - tabliczka

Tabliczka epitafijna na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu, ze zbiorów Izby Pamięci Szkoły Podstawowej w Pobiedziskach

linia-z-ksiazka-zielen

Cezary Wiza

1. Cezary Wiza

Cezary Wiza, fot. pochodzi ze strony muzeumkatynskie.pl (dostęp: 12.07.2020)

Cezary Wiza przyszedł na świat 27 sierpnia 1899 r. w Pobiedziskach w rodzinie kupca Józefa i Joanny z Jaskulskich[1]. W latach 1905 –1910 pobierał nauki w szkole powszechnej w Kcyni, następnie kształcił się w gimnazjum w Gnieźnie. W 1914 r. wstąpił do Towarzystwa Tomasza Zana - młodzieżowej organizacji niepodległościowej działającej na obszarze zaboru pruskiego. W marcu 1916 r. założył gimnazjalną drużynę harcerską im. Tadeusza Kościuszki.  28.09.1917 r. został wcielony do armii niemieckiej i przydzielony do 9. Pułku Grenadierów w Starogardzie. W styczniu 1918 r. odkomenderowano go do Landsturmu (formacja wojskowa) w Hammerstein (obecnie miejscowość Czarne), potem (w kwietniu) do 149. Pułku Piechoty w Pile, a w listopadzie do 49. Pułku Piechoty w Gnieźnie. Z dniem 25.12.1918 r. został przeniesiony do rezerwy w stopniu kaprala.

Na wieść o wybuchu powstania w Poznaniu 28.12.1918 r. zaciągnął się do gnieźnieńskiego oddziału powstańczego. Brał udział w rozbrajaniu Niemców i zdobywaniu koszar w Gnieźnie, a także w walkach m.in. pod Zdziechową (30 - 31.12.1918 r.). W lutym 1919 r. wstąpił do Wojska Polskiego. Najpierw służył w 3. Pułku Ułanów, następnie w 3. Pułku Strzelców Wlkp. Od 23.07.1919 r. do 1.04.1920 r. był słuchaczem Wielkopolskiej Szkoły Podchorążych Piechoty w Poznaniu, którą ukończył w stopniu podporucznika. W tym czasie (eksternistycznie) zdał również egzamin dojrzałości. W 1920 r. jako dowódca I kompanii 69. Pułku Piechoty został skierowany na front północny. Walczył m.in. pod Wilejką, Mołodecznem, Krewem, Lidą oraz nad Niemnem. Podczas walk odwrotowych pod Lidą (14. 07.1920 r.) wykazał się bohaterstwem, za co został uhonorowany Krzyżem Walecznych. Na początku września skierowano go do VII baonu wartowniczego. Od 13.05.1921 r. dowodził kompanią w 56. Wielkopolskim Pułku Piechoty we Wrześni.

[1] Pisownia nazwiska Jaskulska zgodnie z aktem urodzenia Cezarego Wizy. W niektórych opracowaniach pojawia się zapis: Jaskólska.

 

W październiku 1921 r. został przeniesiony do rezerwy i rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Poznańskiego. Był członkiem powstałego w 1922 r. Związku Oficerów Rezerwy Rzeczpospolitej Polskiej, który prowadził m.in. działalność samokształceniową w zakresie wiedzy wojskowej.  8.02.1924 r. został mianowany na stopień podporucznika rezerwy ze starszeństwem od 1.06.1919 r. W pierwszych dniach marca 1924 r.  odkomenderowano go z 69. do 73. Pułku Piechoty w Katowicach. W roku 1925 i 1928 odbył ćwiczenia rezerwy jako dowódca plutonu ckm w 73. Pułku Piechoty. Dowódca baonu - mjr Ciechanowski w opinii z 27.09.1925 r. tak o nim pisał: Inteligentny, chętny, wyraził zainteresowanie się służbą wojskową. Praktycznie dobry, prędko się orientuje, wydaje dobre rozkazy, występuje pewnie. Fizycznie dobrze zbudowany, wytrzymały…

2.06.1927 r. ukończył studia i otrzymał dyplom magistra praw. Po odbyciu aplikacji sądowej, zakończonej egzaminem, 17.01.1930 r. został mianowany asesorem sądowym w Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu, a od 24.03.1930 r. do 31.01.1932 r. był sędzią grodzkim w Pleszewie. Następnie przeniósł się do Ostrzeszowa, gdzie jako adwokat pracował do wybuchu II wojny światowej. Mieszkał przy ul. Piastowskiej 12.

Po ćwiczeniach wojskowych, które odbył w 1931 r. w Centralnej Szkole Strzelniczej w Toruniu, otrzymał awans na porucznika rezerwy ze starszeństwem od 2.01.1932 r. i został skierowany do 60. Pułku Piechoty w Ostrowie Wielkopolskim, a następnie przeniesiony do Batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza „Dawidgródek”.

2. C. Wiza - akt urodzenia

Akt urodzenia Cezarego Wizy, APP, USC Pobiedziska, sygn.79

3a
3b. C. Wiza - Dz. urz. 1930

Informacja o rozpoczęciu pracy przez Cezarego Wizę w charakterze asesora sądowego, Ruch służbowy: dodatek do Dziennika Urzędowego Ministerstwa Sprawiedliwości 1930, nr 3

W czasie kampanii wrześniowej 1939 roku pełnił obowiązki adiutanta dowódcy Batalionu Obrony Narodowej „Ostrzeszów”. W dniu 8.09.1939 r., po rozbiciu batalionu pod Domaniewicami koło Łowicza, widziano go razem z wojskiem w drodze do Warszawy. Pod koniec września 1939 r. będąc na wschodnich rubieżach Polski, w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach, dostał się do niewoli sowieckiej. Początkowo był przetrzymywany w obozie w Pawliszczewie Borze, a 2.11.1939 r. przewieziony do obozu NKWD w Kozielsku, skąd został wywieziony prawdopodobnie transportem X z 16 kwietnia lub XI z 17 kwietnia 1940 r. do Lasu Katyńskiego, gdzie został rozstrzelany i pogrzebany. Jego nazwisko figuruje na liście wywozowej więźniów obozu kozielskiego pod nr. 029/5 z 13 kwietnia 1940 r. W 1943 r. ekshumowany z dołu śmierci do mogiły bratniej, prawdopodobnie piątej, zidentyfikowany i oznaczony nr. AM 3152. Podczas ekshumacji odnaleziono przy nim legitymację oficera rezerwy, paszport i dowód osobisty.

Decyzją Ministra Obrony Narodowej Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 5 października 2007 r.  mianowany pośmiertnie na stopień kapitana.

Pamięć o kpt. Cezarym Wizie została uwieczniona na tabliczkach epitafijnych, znajdujących się na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu oraz w Kaplicy Katyńskiej w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie. W 2017 r. w Borkowie, gm. Pruszcz Gdański posadzono na jego cześć Dąb Pamięci.

Opracowała Anna Migdałek

4. Wiza - Dz. Urz. 1932, s.6

Informacja o wpisie Cezarego Wizy na listę adwokatów w Okręgu Izby Adwokackiej w Poznaniu, Dziennik Urzędowy 1932, nr 6

5. Goniec Krakowski 1943

Lista polskich oficerów zamordowanych w Katyniu, zamieszczona na łamach Gońca Krakowskiego nr 164 z 17.07.1943 r. Pod numerem 3152 figuruje nazwisko Cezarego Wizy

Skip to content